Dobrym przykładem jest program „Aktywny Maluch”, dawniej znany jako „Maluch+”. Jego celem jest tworzenie nowych miejsc opieki dla najmłodszych dzieci. Problem polega na tym, że kwoty przeznaczane na utworzenie jednego miejsca w placówkach publicznych były znacznie wyższe niż te dostępne dla podmiotów prywatnych. Tymczasem to właśnie prywatne żłobki w wielu miejscowościach realnie uzupełniają lukę tam, gdzie samorząd nie jest w stanie zapewnić wystarczającej liczby miejsc.
Kolejnym punktem spornym jest świadczenie „Aktywnie w żłobku”. Rodzice mogą otrzymać dofinansowanie w wysokości do 1500 zł miesięcznie, ale tylko wtedy, gdy opłata za pobyt dziecka w żłobku nie przekracza ustawowego limitu. Limit ten ustalono na poziomie 2200 zł. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to ochroną rodziców przed nadmiernymi podwyżkami. W praktyce uderza jednak głównie w placówki prywatne, które utrzymują się niemal wyłącznie z czesnego płaconego przez rodziców.
Warto w tym miejscu zadać niewygodne pytanie: ile naprawdę kosztuje utrzymanie jednego miejsca w żłobku? Dane widoczne w systemie Emp@tia pokazują, że w wielu placówkach publicznych koszty te znacząco przekraczają 2200 zł. Przykładowo Żłobek Miejski Nr 2 w Głogowie wykazał koszt funkcjonowania miejsca na poziomie 7056 zł miesięcznie, Żłobek Gminny w Jaczowie - 3494,81 zł, Żłobek Miejski w Kamiennej Górze - 3639 zł, Żłobek Nr 3 MOPS w Legnicy - 4189,81 zł, a Żłobek Gminny w Postolicach - 4834,48 zł.
Warto podkreślić jeszcze jedną rzecz: program „Aktywnie w żłobku” działa od 1 października 2024 roku, a limit opłaty za pobyt dziecka w żłobku od początku pozostaje na tym samym poziomie. Nie został podniesiony ani razu, mimo inflacji, rosnących kosztów pracy, energii, usług, wyżywienia, wynajmu, remontów czy utrzymania placówek. W praktyce oznacza to, że prywatne żłobki mają coraz mniej przestrzeni finansowej, a jednocześnie muszą utrzymać jakość opieki, spełniać wymogi formalne i konkurować o pracowników.
Tymczasem dane z placówek publicznych pokazują, że koszty utrzymania miejsca rok do roku realnie rosną. Dobrym przykładem są Kąty Wrocławskie, gdzie według danych z raportu o stanie gminy koszt utrzymania jednego miejsca w żłobku publicznym wzrósł między 2024 a 2025 rokiem o około 500 zł miesięcznie. To pokazuje skalę problemu: samorządy widzą wzrost kosztów w swoich budżetach, placówki publiczne funkcjonują przy coraz wyższych nakładach, a prywatnym podmiotom wciąż narzuca się ten sam sztywny limit 2200 zł.
Powstaje więc pytanie, dlaczego państwo uznaje, że koszt utrzymania miejsca w żłobku publicznym może wynosić 3500, 4000, 4800, a nawet ponad 7000 zł miesięcznie, ale prywatna placówka ma zmieścić się w limicie 2200 zł, jeśli rodzice mają skorzystać z dopłaty. Taki system nie tylko zaburza konkurencję, ale też tworzy fałszywe wyobrażenie o realnych kosztach opieki nad dzieckiem do lat 3.
Te liczby są szczególnie zastanawiające, gdy zestawi się je z realiami sektora prywatnego. W wielu prywatnych żłobkach grupy są kameralne i liczą około 15-16 dzieci. W placówkach publicznych grupy bywają znacznie większe, często liczą 25, 30, a nawet 40 dzieci. Mimo to publiczny koszt utrzymania miejsca potrafi być dużo wyższy niż limit, który państwo narzuca prywatnym placówkom jako warunek korzystania przez rodziców z dopłaty.
Wisienką na torcie jest kwestia dodatków do wynagrodzeń opiekunek. Państwo przewidziało dofinansowanie w wysokości 1000 zł brutto do wynagrodzenia pracowników samorządowych instytucji opieki nad dziećmi do lat 3. To ważne wsparcie, bo praca opiekunek jest odpowiedzialna, wymagająca i wciąż zbyt nisko wynagradzana. Problem w tym, że pracownicy prywatnych placówek zostali w praktyce poza tym rozwiązaniem.
Ministerstwo wskazuje, że prywatni właściciele również mogą podnosić wynagrodzenia swoim pracownikom. Tylko z czego mają to zrobić, skoro jednocześnie ustalono limit czesnego na poziomie 2200 zł? Prywatny żłobek nie ma dostępu do gminnego budżetu, nie jest finansowany z podatków mieszkańców i nie może rozdawać pieniędzy bez oglądania się na koszty. Musi opłacić wynajem lub kredyt, media, wyżywienie, środki higieniczne, szkolenia, ubezpieczenia, obsługę księgową, remonty, wyposażenie i wynagrodzenia całego zespołu.
Jeżeli państwo naprawdę chce zwiększać dostępność opieki żłobkowej, powinno traktować publiczne i prywatne placówki jako elementy tego samego systemu. Rodzica nie interesuje szyld nad drzwiami. Interesuje go bezpieczne miejsce dla dziecka, dobra kadra, rozsądna cena i pewność, że placówka nie zniknie z rynku po kilku miesiącach.
Nierówne finansowanie może doprowadzić do sytuacji, w której prywatne żłobki zaczną ograniczać działalność albo rezygnować z udziału w systemie dopłat. A wtedy najbardziej ucierpią rodzice i dzieci. Bo tam, gdzie zabraknie prywatnych placówek, samorządy nie zawsze będą w stanie szybko stworzyć nowe miejsca.
Wsparcie opieki nad najmłodszymi jest potrzebne. Ale powinno być projektowane tak, aby nie dzielić dzieci, rodziców i opiekunek na „publicznych” i „prywatnych”. Dobre żłobki, niezależnie od formy prowadzenia, wykonują tę samą odpowiedzialną pracę. I powinny mieć szansę funkcjonować na uczciwych zasadach.
PMP
Fot. Wygenerowano AI
Komentarze