Płatny urlop na chorego psa lub kota? Internet ogłosił rewolucję we Włoszech. Jest jeden problem

Włochy miały wprowadzić płatny urlop na opiekę nad chorym psem lub kotem. Viral brzmi sensacyjnie, ale prawda jest bardziej złożona. Sprawdzamy, co naprawdę przewiduje projekt.
W mediach społecznościowych krąży informacja, że Włochy jako pierwszy kraj na świecie wprowadziły płatny urlop dla pracowników, którzy muszą opiekować się chorym zwierzęciem. Brzmi jak prawdziwa rewolucja w prawie pracy. Problem w tym, że wiadomość w takiej formie nie jest prawdziwa. We włoskim parlamencie rzeczywiście znajduje się projekt dotyczący płatnych zwolnień na chore zwierzę, ale na razie pozostaje tylko projektem.

Pies wymaga pilnej operacji, kot nagle zachorował, a właściciel musi wybrać: praca czy weterynarz? Dla milionów osób posiadających zwierzęta taki dylemat wcale nie jest abstrakcyjny.

Nic więc dziwnego, że informacja o rzekomej włoskiej rewolucji błyskawicznie zaczęła zdobywać popularność w mediach społecznościowych.

"Włochy zostały pierwszym krajem, który wprowadza płatny urlop dla osób muszących opiekować się chorym zwierzęciem" - można przeczytać na krążących w sieci grafikach.

Tyle że rzeczywistość jest znacznie bardziej skomplikowana.

Włochy nie wprowadziły jeszcze takiego powszechnego urlopu

Na dzień 22 sierpnia 2026 roku we Włoszech nie obowiązuje ogólnokrajowe prawo przyznające wszystkim pracownikom płatne wolne na opiekę nad chorym psem lub kotem.

Istnieje natomiast konkretna propozycja ustawy numer 2453, złożona w Izbie Deputowanych 12 czerwca 2025 roku przez deputowanego Devisa Doriego.

Jej tytuł mówi wprost o zmianie włoskiej ustawy dotyczącej urlopów i wprowadzeniu płatnego zwolnienia w przypadku choroby lub śmierci zwierzęcia domowego. Projekt został 14 października 2025 roku skierowany do komisji pracy. Nie oznacza to jednak, że został uchwalony i wszedł w życie.

To zasadnicza różnica, której w wiralowych postach często brakuje.

Co naprawdę przewiduje włoski projekt?

I tutaj robi się ciekawie, ponieważ pomysł rzeczywiście jest bardzo konkretny.

Projekt zakłada przyznanie pracownikowi:

  • dwóch płatnych dni wolnego w ciągu roku w przypadku śmierci zwierzęcia domowego,

  • do sześciu godzin płatnego zwolnienia w roku w przypadku jego choroby.

A zatem nie chodzi o kilka dni płatnego urlopu za każdym razem, kiedy pies lub kot zachoruje.

W przypadku choroby projekt przewiduje maksymalnie sześć godzin w całym roku kalendarzowym.

Nie wystarczyłoby powiedzieć szefowi, że kot źle się czuje

Projekt zawiera również warunki, które miałyby ograniczyć możliwość nadużywania nowego prawa.

W przypadku psów i kotów zwierzę musiałoby być oznakowane mikrochipem i zarejestrowane we właściwej bazie. Pracownik byłby także zobowiązany do przedstawienia pracodawcy zaświadczenia weterynaryjnego potwierdzającego chorobę albo śmierć zwierzęcia.

Z prawa mógłby skorzystać właściciel zwierzęcia, a jeżeli nie byłoby to możliwe, także pracownik należący do tego samego gospodarstwa domowego.

Pomysł istnieje więc naprawdę. Tyle że droga od projektu ustawy do obowiązującego prawa potrafi być bardzo długa.

Skąd więc wzięła się informacja, że takie prawo już obowiązuje?

Historia ma znacznie starsze korzenie.

Już w 2017 roku głośno było o pracownicy rzymskiego Uniwersytetu La Sapienza, która potrzebowała dwóch dni wolnego, aby zająć się swoim chorym psem.

