Opowieść, która wciąga od pierwszych stron, snuta z taką finezją, że trudno oderwać się od losów bohaterów. Ich wybory — lub brak decyzji — zaskakują, podobnie jak zbiegi okoliczności i działania podszyte pragnieniem zysku, które niosą ze sobą nieodwracalne konsekwencje. Czy to tylko przypadek, czy może jednak nieuchronne przeznaczenie kieruje ich krokami? „Following my Destiny” zapnijcie pasy!
Rose i Luke — dwoje ludzi o zupełnie różnych charakterach i życiowych priorytetach. Jedno przypadkowe spotkanie staje się początkiem wspólnej drogi, która, choć pełna zakrętów, splata ich losy w sposób zaskakujący. Każde z nich ma własny plan na przyszłość, ale między słowami i gestami zaczyna dziać się coś, czego nie da się łatwo zracjonalizować. Czy bohaterowie są gotowi na to, co przynosi im los? Czy to, co ich połączyło, to tylko zbieg okoliczności, czy może misternie utkana nić przeznaczenia?
Poznajemy Rose — młodą kobietę, która przypadkiem dowiaduje się, że jest poważnie chora. Decyzja, by nie mówić o tym rodzinie, była dla mnie nielogiczna, choć z drugiej strony potrafię zrozumieć jej chęć oszczędzenia bliskim zmartwień. Mimo to imponowała mi swoją odwagą i determinacją: samotna podróż do obcego kraju i podjęcie pracy w celu zebrania środków na leczenie świadczą o jej sile i ogromnej woli walki. Rose zyskuje sympatię nie tylko dzięki swojej waleczności, ale również poczuciu humoru i pozytywnemu nastawieniu do życia. Z kolei Luke, początkowo budzący mieszane uczucia jako pewny siebie mężczyzna sukcesu, z czasem odsłania przed czytelnikiem zupełnie inną twarz. Choć sławny i zamożny, nie pozostał obojętny na los Rose – wręcz przeciwnie, wykazał duże zaangażowanie, walcząc o jej zdrowie i szczęście. Ich relacja staje się pięknym przykładem partnerstwa opartego na wsparciu, trosce i prawdziwym uczuciu.
To historia, która potrafi rozbawić do łez, ale nie brakuje w niej także momentów poruszających i skłaniających do refleksji. Autorka sprawnie prowadzi wątki przyjaźni, nadając im autentyczności i ciepła, a rozwijająca się miłość między bohaterami szybko nabiera tempa. Choć osobiście preferuję wolniejsze budowanie relacji, to tutaj szybkie wyznania uczuć nie odebrały mi przyjemności z lektury. Szczególnie poruszający okazał się wątek choroby – przypomnienie, jak kruche potrafi być życie i jak niewiele czasem zależy od nas samych. Główna bohaterka udowadnia, że warto walczyć do końca i nie tracić nadziei. Książkę czyta się lekko i szybko dzięki wartkim, często zabawnym dialogom i klarownej narracji autorki.
Czar i urok rzucony na mnie przez autorkę, Kalinę Carlesii, wzmocnił się jeszcze bardziej, gdy dokładnie przyjrzałam się trzymanej książce. Pozwoliłam sobie na interpretację rozgwieżdżonego nieba z okładki – czy jest to symbol tytułowego przeznaczenia? Wierzchnia strona, choć nieco ponura i mroczna, jest zachwycająca i urzeka tak samo, jak treść. Trzeba przyznać, że nie jest to krótka historia – książka liczy prawie 430 stron, co czyni ją pokaźną objętościowo, ale zdecydowanie wartą każdej chwili poświęconej na lekturę. Lekko żółtawe kartki i przyjemna dla oka czcionka sprzyja nocnemu czytaniu, wyprzedzając pytanie, no zaczytałam się w niej porządnie.
Pokochałam tę książkę od pierwszych stron – nie tylko za poruszającą historię Rose i Luke’a, ale przede wszystkim za wartości, które ze sobą niesie. „Following my Destiny” przypomina, że wszystko w życiu dzieje się z jakiegoś powodu – każda trudność, błąd czy spotkanie mają sens. Choć droga bywa wyboista, a los nie zawsze sprzyja, warto walczyć i iść naprzód, bo najważniejsze jest, by się nie poddawać. To opowieść o przeznaczeniu, sile charakteru i nadziei, która potrafi rozświetlić nawet najciemniejsze momenty. Mówię Wam – bierzcie w ciemno!
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Kalina Carlesii, „Following my Destiny”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2025.
Komentarze