Ugotowani w kolorach tęczy

Ugotowani - sezon 5, odcinek 11.
Jedenasty odcinek Ugotowanych to kulinarny widok na Kielce, gdzie czwórka zawodników biła się na łyżki i widelce.

Swojski Wojciech
Dzisiejszy odcinek otwierała kolacja najstarszego z zawodników, Wojciecha, który jest asystentem architekta w biurze projektowym. Uwielbia gotować, a sam proces porównuje do projektowania. Współzawodnikom dał się poznać, jako osoba bardzo ciepła i rodzinna. Jego dom był "domowy" w prosty, swojski sposób, przez co oddawał charakter właściciela. Po krótkim spacerze po pokojach, goście zasiedli przy równie domowym, zwyczajnym stole. Nie było dla nich zaskoczeniem, że cała kolacja, jak i wojtkowe gotowanie, były męskie i nieskomplikowane, a menu domowe. Na wszelki wypadek wszystkie potrawy zostały uprzednio przetestowane na dzieciach gospodarza. Ponieważ zjadły bez grymaszenia, Wojciech uznał je za smaczne. Takim to sposobem współzawodnicy mieli szansę skosztować Kremu z ogródka, Kuraka na grzybobraniu i Tropików na jajach, których robienia nauczyła Wojciecha teściowa. Na koniec spotkania zaplanowana została także atrakcja. Przybył syn gospodarza, który wraz z partnerką, zaprezentował profesjonalny taniec. Nic dziwnego, że ojciec chciał pochwalić się utalentowanym synem, który na dodatek w tańcu zdobył już niejeden medal. Gościom bardzo się ów pokaz spodobał, może nieco ich rozczulił, w związku z czym przyznali Wojciechowi 18 punktów. Nie za wiele, ale za samo gotowanie dostałby pewnie mniej.

Piaskowa Olga

Druga gospodyni dzisiejszego odcinka to wykształcona specjalistka do spraw marketingu, od trzech miesięcy bezrobotna, próbująca rozkręcić własną firmę sprzątającą. Nie nazwałaby siebie super kucharzem, ale dla gości starała się przygotować same najlepsze przysmaki. Uważała również, by nadto nie nabrudzić, bo nie lubi bałaganu. W menu umieściła te potrawy, których gotować nauczyła ją mama. Nazwała je Zielono urodzinowo, Płaczący Karczek i Królowa Śniegu. Tak starała się zaimponować współzawodnikom, że aż podała im przystawkę pełną świeżego szpinaku... z piaskiem. Ups! To, co było w niej bardzo irytujące, to sztuczne narzekanie na własne potrawy, żeby inni musieli zaprzeczać. Szkoda, że nie ponarzekała na to, no co powinna była, czyli na przykład na brak atrakcji. Ten minus zrekompensowało jej jednak fantastyczne, mocno różowe mieszkanie, do którego mogłabym się przenieść w każdej chwili. Niestety, to nie program o estetyce wnętrz. Olga zdobyła 19 punktów, ratując się tym samym od ostatniego miejsca, ale nie mając wiele nadziei na pierwsze.

Muzyczny Łukasz

Za dnia politolog - pracownik Urzędu Marszałkowskiego, a okazyjnymi nocami DJ na różnego rodzaju imprezach, zabawach, weselach. Jak stwierdził, do programu przyszedł po to, by nauczyć się gotować. Aż do ostatniej sekundy jego kolacji nie byłam jednak pewna, czy czasem nie kokietował. Jego menu było bowiem zbyt skomplikowane, a dania za dobrze przyrządzone, jak na nowicjusza. Niech mu jednak będzie - był sympatyczny, więc nie zamierzam się czepiać. Swym gościom podał: Bruschettę duo, Tagliatelle jam session i Malinowego unplugged. W ramach atrakcji zaproponował kolejny jam session, tym razem muzyczny. Goście trochę powalili w bębny, trochę pobawili się konsoletą i trochę pogrzechotali. Wielce ucieszeni, przyznali Łukaszowi 19 punktów, dzięki czemu kulinarny uczeń zremisował z Olgą. I w zasadzie to powinno być na tyle, ale podczas jego kolacji zwróciłam uwagę na jeszcze dwie ważne sprawy. Pierwsza: gospodarz miał bardzo fajny t-shirt, druga: Olga w pewnym momencie zachowała się nielogicznie, a wręcz nieładnie. Nie przyznała większej liczby punktów Łukaszowi, bo w daniu głównym była pietruszka, której nie lubi. Sęk w tym, że danie przygotowywane było przy gościach, a Olga w dowolnej chwili mogła powiedzieć "mi nie dawaj". Ale nie, wolała poczekać, aż talerz zostanie postawiony na stole, i dopiero wtedy oznajmić "ja nie lubię, więc nie zjem do końca". Bez sensu.

Wymagająca Aneta
Na szarym końcu pozostała Aneta, właścicielka sklepu z farbami. Należy jednak pamiętać, że ostatni będą pierwszymi, w związku z czym kobieta od razu powiedziała, że się wkurzy, jak nie wygra. Gotowanie ćwiczy na co dzień. Najpierw, za młodu, musiała nakarmić czwórkę wygłodniałego rodzeństwa, a teraz - jako mama i pani domu - non stop gotuje dla różnych gości, jako że dom stoi zawsze otworem. Jak się później okazało, określenie to można brać bardzo dosłownie, gdyż loft Anety jest niemalże przezroczysty, otoczony przez ogromne szyby. Gospodyni, by wygrać, ugotowała: sałatkę Ave Cezar, Pastę Bunga Bunga oraz Kawę na ławę. Przygotowana przez nią atrakcja była cudowna. Aneta poświęciła jedną ścianę domu, by wykonać szkic napisu "Ugotowani". Po kolacji, wraz z gośćmi, udała się na zewnątrz, by wypełnić kontur barwami tęczy farb ze swego sklepu. To chyba najlepsza rozrywka, jaką zaserwowano w tym sezonie! Szkoda, że poza tym Aneta była dość marudna i krytyczna podczas oceniania innych, przez co nie polubiłam jej jako osoby. No ale to nie charakter się tu ocenia, tylko gotowanie i gospodarzenie. Ostatnia uczestniczka wybiła się zatem na pierwsze miejsce, zdobywając wymarzone pięć tysięcy i chyba jeszcze bardziej wyczekiwany tytuł zwycięscy. Niech więc i tak będzie.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Fot. TVN



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat