Il Fato di Persephone





Demeter, bogini wszelkich upraw, otaczana czcią przez i siculi, wojownicze plemię, które zamieszkiwało Sycylię przed Grekami, była olśniewająco piękna, od stóp do głów spowijała ją sieć złotych jak len warkoczy. To ona nauczyła ludzi zasiewu, chronienia spoczywających w ziemi ziaren, nawożenia ich i uprawiania.

— wszelkich czynności — aż do chwili, kiedy praca wydała owoce. Plemię i siculi zbierało coraz obfitsze plony, ponieważ bogini obdarzyła ich w dodatku przychylnym słońcem, deszczami i wietrzykiem. W czasie pełni księżyca na jej cześć rozpalało się wielkie ogniska i składało rytualne ofiary z chleba i wina. Nic nie zakłócało spokoju w sycylijskim Elizjum.

Pewnego dnia Pluton wypełzł z zaświatów przez szczelinę w skorupie ziemskiej i porwał córkę Demeter, Persefonę, którą zamierzał zatrzymać w swoim podziemnym państwie jako trofeum zwycięskie. Demeter krzyczała z rozpaczy i opłakiwała stratę córki, póki cała Sycylia, na znak współczucia, nie pogrążyła się w ciemnościach. Sycylijskiemu ludowi pozostały tylko łzy Demeter, spadające z nieba.

Bogini z taką mocą żądała uwolnienia córki, że Pluton w końcu ustąpił. Już miał uwolnić Persefonę, kiedy zauważył, że dziewczyna przecięła na pół owoc granatu, a jego sokiem i lśniącymi, różowymi nasionami ugasiła pragnienie. Dlaczego to zrobiła? Pluton zatrząsł się z oburzenia, bowiem córka Demeter.

zjadła święte nasiona płodności. Musiała ją za to spotkać kara — i tak pan zaświatów zgodził się spełnić jedynie połowę obietnicy. Pół na pół — jak zjedzony owoc — Persefona miała odtąd cieszyć się wolnością tylko przez sześć miesięcy, a na drugie pół roku, za pokutę, zstępować do Hadesu.

Od tej pory Demeter — kiedy miała u swego boku Persefonę — rządziła słońcem i deszczem, pomagając ludziom od maja do października w uprawie grubych, złotych kłosów pszenicy, za to od listopada do kwietnia zostawiała wyspę niepłodną, ogrzewaną jedynie słabymi promieniami słońca. Trwająca sześć miesięcy żałoba jest alegorią zmiany pór roku, życia i śmierci.

Sycylijscy rolnicy do dziś, wczesną wiosną, rozpalają wielkie ogniska, a całe wioski oddają się tańcom i śpiewom, aby przypomnieć siłom wyższym, że obiecały otaczać opieką ich świeżo obsiane pola.

Starą, dobrą, pogańską Demeter zastąpił teraz św. Józef.

Historię Demeter opowiedziała nam prosta kobieta z Palermo. Niedługo potem zatrzymaliśmy się na chwilę w Ennie, rolniczym miasteczku w środkowej części wyspy. Pewnego wieczoru mężczyzna, który przygotował dla nas kolację, na którą złożył się domowej roboty makaron z semoliny, polany sosem spod baraniny i kotlety wieprzowe pieczone z dzikimi cebulami — otóż ów człowiek przyprowadził do naszego stolika matkę, znakomitą kucharkę, która powiedziała z żalem, że nie zdążyła, niestety, tego dnia zrobić tarty. Nici z deseru.

No chyba że, wyszeptała, macie ochotę na granat z cucchiaino di zabaglione. Zgodziliśmy się.

Po krótkim czasie postawiła przed nami stary szklany talerz w kolorze żurawiny, na którym leżały dwa granaty, raczej rozłamane niż przecięte na pół, otoczone karmazynowym sokiem, wypływającym z postrzępionych połówek.W środek wbito małe łyżeczki do kawy. Obok talerza stanęły dwa porcelanowe dzbanuszki z pachnącym, winnym sosem. Mieliśmy nim polać odsłonięte środki granatów. Sos — słodki, choć nieprzesadnie, w zderzeniu z cierpkimi, pieprznymi nasionami — miał bursztynowo-granatowy kolor i pachniał rozgniecionymi fiołkami. Był to zachwycająco piękny deser — zarówno dla oczu, jak i podniebienia.

Kiedy poprosiliśmy syna, aby podziękował w naszym imieniu za znakomitą kolację, a zwłaszcza granaty, odparł, że matka udała się już na spoczynek. Przyszło mi do głowy, że w tej sytuacji moglibyśmy zostawić jej krótki liścik z podziękowaniami. Zapytałam: „Jak ma na imię?” — Mia madre si chiama Demetra — odparł. (Moja matka ma na imię Demeter). Zaskoczona, wręcz oszołomiona, nie potrafiłam wydusić z siebie słowa. Przypomniałam sobie nagle opowieść o Demeter. Uznawszy, że liścik nie będzie potrzebny, powiedzieliśmy tylko: „Buona sera. Buona sera e arrivederci”. Wszystko to zdarzyło się naprawdę.

A oto jeden z przepisów na granaty Demeter. Zakończenie posiłku tym deserem robi naprawdę niesamowite wrażenie, ale nie polecam podawania go tłumowi rozwrzeszczanych gości. Choć pewnie zasmakowałby rozwiązłym sybarytom, zabawiającym się w erotycznym czworokącie, myślę, że powinniście zjeść go we dwoje.

Składniki:
- 2 duże dojrzałe granaty
- 2 łyżki plus 55 g wytrawnej marsali
- 2 duże żółtka
- 2 łyżki cukru

Weź średniej wielkości ostry nóż o cienkim ostrzu i przebij nim łupinę granatu, docierając ostrzem do środka owocu. Następnie chwyć granat oburącz i przekręć je w przeciwnych kierunkach, rozrywając owoc na dwie części. W ten sposób otrzymasz nieregularne połówki, które będą miały bardziej naturalny wygląd, niż gdybyś precyzyjnie przeciął granaty. Dwoma łyżkami schłodzonej, wytrawnej marsali polej wszystkie cztery połówki w ten sposób, aby płyn trafił do niewielkich szczelin w miąższu owoców.

W małym garnku z podwójnym dnem lub w średniej wielkości misce, którą można postawić na rondlu, utrzyj dwa żółtka z cukrem na gęstą masę. Dodaj pozostałe 55 g wytrawnej marsali i dokładnie rozpuść ją w cukrze z żółtkami. Postaw miskę nad gotującą się wodą ucieraj mieszaninę ubijaczką, aż powstanie gęsta, lśniąca piana.

Polej połową ciepłego sosu dwa talerzyki i połóż na każdym z nich dwie części granatów. Zanieś je na stół wraz z dzbankiem zawierającym resztę sosu. Polej nim owoce tuż przed zjedzeniem.

Fragment książki Smaki południowej Italii Marleny de Blasi. Przeł. Jacek Konieczny.
Wydawnictwo Literackie – 10 listopada 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat