Ptaszek Dodo to odważny, ciekawy świata pisklak, który na świat przychodzi w (jakżeby inaczej!) Dniu Ptaka. Bezwzględnie czyni go to wyjątkowym, tak jak wyjątkowa jest książka o nim samym.
Rozczula mnie fakt, że głównym bohaterem jest ptaszek Dodo. Dokładnie ten sam, o którym naukowcy na całym świecie mówią, że gatunek wymarł gdzieś w drugiej połowie XVII wieku. Choć z początku był to powód do smutku, to jednak szybko on minął, gdyż książkowy Dodo wzbudził we mnie ogrom sympatii, tym bardziej, że jego historia opowiedziana została przez pryzmat szczęścia i radości.
Pisklę od dnia swoich narodzin jest odważne i ciekawe świata, dlatego wprost ze swojej skorupki rusza na swoją pierwszą wyprawę. Ptasi rodzicie dość humorystycznie nazywają go „Jogi Rarytas”. Dodo każdy dzień spędza na podróżowaniu po wyspie i poznawaniu nowych przyjaciół. Największym jego marzeniem jest wyprawa na odległą wyspę, którą zamieszkują smoki. Szansa na zrealizowanie swojej upragnionej misji pojawia się dość niespodziewanie, a ptaszek bez cienia wątpliwości decyduje się na udział w niej. Mimo że wątek podróży i marzeń o dalekich wyprawach przewija się w literaturze dziecięcej dość często, to w tym przypadku… jakbym odkrywała go zupełnie na nowo!
Zabawne, choć pouczające, są niektóre fragmenty. W gronie znajomych Dodo woli rywalizować o to, kto będzie najwolniejszy. Tak ważne jest, aby w dzisiejszej rzeczywistości znaleźć czas; żeby zwolnić; nauczyć się być dla siebie miłym i uprzejmym; dać sobie przestrzeń. Uznaję to więc jako osobistą metaforę, bo pośpiech potrafi wiele odebrać.
Zachwycam się jeszcze jednym aspektem tej lektury, mianowicie jej opracowaniem graficznym. Zarówno treść, jak i okładka działa na czytelnika kojąco. Jest tak piękna, że mam ochotę udekorować nią moją książkową półkę, mimo że w większości znajdują się na niej całkiem „dorosłe” i poważne tytuły. Bajka liczy sobie prawie 170 stron i jest napisana językiem dedykowanym dla dzieci. Opowieść o Dodo to książka z morałem, której nie powstydzi się żaden dorosły. Uroczy Dodo z przyjaciółmi na wyspie pełnej drzewek palmowych zdobi okładkę, która zachwyca swoją dziecinną prostotą. Plusem dla najmłodszych jest także fakt, że wydawca pozostawił pustą, kreatywną przestrzeń, gdzie jest miejsce na rysunkowe dzieła maluchów.
Życzyłabym sobie, żeby na polskim rynku książek dla dzieci pojawiało się więcej pozycji jak ta. Czuję ogromną wdzięczność, że „Dodo i smocze miasto” trafiło w moje ręce, bo sprawiła mi ogromną przyjemność. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale jej treść niejako mnie ukoiła, dała poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa i spokój. Całym sercem, każdemu bez wyjątku – serdecznie polecam!
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Ewelina Mazurek, „Dodo i smocze miasto”, Novae Res, Gdynia 2023
Komentarze