Samotne macierzyństwo, czyli rodzic 2w1

Jak poradzić sobie samotnie wychowując dziecko.
Dominika (lat 40) wychowuje sama 13-letnią córkę. Agata (lat 40) jest dopiero w trzecim miesiącu ciąży, a Joanna (lat 34) ma prawie 3-letniego syna.

Wszystkie są matkami, które mają na swojej głowie dziecko, dom, samochód, rachunki itd. Taką akrobatykę muszą wykonywać co miesiąc.

Joanna
Joanna, gdyby nie mama emerytka pracująca częściowo na pół etatu w przedszkolu, sama musiałaby – nie wiadomo jak – pracować i zajmować się synkiem. Po powrocie z macierzyńskiego pracodawca zaproponował jej 3//4 etatu, co oznacza kilka dni pracy w tygodniu. Taka opcja jest możliwa ze względu na to, że Asia pracuje w centrum handlowym. Stoi więc nieraz po 12 godzin, ale dzięki temu robi to 3 lub 4 razy w tygodniu. W tym czasie babcia opiekuje się wnukiem. Po powrocie z pracy jeszcze kąpiel, kolacja i czekanie aż dziecko zaśnie, a wtedy można już usiąść do komputera i .. pracować dalej.  Umiejętności graficzne pozwalają jej na dorywcze opracowywanie zleceń, które podsyłają jej znajomi. To pozwala zarobić dodatkowe pieniądze do niewysokiej pensji, a także zabić czas i nie myśleć o tym, co tak bardzo przeszkadza w codziennym życiu.  Było, nie było, teraz i tak jest sama.

Jej były chłopak nie pracuje, żyje nie wiadomo z czego, zarabia okazjonalnie. Na pewno czuje się artystą i zna dogłębnie ból istnienia. Potrafi przysłać jej smsa, że ma depresję i dlatego pije i nie może zajmować się dzieckiem. Kiedy byli razem, byli też trochę młodsi, mieli inne potrzeby i wyobrażenia świata. Pomieszkiwali razem, jeździli na wakacje. Pierwsze pęknięcie pojawiło się 3 czy 4 lata temu. Ona miała dosyć zabawowego żywota narzeczonego, ale jednocześnie to on przecież był miłością jej życia. Znali się od kilkunastu lat, spotykali od ponad 12. Po rozstaniu wrócili do siebie, później znów się rozstawali. Wpadka, jak się potem okazało, trochę planowana miała być „lekiem na całe zło”. Niestety. Pokazała tylko, jak bardzo niefunkcjonalny był już wcześniej ten układ. Co więcej nie mniej bolesne dla Asi okazało się porzucenie przez wspólnych znajomych. Obecnie do niej nie odzywa się prawie nikt. Niektórzy z dawnej paczki jawnie dają jej do zrozumienia po czyjej stoją stronie. Bo przecież wyrzuciła bezbronnego faceta na bruk. To, że nie odnalazł w sobie odpowiedzialności, chociażby minimalnej, by zarobić na dziecko, albo w inny sposób pomóc swojej dziewczynie. Nieważne. Teraz więc sama chodzi do pracy, sama wynajduje zlecenia, sama próbuje na nowo się odnaleźć. Jak mówi „jeszcze ze dwa, trzy lata i zapomnę o tym wszystkim”. Inni wróżą jej z uśmiechem „przecież poznasz kiedyś kogoś nowego”. Ona wzrusza ramionami „niby gdzie? na schodach z pracy na autobus, czy z domu do pracy?” I wraca wzrokiem do włączonego komputera.

Dominika
Mając lepsze uposażenie i już bardziej odchowaną córkę, Dominika i tak wcale nie czuje się często pewniej. Martwi się czy dziecko zdołało wrócić już szkoły, bo musi przejść ciemną ulicą. Co zje, jak wróci – chipsy czy może jednak wybierze zupę. I  czy dobrze poczuła się pierwszego dnia w nowej szkole? -Czasem, chociaż jestem już starsza i nie aż tak bardo szalona jak kiedyś, mam wrażenie, że coraz trudniej znoszę rzeczywistość. Byle drobiazg potrafi doprowadzić mnie do płaczu. Ciągle boję się o córkę, chociaż sama byłam nawet bardziej samodzielna, niż ona w jej wieku i jakoś nic mi się nigdy nie stało. Poza tym, że musiałam wracać do domu o 22, mogłam robić, co mi się podobało. Ale  ciągle mam wyrzuty, że długo siedzę w pracy i przez to moje dziecko wychowuje się samo – opowiada Dominika.

Kobieta pracuje w tzw. wolnym zawodzie i często ma pracę na dwanaście godzin dziennie, a potem zdarza się kilka dni przerwy. -Z drugiej strony, gdy spędzamy razem czas, to spędzamy go intensywnie: kino, koncert, spacer, łyżwy.  Potem myślę, że to i tak lepiej, niż gdybym była w domu i oglądała tylko telewizję, nie robiąc nic z własnym dzieckiem. Ale te wyrzuty istnieją. Ciągle pojawiają się nowe i tak w kółko. Wieczna szarpanina – kontynuuje.

Dominika stara się być i ojcem, i matką. Jak wiele z nas wie, nie jest to szczególnie łatwe. W jej przypadku sprawa jest trochę mniej skomplikowana: były mąż płaci za szkołę, daje pieniądze na wakacje. Sam ma nową rodzinę i kolejne (malutkie) dziecko. Nie jest również zbytnio zainteresowany  życiem córki, potrafi jednak się uaktywnić w ważnych momentach, jak chociażby  zmiana szkoły i problemy z tym związane. Cały czas jednak to na barkach Dominiki tkwi odpowiedzialność. Zmiana pracy nie jest także łatwą sprawą, bo przecież musi dbać o kogoś jeszcze i nie może nie zarabiać przez trzy miesiące. To wydaje się oczywiste. Masz dziecko, musisz za nie myśleć.

Agata
Agata jest dopiero na początku tej drogi. W zasadzie nie tak samo, jak inne bohaterki, bo ma przy sobie ojca swojego dziecka i teoretycznie jest z nim aktualnie. Wprawdzie nie mieszkają razem, w dodatku dosyć daleko od siebie. Miał być ślub, ale chwilowo nie wyszło. Są w związku od kilku lat i całkiem dobrze sobie radzą na odległość. Poza tym, że on nie chce przeprowadzić się do niej (do stolicy), a ona nie ma zamiaru zamieszkać w domu jego rodziców w małej wschodniej miejscowości. Rozłąka ma jakieś ponad sto kilometrów z okładem. Problem oddzielnego życia na co dzień i wspólnego w weekendy jest im znany od początku. Ona ma swoją firmę, on też. Żadne z nich nie chce zrezygnować z tego, co ma. Tak czy siak, jej będzie trudniej się przeprowadzić do niego, bo zostawi wszystko, co budowała od zera przez kilkanaście lat. Trudno nawet przewidzieć, jakie będą możliwe rozwiązania, bo każde z nich ma dosyć odmienne postulaty. Poza tym, że Agata świadomie zaszła w ciążę „bo czas goni i to już ostatni moment”, reszta jest wielką niewiadomą. Dwa lata temu przeżywała kryzys w swoim związku. Wtedy jednak sama powiedziała, że woli być z nim, niż przechodzić przez piekło ponownej samotności i męki poszukiwań nowego faceta. Długo była sama i nie chce tego powtarzać. Ostatecznie więc ma to, co chciała Dlatego też, gdy mówiła z goryczą „najwyżej urodzę na ulicy i obcy ludzie mi pomogą”, ze spokojem mówię, że tak będzie na pewno. Jakby co, na pewno ktoś się znajdzie kto będzie chciał pomóc. Przed nimi i tak jeszcze długa droga.

Macierzyństwo w pojedynkę nie jest niczym szokującym w obecnych czasach. Czasem jest ono w pełni świadome. Joanna ma wyrzuty sumienia, bo po pracy nie zawsze chce się jej zajmować dzieckiem. - Nie mam siły na edukacyjne gry i zabawy -mówi. Patrząc na samotne matki można myśleć, by tego typu  macierzyństwo (lub tacierzyństwo) wpisywać do cv. Chociażby ze względu na umiejętność ogarnięcia logistycznych spraw, jak i konieczność zorganizowania sobie i dziecku dobrego życia. A w linijce „nabyte umiejętności” można wpisać – bycie matką. Jeśli do tego jeszcze szczęśliwą, to sukces sam w sobie jest gwarantowany.

Agnieszka Pater
(agnieszka.pater@dlalejdis.pl)

Imiona bohaterek zostały zmienione.


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat