Kupię… dziecko

Kupno dziecka przez internet.
5, 10 a może 20 tysięcy euro. Ile kosztuje kupno dziecka przez Internet? Skąd wynikają różnice w cenie? W końcu najważniejsze, dlaczego w samym centrum Europy w ogóle dochodzi do takich procederów?

Odpowiedzi może być kilka. Jednak chyba zasadnicza to fakt, ze liczba imigrantów przebywających nielegalnie do Europy jest nadal ogromna. Próby uszczelnienia strefy Schengen, nie do końca przyniosły wymierny efekt. Masowy przepływ ludności spoza Starego Kontynentu odbywa się wszystkimi środkami transportu w sposób tak wymyślny i bajeczny, że nikomu w Brukseli nawet nie przyszłoby to do głowy.

Jednak to tylko jeden z powodów, dla których dziecko, ten mały, bezbronny człowiek stał się produktem. W świecie, w którym rządzi konsumpcja, trudno przeoczyć ogłoszenia typu „sprzedam”, „kupię” tak prozaicznych rzeczy jak torebka, czy buty, ale i propozycje oddania za wynagrodzeniem swoich organów mają dla siebie miejsce w sieci. Stąd już bardzo krótka droga do ofert młodych dziewcząt, które w zawoalowany sposób dają promesę, że ich nowo narodzone dziecko trafi do odpowiedniej pary za konkretną kwotę. Co zmusza te dziewczęta do podjęcia takiej decyzji, można się tylko domyślać. Powody są najczęściej banalne, strach przed odpowiedzialnością, biedą czy chęć szybkiego i łatwego zarobku. Banalność jest w tym przypadku tragiczna w swojej istocie. Konieczne jest spojrzenie w drugą stronę lustra. Kto i dlaczego decyduje się na „zakup” dziecka w taki nieludzki sposób. Najczęściej są to ludzie dobrze sytuowani, mieszkający na zachód od naszej granicy, którzy do tej pory nie mogli bądź nie chcieli mieć dzieci. Dodatkowo ich wiek często utrudnia albo wręcz uniemożliwia im posiadanie własnego potomka. A jak wiadomo proces adopcji jest najczęściej długi i żmudny. Często kierują się altruistycznymi pobudkami, chcąc uratować malucha od tragicznego losu, biedy i niepełnej rodziny, dają w zamian dostatek, miłość i szczęśliwy dom. To w żadnym wypadku nie usprawiedliwia zachowań konsumpcyjnych, sprowadzających tę maleńką istotkę do roli towaru do kochania, czegoś co można nabyć.

Jednak skoro można nabyć, to czy można i „zbyć”? To gorzkie pytanie zapewne zadaje sobie każdy, kto słyszy i czyta o przypadkach targu życiem maluchów. Rzecz należy nazywać po imieniu: to handel ludźmi. Człowiekiem, który nie może się bronić. Istotą ludzką która przyszła na świat, bo ktoś inny tak zadecydował. Wykrywalność tego rodzaju procederu jest znikoma. Nie wiadomo ile dokładnie tego rodzaju transakcji jest codziennie przeprowadzanych w Europie. Nie wiadomo również, jaki procent stanowią dzieci, które są przemycane przez granicę w celu, którym zdecydowanie nie jest założenie szczęśliwej, kochającej rodziny. Wszelkie transakcje odbywają się w ścisłej tajemnicy, bez żadnych dokumentów, zapłata jest dokonywana gotówką. Po wszystkim nie pozostaje najmniejszy ślad istnienia dziecka.

To, że XXI wiek okalecza człowieka emocjonalnie w sposób tak okrutny jest trudne do wyjaśnienia. Nasuwa się skojarzenie z podłą i nieludzką instytucją niewolnictwa, która królowała przez setki lat na terenie Europy. Smutna konkluzja jest aż nadto oczywista: w szczycie rozwoju intelektualnego czasów współczesnych, Europejczyk upodabnia się do swoich przodków z epoki hellenistycznej i sprowadza człowieczeństwo do kategorii rzeczy. Pozostaje tylko nadzieja, ze proceder, o którym mowa jest tylko wycinkiem naszej, ówczesnej tożsamości, a nie znakiem czasów.

Iwona Wachel
(iwona.wachel@dlalejdis.pl)

Fot. sxc.hu



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat