Media uśmierciły nie tę Maję. Jak pośpiech wygrał z weryfikacją
Tragiczna wiadomość i fatalna pomyłka
10 lipca 2026 roku Fundacja Cancer Fighters przekazała informację o śmierci Mai Gadowskiej. Dziewczynka była jedną z podopiecznych organizacji i stała się szerzej znana dzięki piosence „Wszystkie marzenia”, którą nagrała wspólnie z Łatwogangiem.
Wkrótce po publikacji komunikatu w dużych serwisach internetowych zaczęły pojawiać się artykuły informujące jednak o śmierci innej dziewczynki. W nagłówkach i tekstach wskazywano Maję Mecan, która wraz z raperem Bedoesem 2115 nagrała utwór „Ciągle tutaj jestem (diss na raka)”.
Obie dziewczynki były podopiecznymi tej samej fundacji, obie walczyły z chorobą nowotworową i obie stały się rozpoznawalne dzięki muzycznym akcjom charytatywnym. Podobieństwa te mogły przyczynić się do pomyłki, ale nie mogą jej usprawiedliwiać. Informacja o czyjejś śmierci należy do wiadomości, które wymagają wyjątkowo dokładnego potwierdzenia.
Błędna informacja rozeszła się po największych portalach
Jak opisał branżowy serwis Press.pl, nieprawdziwą wiadomość o śmierci Mai Mecan opublikowały między innymi Onet, Fakt, NaTemat, Strona Zdrowia należąca do Polska Press oraz strona internetowa TVP3 Wrocław. Za jednym portalem informację powielały kolejne serwisy, często bez przeprowadzenia własnej weryfikacji.
W części publikacji zmieniano później nazwisko, tytuł lub treść. Niektóre artykuły zostały całkowicie usunięte. Onet zamieścił sprostowanie i przeprosiny, podobnie zrobiły Strona Zdrowia oraz Fakt. Nie wszystkie redakcje zdecydowały się jednak publicznie wyjaśnić swoją pomyłkę.
Szczególnie niepokojący jest sposób, w jaki błąd rozprzestrzenił się pomiędzy redakcjami. Wystarczyło, że jedna z nich opublikowała niezweryfikowaną informację, aby pozostałe zaczęły ją powielać. Zamiast sprawdzić nazwisko w oficjalnych kanałach fundacji, wcześniejszych materiałach czy mediach społecznościowych dziewczynki, część dziennikarzy zaufała publikacjom konkurencji.
Maja musiała poinformować, że żyje
Skala zamieszania była tak duża, że głos musiała zabrać sama Maja Mecan. Dziewczynka przekazała w mediach społecznościowych, że nadal przebywa w szpitalu, walczy z chorobą, ale żyje. Podziękowała również za otrzymywane wsparcie.
Trudno wyobrazić sobie emocje dziecka i jego najbliższych, którzy podczas walki z ciężką chorobą musieli mierzyć się dodatkowo z fałszywymi informacjami o jego śmierci. Nie był to zwykły błąd w nazwisku czy dacie. Pomyłka dotyczyła życia konkretnej osoby, a jej skutki mogły dotknąć rodzinę, znajomych, personel medyczny oraz tysiące osób śledzących historię Mai.
Sytuacja była bolesna również dla bliskich Mai Gadowskiej. W chwili żałoby informacja o jej odejściu została częściowo przykryta przez medialne zamieszanie i dyskusję o pomylonych nazwiskach.
Przeprosiny nie zawsze cofają skutki publikacji
W internecie korekta artykułu nie oznacza, że błędna wiadomość przestaje istnieć. Pozostają zrzuty ekranów, powiadomienia wysłane na telefony, posty opublikowane w mediach społecznościowych i materiały udostępniane przez użytkowników.
Wiele osób widzi wyłącznie nagłówek, nie wraca później do poprawionego tekstu i nie zauważa sprostowania. Z tego powodu fałszywa informacja może krążyć jeszcze przez wiele dni, nawet gdy pierwotny artykuł został zmieniony lub usunięty.
Sprostowanie powinno być więc widoczne, jednoznaczne i opublikowane z podobnym zasięgiem jak błędna wiadomość. Samo zastąpienie nazwiska w tekście nie wystarcza. Czytelnik powinien wiedzieć, co było nieprawdą, dlaczego doszło do zmiany i kogo redakcja przeprasza.
