Dlatego też, każda publikacja z cyklu „Jak pokonałam raka”, cieszy się ogromną popularnością. Nic tak bowiem nie podnosi na duchu, jak informacja, że ktoś wyzdrowiał dzięki jakiejś metodzie i chce się z nami podzielić swym szczęściem.
Sięgnęłam i ja z wielkim zainteresowaniem po książkę Moniki Godlewskiej, by po jej lekturze mieć mieszane uczucia. Począwszy od euforii, że oto mam na wyciągnięcie ręki historię autentycznego wyzdrowienia z choroby, która zwie się nieuleczalną, a skończywszy na sceptycyzmie, bo metody proponowane przez autorkę, wydają się jednak być nie dla każdego.
Trudno bowiem wyobrazić mi sobie 60-letniego mężczyznę z małego miasteczka, uprawiającego jogę oraz 50-letnią kobietę, niepracującą zawodowo, która wyjeżdża do ośrodków rozwijających duchowo i odblokowujących złą energię.
Metody proponowane przez Monikę Godlewską będą z pewnością służyły osobom młodym, otwartym na techniki, które choć istniały od wieków, dziś dopiero cieszą się ogromną popularnością. Joga, medytacje, hipnoza, techniki rozwojowe, uwalnianie świadomości, to tylko niektóre z propozycji terapii dla umysłu, które według autorki, mają ogromny wpływ na walkę z chorobą nowotworową.
Ja jednak, bardziej sceptyczna, myśląc o tej grupie osób starszych, najbardziej narażonych na chorobę, chciałabym wspomnieć o innych metodach, co prawda bardziej wpływających na kondycję ciała, niż ducha, ale łatwiej za to przez nich akceptowanych. Chodzi mi o trzy omówione przez Monikę Godlewską metody naturalnej walki z chorobą, czyli diecie makrobiotycznej, głodówce i masażu shiatsu. Wyeliminowanie ze swojego jadłospisu białka zwierzęcego, nie tylko podniesie jakość życia, ale także da dodatkową energię do walki z chorobą. Sprowokowanie organizmu poprzez głodówkę do przejścia na odżywianie wewnętrzne, a także oczyszczenie go z wszelkich zbędnych tkanek, w tym także guzów, to namacalne dowody na to, że metody najprostsze, mogą okazać się najlepsze.
Nie wiem, na ile Monika Godlewska ma rację, idąc za innymi publikacjami w głoszeniu tezy, że rak jest odpowiedzią na poczucie krzywdy w naszym życiu, bez względu na to, czy my ją komuś wyrządziliśmy, czy ktoś nam. Według tej teorii, toksyczność takich sytuacji jest na tyle duża, że powoduje wytwarzanie się komórek nowotworowych, atakujących nasz organizm.
Autorka poradnika, na niemal 300 stronach wskazuje nam wszelkie naturalne terapie dla ciała i ducha, pomagające w walce z chorobą nowotworową. Choć zdaje sobie sprawę, że wiele z nich, może wywoływać sceptycyzm, a niektóre jej twierdzenia, mogą być również kontrowersyjne, stara się udowodnić, że wszystko w życiu jest możliwe. Nie przekonuje nas na siłę, byśmy korzystali z jej doświadczeń. Ma tylko nadzieję, że jej własna historia, stanie się źródłem inspiracji dla osób chorych oraz przyniesie nadzieję tym, którym jej brakuje.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Monika Godlewska, „Jak pokonałam raka”, Studio Astropsychologii, Białystok 2011
Komentarze