Jak zgodnie wskazują eksperci, to nie ilość kandydatek ma znaczenie, ale ich miejsce na listach wyborczych. Rzeczone jedynki na listach wśród pań stanowią jednak mniejszość. Czy to oznacza, że kobiety mają mniejsze szansę na zaistnienie w polityce, czy panie mają mniejsze umiejętności, niższe wykształcenie bądź są mniej kompetentne? Otóż nie. Rzecz rozgrywa się o kulturę polityczną w naszym kraju. Partie polityczne w Polsce nie deprecjonują kobiet, wręcz podkreślają ich rolę. To tak naprawdę wyborcy, po prostu rzadziej głosują na panie. Widać oczywiście tendencję rosnącą, aczkolwiek archetyp statecznego pana senatora jest, jak się wydaje, nienaruszony.
Inną kwestią jest to, czym panie już będące w Sejmie i Senacie się zajmują. Tutaj chyba nikt nie powinien być zaskoczony. Otóż jako obszar zainteresowań wybrały głównie politykę społeczną i rodzinną. Wysoki odsetek stanowią również kobiety zainteresowane edukacją i kulturą. Jest to odbicie lustrzane modelu rodziny, który dominuje w Polsce. Warto jednak pamiętać, że panie w świecie polityki funkcjonują znaczenie krócej niż ich koledzy z ław sejmowych. Kwestią równie ważną jest to, jakie panie wchodzą w skład polskiego parlamentu. O ile od panów oczekujemy określonych cech, o tyle od kobiety oczekujemy tylko obecności. To trochę krzywdzące, bo wybierając powinniśmy kierować się zdrowym rozsądkiem, a nie poprawnością polityczną czy społeczną. Tutaj warte pochwały są sylwetki pań-specjalistów. Nieważne czy dziedziną, w której są specjalistkami jest edukacja, sport czy finanse. Zapewne dumniej brzmiałoby gdyby ministerstwom takim jak sprawiedliwości, finansów czy spraw zagranicznych szefowała kobieta, aczkolwiek powinien to być wynik realnych potrzeb kraju, a nie metoda na zyskanie w oczach żeńskiej części obywateli. Trudno mówić o dyskryminacji kiedy to ustawodawca sam na siebie nakłada obowiązek umieszczenia określonej liczby obywatelek na listach wyborczych. Średnia unijna wynosi 26% kobiet obecnych w parlamencie. Oczywiście nie zapominając jak długie tradycje demokratyczne mają za sobą nasi unijni sąsiedzi. Czy zwiększenie ilości kobiet w parlamencie, będzie służyło polepszeniu sytuacji pozostałych mieszkanek naszego kraju? Zdania są podzielone. Z pewnością razem ze swoją obecnością wnoszą powiew świeżości i łagodności do skostniałych murów na Wiejskiej. Kobiety są zazwyczaj lepiej zorganizowane i łatwiej radzą sobie z wykonywaniem kilku zadań jednocześnie, są jednak przy tym często matkami i żonami i to od nich, a nie od posłów czy senatorów, oczekuje się, że będą łączyć obie role bez uszczerbku dla żadnej z nich.
Patrząc na obecny rząd można odnieść wrażenie, że pozycja kobiet jest marginalizowana w świecie polskiej polityki. Słuszne będzie stwierdzenie, że zaledwie trzy panie piastują obecnie stanowisko ministra. Z czego dwie zajmują się edukacją i nauką, a jedna - bardzo popularna niedawno wiceprezes rady ministrów pani Elżbieta Bieńkowska - jest również ministrem infrastruktury i rozwoju. Wniosek jaki nasuwa się po analizie tych informacji jest oczywisty - kobiety w polskim parlamencie nadal stanowią novum. Wiedząc jednak, że jeszcze nie tak dawno liczba studentów płci męskiej dominowała na uczelniach wyższych i patrząc na obecne statystyki, można spojrzeć optymistyczne w polską przyszłość polityczną. Zgodnie z maksymą: „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”.
Iwona Wachel
(iwona.wachel@dlalejdis.pl)
Fot. wikipedia/Mateusz Kudła
Komentarze