„Tu niestety zawiedliśmy”
Do sprawy odniósł się redaktor naczelny Onetu Bartosz Węglarczyk. Przyznał, że redakcja zawiodła, i podkreślił, że wiadomości dotyczące śmierci nie powinny być traktowane jako wyścig o pierwszeństwo publikacji.
To ważna deklaracja, ale jednocześnie pytanie o procedury pozostaje aktualne. Jak to możliwe, że w dużych redakcjach, dysponujących zespołami dziennikarzy i wydawców, wiadomość o śmierci dziecka została opublikowana bez potwierdzenia jego tożsamości?
Medioznawca prof. Adam Szynol z Uniwersytetu Wrocławskiego ocenił, że sytuacja obnażyła problemy z podstawową weryfikacją faktów. Zwrócił również uwagę na mechanizm medialnego pośpiechu i bezrefleksyjnego podążania za publikacjami konkurencji.
Śmierć nie może być newsem na wyścig
Współczesne portale działają pod ogromną presją. Liczą się szybkość, wejścia z wyszukiwarki, udostępnienia oraz miejsce w mediach społecznościowych. Redakcje boją się, że konkurencja opublikuje wiadomość kilka minut wcześniej i przejmie zainteresowanie czytelników.
Są jednak informacje, przy których szybkość musi zejść na dalszy plan. Należą do nich wiadomości o śmierci, wypadkach, zaginięciach, przestępstwach i stanie zdrowia. Szczególnej ostrożności wymagają materiały dotyczące dzieci oraz osób ciężko chorych.
W takich sytuacjach powinny obowiązywać proste zasady: potwierdzenie pełnych danych osoby, sprawdzenie oficjalnego źródła, porównanie zdjęć i wcześniejszych publikacji oraz kontakt z organizacją lub rodziną. Kilka dodatkowych minut może zapobiec dramatycznym konsekwencjom.
Błąd, który powinien stać się przestrogą
Historia pomylonych dziewczynek jest przykładem tego, jak łatwo internetowy pośpiech może odebrać mediom wiarygodność. Pokazuje też, że kopiowanie informacji z innych portali nie jest weryfikacją, nawet jeżeli materiał został opublikowany przez znaną redakcję.
Czytelnicy również powinni zachowywać ostrożność, szczególnie przed udostępnieniem dramatycznej wiadomości. Warto sprawdzić, czy informację podała rodzina, fundacja, oficjalny profil lub kilka niezależnych źródeł. Odpowiedzialność za publikację spoczywa przede wszystkim na mediach, ale każde kolejne udostępnienie zwiększa zasięg błędu.
Maja Mecan żyje i nadal walczy o zdrowie. Maja Gadowska odeszła, pozostawiając po sobie historię odwagi, muzykę i ludzi, których poruszyła. Obie zasługują na to, aby mówić o nich z szacunkiem, uważnością i bez pomyłek.
PMP
Fot. Wegenerowano AI
Ostatnio dodane
- Jak przestać być pogotowiem ratunkowym dla wszystkich i wreszcie zająć się sobą?
- Protest opiekunek żłobkowych wchodzi na drogę prawną! Będzie pozew zbiorowy i „Dzień bez opiekuna w żłobku”?
- Ukończyły kurs, ale mogą nie dostać pracy. Czy nowe przepisy żłobkowe naruszają Konstytucję?
- Dyplom, 310 godzin czy trzy lata stażu? Kto będzie mógł pracować w żłobku od 2027 roku?
- Dlaczego torfowiska nazywane są zielonymi skarbcami naszej planety?
- Jak przygotować się do zrobienia pierwszego tatuażu
- 16 tys. zł za tonę plastiku? Skąd wzięła się ta liczba i czy system kaucyjny naprawdę jest tak drogi?
- Piąty dzień protestu opiekunek żłobkowych. Już 757 deklaracji i ponad 3 miliony złotych potencjalnych roszczeń!
- Gatta x E.Wedel połączyli siły już po raz trzeci
- Cyberataki na lodówki w europejskich supermarketach. Czy inteligentne urządzenia są bezpieczne?

Komentarze