„Karcer” – recenzja

Recenzja książki „Karcer”.
„The Walking Dead” dla miłośników polskiej literatury.

„The Walking… ups, przepraszam. „Karcer” to postapokaliptyczna powieść o grupie osób, które przeżyły krańcowe wydarzenie (wybuch bomby atomowej) i schroniły się w budynku (tytułowym karcerze), pozwalającym na obronę przed wrogiem (czymś w rodzaju nuklearnych zombie, tzw. menelsami, którzy nazwę zawdzięczają podobieństwu do meneli), by w kolejnych latach walczyć zarówno z owym wrogiem, jak i z innymi grupami osób, które przetrwały, lecz które z jakichś powodów – te poznajemy dopiero pod koniec książki – pragną zniszczyć budynek zamieszkiwany przez głównych bohaterów i odebrać im życie. I właśnie na ostatnim wątku: konflikcie bohaterów z ludzkimi antagonistami, skupia się fabuła. Poza tym oczywiście grupa szuka nowych źródeł jedzenia i kończących się produktów. Istotni dla postapokaliptycznego świata menelsi potraktowani są po macoszemu, szkoda.

Tak mniej więcej przedstawia się zarys świata ukazanego w „Karcerze” – debiutanckiej powieści Grzegorza Juszczaka – i fabuły. Czy jednak historia jest na tyle interesująca, by się w nią zanurzyć? Moim zdaniem jak najbardziej. Chociaż bohaterowie, nawet główni, zostali przedstawieni powierzchownie i niczego o nich nie wiemy, dają się lubić. Ich losy chce się śledzić, a przynajmniej te związane z akcją w terenie, poza karcerem. Mnie fabuła wciągnęła i zaangażowała od pierwszych zdań, toteż powieść czytałam z ciekawością, czekając na rozwiązania poszczególnych wątków. Nie wszystkie okazały się satysfakcjonujące – niektóre wydarzenia wręcz nie wniosły do fabuły niczego i równie dobrze mogłoby ich nie być, np. penetracja podziemi pod zawalonym budynkiem – ale i tak czytało mi się przyjemnie.

Mimo ogólnego zadowolenia z lektury do książki mam parę uwag. Pierwszą jest dysproporcja pomiędzy wydarzeniami. Raz czytelnik dostaje opisy scen co do sekundy, innym razem kilka godzin lub nawet dłuższy czas streszczone zostają w paru zdaniach. Przejścia między tymi typami narracji były dla mnie dziwne i miałam wrażenie, że autorowi zabrakło pomysłu na wydarzenia w danym czasie, więc wolał napisać – parafrazując – „potem minął miesiąc” i zacząć nowy wątek, niż zaprezentować historię owego miesiąca.

Drugim zastrzeżeniem względem fabuły jest finał. Co prawda już mniej więcej w połowie książki zorientowałam się, że „Karcer” stanowi pierwszy tom, nie zaś pojedynczą powieść – akcja bowiem toczyła się wolno i nie dałoby się zamknąć pootwieranych wątków – jednak końcówka mnie zawiodła. Lubię utwory – czy to książki, czy to filmy, czy też sezony serialu – które tworzą zamkniętą całość i pozwalają na przeczytanie/obejrzenie tylko jednego, bez konieczności sięgania po kolejne. Nie przeszkadzają mi oczywiście smaczki otwierające drzwi do kolejnych części, jednak nie cierpię cliffhangerów charakterystycznych dla ostatnich kilku lat, które pojawiają się na końcu serialu zamiast wyłącznie między odcinkami. Moim zdaniem pomiędzy całościami – takimi jak książka, film lub sezon serialu – przejścia powinny być łagodne. Zwłaszcza że na kolejną część nierzadko czeka się długie miesiące lub nawet lata.

I wreszcie trzecim zarzutem wobec „Karceru” są błędy. Po pierwsze Juszczak bardzo często powtarza to samo słowo w dwóch zdaniach występujących jedno po drugim. Może nie zwróciłabym na to uwagi, gdyby nie fakt, iż w dużej mierze są to słowa rzadko używane, więc rzucają się w oczy. Po drugie choć sporadyczne, widoczne są błędy interpunkcyjne: przecinki w niewłaściwych miejscach bądź – rzadziej – ich brak. Po trzecie zaś zszokował mnie dopełniacz słowa bunkier, który w powieści brzmi bunkru. Co to ma być? Kiedy w grę wchodzi bunkier jako budynek, odmienia się bunkra. Bunkru można użyć jedynie w odniesieniu do paliwa na statku. Niestety dziwaczna odmiana stosowana jest zawsze, gdy w fabule pojawia się bunkier należący do jednego z bohaterów.

Ostatecznie liczę na to, że „usterki” powieści Juszczaka wynikają z faktu, iż „Karcer” stanowi debiut. Z przyjemnością przeczytam kolejną część, a wam pierwszą jak najbardziej polecam.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Grzegorz Juszczak, „Karcer”, Novae Res, Gdynia, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat