Popularność jaką zdobył popularny serial Heartstoppera, poniekąd zapoczątkował nowy gatunek, który zrzeszył miliony ludzi na całym świecie. Teraz czytelniczy świat wzbogacił Kevin van Whye, którego książka „Date me, Bryson Keller” zagościła niedawno na regałach polskich księgarni.
Kevin van Whye pochodzi z Republiki Południowej Afryki. Historia pisarza od zawsze związana była z jego twórczymi zainteresowaniami. Pisanie opowiadań czy scenariuszy było mu bliskie już od lat dziecięcych. Whye polski rynek książki wzbogacił o dwie pozycje. Pierwsza debiutancka „Nate Plus One” oraz najnowsza „Date me, Bryson Keller”. Czytelnicy jego książek zawsze liczyć mogą na zakończenie z happy endem, pomimo że treści nie zawsze dotykają łatwych tematów. Co więcej, znaleźć można komentarze, że autor przekłada w swoich opowiadaniach własne doświadczenia związane z odkrywaniem swojej seksualności.
Książka opowiada o (w końcu mogę to napisać!) nieśmiałym odkrywaniu własnej orientacji seksualnej. Znakomite, jak autor czule i z dużą dozą wyczucia opowiedział nam historię dwóch zagubionych chłopaków. Chwyta za serce to, jak z początku wstydliwa i niepewna, a zarazem przypadkowa znajomość przybiera kształt przyjaźni, a potem… cóż, czegoś więcej? Główny bohater, Bryson Keller podejmuje się wyzwania, aby z początkiem każdego tygodnia spotykać z osobą, która jako pierwsza się do niego zgłosi. Chłopak chce tym udowodnić, że prawdziwa miłość tak naprawdę nie istnieje. Kolejną z osób, którym udaje się „wstrzelić” w tygodniowy matron spotkań ze szkolną gwiazdą jest Kai. Chłopcy umawiają się w sekrecie przed całą szkołą. Keller nie ukrywa zaskoczenia, że podejmując się wyzwania spodziewał się spotkań jedynie z przedstawicielkami płci przeciwnej. Relacja Kaia i Brysona nabiera tempa, a czytelnik śledzi etapowy proces wzajemnego poznawania, zrozumienia i odkrywania drugiego człowieka w relacji homoseksualnej. Dwóch bohaterów, którzy dojrzewają do tworzącej się miedzy nimi emocjonalnej więzi.
„Date me, Bryson Keller” to książka, która spełnia wszelkie moje wymagania wizualne względem literatury. Książek opiewających na nieco ponad 300 stron jest w mojej domowej biblioteczce najwięcej, dlatego też pozwalam sobie twierdzić, że i ta pozycja nie jest szczególnie gruba, a wystraczająca, aby zaspokoić literaturowy głód na kilka wieczorów. Za sprawą odpowiedniej wielkości czcionki i charakterystycznej dla autora, swobodnej narracji pozycję tę czyta się szybko i przyjemnie. Podoba mi się jej okładka, jest nowoczesna, choć nieprzesadzona. Zwraca uwagę, choć nie bije po oczach wulgarnością.
Dla niektórych „Date me, Bryson Keller” może być opowiadaniem, traktowanym bardzo powierzchownie. Liczę się jednak z tym, że znajdzie się pewna gruba, która doszukiwać będzie w niej osobistego wsparcia czy odzwierciedlenia, ponieważ pełno w niej ciepła i emocji (lubimy, przecież książki życiowe!). Subiektywnie twierdzę, że polski rynek książki potrzebuje obecnie tego rodzaju literatury, która poniekąd edukuje, pokrzepia i na swój sposób otwiera społeczeństwo na zupełnie nowy poziom tolerancji. Czytelników z całego świata ujęła debiutancka powieść Kevina van Whye’a, mam więc głęboką nadzieję, że i ten tytuł pociągnie za sobą ogrom fanów!
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Kevin van Whye, „Date me, Bryson Keller”, Jaguar, Warszawa 2023
Komentarze