Kobieta mieszkała sama, a jej 12-letni seter wymagał zabiegu weterynaryjnego. Początkowo nieobecność została potraktowana jako zwykły urlop.

Przy wsparciu organizacji zajmującej się ochroną zwierząt pracownica zaczęła jednak domagać się uznania tych dni za płatne zwolnienie. Argumentowano między innymi, że włoskie prawo nakłada na właściciela obowiązek zapewnienia zwierzęciu odpowiedniej opieki.

Ostatecznie pracodawca zgodził się przyznać jej dwa dni płatnego wolnego. Sprawa była szeroko opisywana jako precedens, ale co istotne - nie doprowadziła do stworzenia automatycznego prawa przysługującego wszystkim włoskim pracownikom.

Co więcej, sprawa nie zakończyła się przełomowym wyrokiem sądu. Pracodawca zaakceptował wniosek, zanim doszło do takiego rozstrzygnięcia.

Stara historia wróciła jako "nowe prawo"

I właśnie tutaj prawdopodobnie znajduje się źródło dzisiejszego zamieszania.

Mamy prawdziwą historię pracownicy, która dostała płatne wolne na chorego psa.

Mamy prawdziwy projekt ustawy przewidujący płatne zwolnienie w takich sytuacjach.

A następnie oba te fakty zostają połączone w jeden spektakularny komunikat:

"Włochy właśnie wprowadziły płatny urlop na chore zwierzę".

Taki nagłówek świetnie działa w mediach społecznościowych, ale wyprzedza rzeczywistość.

Zwierzę coraz częściej traktowane jest jak członek rodziny

Sam pomysł włoskich parlamentarzystów nie pojawił się jednak przypadkowo.

Autor projektu argumentuje, że dla ogromnej części społeczeństwa pies czy kot nie jest już jedynie "posiadanym zwierzęciem", lecz pełnoprawnym członkiem gospodarstwa domowego.

W uzasadnieniu projektu przywołano dane, według których ponad połowa mieszkańców Włoch ma przynajmniej jedno zwierzę domowe, a zdecydowana większość właścicieli postrzega je jako członka rodziny.

Zmienia się więc również dyskusja o tym, co powinno być uznawane za ważny powód nieobecności w pracy.

Jeżeli pracownik jest prawnie zobowiązany do zapewnienia choremu zwierzęciu pomocy, pojawia się pytanie: czy powinien w tym celu wykorzystywać zwykły urlop wypoczynkowy?

Włoski projekt próbuje na to pytanie odpowiedzieć.

A co z Polską?

W Polsce pracownik nie posiada obecnie odrębnego ustawowego prawa do płatnego zwolnienia z pracy wyłącznie dlatego, że musi zawieźć chorego psa lub kota do weterynarza albo sprawować nad nim opiekę.

W praktyce pozostaje więc między innymi wykorzystanie urlopu wypoczynkowego, urlopu na żądanie, uzgodnienie innej formy nieobecności z pracodawcą albo rozwiązania oferowane indywidualnie przez konkretną firmę.

Dlatego włoska propozycja może być interesująca również z polskiej perspektywy.

Czy taki urlop rzeczywiście pojawi się we Włoszech?

Tego na razie nie wiadomo.

Projekt znajduje się w procedurze parlamentarnej i zanim stanie się obowiązującym prawem, musi przejść kolejne etapy procesu legislacyjnego. Samo złożenie projektu ani skierowanie go do komisji nie oznacza jego przyjęcia.

Dlatego pojawiające się w internecie twierdzenie, że Włochy już stały się pierwszym krajem gwarantującym pracownikom płatny urlop na opiekę nad chorym zwierzęciem, jest co najmniej mocno przedwczesne.

Prawdziwa wiadomość jest jednak niewiele mniej interesująca: włoski parlament rzeczywiście ma przed sobą projekt, który po raz kolejny przesuwa granicę między życiem zawodowym a odpowiedzialnością za zwierzęta domowe.

Jeśli kiedyś zostanie uchwalony, właściciel chorego psa lub kota nie będzie już musiał tłumaczyć pracodawcy, dlaczego wizyta u weterynarza jest dla niego równie pilna jak inne rodzinne obowiązki.

PMP

Fot. Wygenerowano AI



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat