Z potrzeby serca

Rodzaje adopcji.
„Przeżyj swe życie na czynieniu czegoś, co będzie trwało dłużej niż samo życie…” William James

Co może być cenniejszego niż danie komuś życia? Czy istnieje bardziej bezinteresowny ludzki gest? Podjęcie wysiłku kształtowania życia istoty, której nie było dane otrzymać ten dar od osoby, która tą istotę wydała na świat to codzienne bohaterstwo, ukryte w czterech ścianach. O adopcji, mówimy ściszonym głosem, podszeptując o tym od czasu do czasu kiedy jakaś gwiazda kalibru Hollywood przysposobi śliczne maleństwo z Kambodży czy Namibii. To z pewnością godny pochwały gest. Tylko, że w większości to tylko gest, bo nie da się być rodzicem pracując po 14 godzin na dobę na innym kontynencie.

Dlatego to nie wielkie czyny, o których głosi się na wszystkich polach eksploatacji są ważne, ale małe codzienne gesty. Tak na przykład, ciekawym pomysłem jest adopcja na odległość. Polega ona na tym, że przekazana przez nas kwota, bądź inne formy pomocy, są przeznaczane na określone dziecko w różnych częściach świata. Dzięki temu można zostać mamą czy tatą dla dziecka, które, gdyby nie nasza pomoc, nigdy nie miałoby szansy na normalne życie, chodzenie do szkoły, czy nawet codzienne posiłki. Promykiem nadziei dla tych dzieci jest się stale, nie tylko jednorazowo. Dlatego warto to przemyśleć, bo jak wytłumaczyć dziecku, że z dnia na dzień nie może już wrócić do szkoły? Nie warto robić tego z tzw. słomianym zapałem, bo można wyrządzić więcej szkody niż pożytku.

Inną formę od kilku lat promują różne instytucję kościelne. Mowa oczywiście o duchowej adopcji. Wymaga wewnętrznego reżimu i skupienia na życiu duchowym. Polega ona na modlitwie o nienarodzone dzieci. Instytucje kościelne wskazują, że w ciągu ostatnich 40 latach na świecie dokonano ponad 1,72 mld aborcji. Adopcja taka trwa 9 miesięcy i skupia się na modlitwie za dziecko poczęte, ale jeszcze nienarodzone. Zatem to praktyczna afirmacja życia. Co ciekawe, najniższy stopień aborcji wykazują wskaźniki w krajach muzułmańskich i wśród społeczności żydowskich.

Wioski dziecięce miały być alternatywą dla domów dziecka. Niestety na terenie Polski istnieją tylko cztery. To zdecydowanie za mało. Bo nie tylko są alternatywą, ale i formą domu. Działają za zasadzie stowarzyszenie i, jak w nazwie, są takimi małymi wioskami, w których w kilku domach zamieszkują dzieciaki z „mamą”, „tatą” i oczywiście są odwiedzane przez „wujków” i „ciocie”. Każda z tych osób jest opiekunem, nauczycielem i w końcu rodzicem dla 6-8 osobowej gromadki. Co ważne mieszka z tymi dziećmi w jednym z tych domów i właściwie staje się dla nich rodzicem. To niesamowita inicjatywa, dlatego jeżeli ktokolwiek zastanawia się nad tym, na co przekazać 1% swojego podatku, powinien rozważyć pomoc dla wiosek dziecięcych. Chociaż wszystkie te formy nowoczesnej adopcji stanowią niepodważalną wartość w życiu tych dzieci, to jednak klasyczna adopcja jest czymś, co zapewnia tym niewinnym istotom prawdziwy dom. Polskie prawo w kodeksie rodzinnym i opiekuńczym wypowiada się na temat przysposobienia. Jednak prawo nie zmienia niczego, jeżeli to w nas samych nie zrodzi się potrzeba o podjęciu tej trudnej decyzji. To najcięższa próba, jaką prawdopodobnie przyjdzie nam przejść w życiu. Niepewne czasy, społeczna nieufność i strach czy podoła się takiemu heroicznemu zadaniu.

Do adopcji nie można zachęcać, koniecznie trzeba o tym mówić, oswajać z tą ideą. Jednak jeśli ktoś jest pewny, że to droga dla niego, to nawet bez zachęty zdecyduje się na taki krok. Bo czy istnieje sposób, żeby zachęcić kogoś do miłości?  

Iwona Wachel
(iwona.wachel@dlalejdis.pl)

Fot. freeimages.com



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat