(Nie)idealny duet tworzy Daniela i Martin. Kobieta zawodowo zajmuje się analityką, charakterystyczna dla bohaterki jest także jej miłość do włoskiego placka. Codzienność wypełniają excelowe tabelki i brak sympatii do przełożonego, w pełni z resztą odwzajemniony. Nietrudno domyślić się, że w rolę jej szefa wciela się Martin, zwany także Panem P. Życie prywatne tych dwoje, choć zupełnie różne, to w ostatnim czasie pasmo nieszczęść i niepowodzeń. Daniela po bolesnym i burzliwym rozstaniu z chłopakiem walczy o prawo do mieszkania, a rozwodzący się mężczyzna zagorzale kłóci się ze swoją eks o… psa. Klasycznie, jak to bywa w komediach romantycznych, losy tych dwoje zupełnie niespodziewanie się krzyżują. Okoliczności są słowem klucz w tej sytuacji. Nie zdradzając za wiele, szczególnie dla czytelniczek przyciągający może być aspekt agencji towarzyskiej… całą resztę dopowiedzieć możecie sobie sami!
Zaletą Łapińskiej jest jej lekkie pióro i dość charakterystyczne poczucie humoru. Przyznaję, że książkę dobrze się czyta, jest swobodna w przekazie i nieskomplikowana. Sam początek jest naprawdę angażujący, później niestety zarówno poziom treści, jak i zainteresowania spada, a sam tekst (przynajmniej w moim przypadku) nuży. Doceniam formę wypowiedzi, jaką jest sarkazm. Nie każdy autor chce, a przede wszystkim ma odwagę go używać. Nie ukrywam, że to właśnie za jego zasługą dotrwałam do końca. Niestety nie dostrzegłam znaczących wartości w tekście. Autorka dość sprawnie bawi się dialogiem nadając mu komediowego charakteru, choć nie za każdym razem jej żarty mnie bawią. Lubię, kiedy książka zaskakuje, jednak finał każdej komedii romantycznej jest jak pytanie retoryczne, dlatego… może to raczej kwestia gatunku? Dodatkiem, który mnie w jakiś sposób udobruchał są okoliczności pracy dwójki bohaterów. Przedsiębiorstwo zajmuje się sprzedażą Świeczuszek, a sporo wzmianek o tym produkcie przewija się w tekście. Nie oszukujmy się, świeczki należą do tego rodzaju produktów, które kojarzą się z przyjemnością i ciepłem!
Oprawa książki ma w sobie coś… oryginalnego i modernistycznego. Sama okładka z pewnością zaciekawia, mi osobiście kojarzy się z komedią jako sztuką wystawianą w teatrze – zresztą tak też mógłby wyglądać plakat ją promujący. Wracając jednak do książki, nie jest ona przesadnych rozmiarów, wręcz wpisuje się jako średniak osobistej biblioteczki. Pożółkły, miły w dotyku papier uprzyjemnia czytanie, wielkość czcionki jest dla czytelnika równie dogodna.
Czy polecam? Hm… nie jest to majstersztyk komediowy. „Duet (nie)idealny” należy do tych książek, które czyta się szybko i krótko, a potem odkłada na półkę i przeważnie zapomina. Może nie ma charakteru górnolotnej literatury, prawdopodobnie spodziewałam się czegoś lepszego, natomiast myślę, że jest to książka po którą warto niezobowiązująco sięgnąć i jej po prostu spróbować.
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Joanna Łapińska, „Duet (nie)idealny”, Novae Res, Gdynia 2023
Komentarze