Zdarza się, że czasem popadamy w skrajność - choroby cywilizacyjne są teraz powszechniejsze niż kiedykolwiek wcześniej. Skoncentrujmy się na schorzeniach związanych z odchudzaniem - anoreksją i bulimią. Ściślej, zajmijmy się społecznościami ludzi dzielących te choroby, w pełni je akceptujących i będących ich metodą na perfekcję.
Wspólnota
To, co mnie żywi, niszczy mnie. Można zaryzykować stwierdzenie, że to pierwsze zdanie, na jakie natknie się człowiek poszukujący informacji o ruchu Pro-ana. Czym jest i czemu służy to mało znane w Polsce środowisko?
Sama nazwa jest skrótem od pro-anorexia - "za anoreksją." Wspólnotę Pro-ana tworzą kobiety - najczęściej nastolatki i dziewczyny, które dopiero przekroczyły próg 20 lat. Zdawałoby się, że to nic niezwykłego, że młodzi ludzie łączą się w swoiste popkultury. Jednak anoreksja i bulimia jako czynniki łączące są dla większości społeczeństwa po prostu dziwne i nienaturalne. Ogół postrzega dane syndromy jako choroby i walczy z nimi, natomiast ruch w pełni je akceptuje i uznaje jako formy dążenia do optymalnego wyglądu.
Wpisując w wyszukiwarkę stron internetowych hasło Pro-ana jesteśmy wręcz bombardowani witrynami dotykających tej materii. Pozornie hasło jak każde inne i odpowiadające mu strony tematyczne. Pozornie. Wystarczy otworzyć kilka pozycji, by przekonać się, że większość to blogi. Setki, jeśli nie tysiące stron reprezentujących stan umysłowy młodych kobiet. Obserwujemy jak bardzo skrupulatnie zapisują spadki wagi. To właśnie Internet jest miejscem, gdzie prosperuje wspólnota.
Recepta
Praktycznie każdy wie, jak postępują dziewczyny dotknięte przez anoreksję, czy jakich metod chwytają się osoby chore na bulimię. Pro-ana traktuje je jak każdą inną metodę odchudzania. Choroba jest w pełni akceptowalnym stanem umysłu. Nawet same nazwy chorób, tak nacechowane negatywnym pokładem emocji przez ogół, nie są dla nich odstraszające - choć pojawiają się substytuty słów (anorektyczka = motylek). Głodzenie jest testerem silnej woli, zimne kąpiele i zabiegi pielęgnujące - kontrolą nad własnym ciałem. Największe portale dają gotowe instrukcje, w jaki sposób postępować, by skutecznie gubić masę ciała. Za wzory stawiają sobie wychudzone modelki czy aktorki, za antyideały - przesadnie grubych ludzi. Wszystko jest bardzo restrykcyjne - perfekcja nie znosi nawet małych potknięć i słabej woli. Ćwiczenia, głodówka, przeżuwanie pokarmu (nie połykanie) dla chwilowego zabicia głodu. Wszystko to ma przybliżyć do upragnionej sylwetki.
Natknąwszy się na taką wspólnotę wydaje się naturalnym pytanie: co to za dziwactwo? Ale czy odpowiedź jest już taka oczywista? Czymś normalnym jest wiązanie się w grupy. Zwyczajna dziewczyna, nastolatka świadoma swojej choroby (nie chcąca z nią walczyć) czuje się wyobcowana. Wszyscy, gdy jesteśmy samotni szukamy podobnych sobie. Społeczność działa głównie w Internecie - nie spotkamy się ze zjazdami, wiecami czy też happeningami organizowanymi przez środowisko Pro-ana. Szczupłe dziewczyny w tłumie wyróżniają tylko czerwone (anoreksja) i fioletowe (bulimia) bransoletki. Wstępując w szeregi otrzymamy dekalog, prawa, nakazy, przepisy, akceptacje wytłumaczenia własnej choroby.
Zrozumieć prawdę
Niezaprzeczalnym jest fakt, że bulimia i anoreksja to choroby, których finałem w razie braku leczenia jest śmierć. Tym trudniej jest zrozumieć jak może istnieć społeczność wspierająca bynajmniej nie w wyzdrowieniu. Przepisy na oczekiwaną, niską masę ciała wbrew zdrowiu czy też stawianie za przykłady ludzi z niedowagą sprawiają, że obserwatorzy reagują tylko niezrozumieniem. Nikt nie może potępić Pro-ana za to, że jednoczy ludzi - nie ma nic złego we wspólnocie i dawaniu sobie oparcia. Nikt nie namawia do utraty życia w wyniku zagłodzenia organizmu - wszystkie zagrożenia są uświadamiane. Jeżeli jednak zdecydujesz się podjąć wyzwanie i zawalczyć chorobą o perfekcyjny wygląd, jedyne co potem usłyszymy to "nigdy nie będziesz zbyt chuda."
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
Komentarze