„Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna” – recenzja

Recenzja książki „Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna”.
Mam niespełna 30 lat i Adam Mirek to jedna z moich ulubionych osobistości polskiego świata internetu. Nie rozumiałam, jak można lubić chemię i fizykę, a ten gość sprawia, że można te dziedziny nawet (!) zrozumieć. W mojej domowej biblioteczce dumnie prezentują się już „Glutologia” i „Bebechy”, dlatego byłam przeszczęśliwa, kiedy w mojej recenzenckiej paczce znalazła się książka „Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna”.

Jest to połączenie opowieści detektywistycznej, humoru i popularnonaukowych ciekawostek. Całość skierowana jest głównie do młodszych czytelników (czytam ją mojej rocznej córeczce, ona zasypia, ja za to bawię się świetnie!). Myślę, że ta pozycja świetnie sprawdzi się bardziej u młodzieży (jakoś 7 klasa szkoły podstawowej), która rozpoczyna naukę chemii. Wspaniały jest sposób, w jaki Mirek „przemyca” wiedzę w fabule. Nic dziwnego, że przy tym nakładzie podkreśla się przede wszystkim oryginalne połączenie nauki z przygodą. Historia rozpoczyna się od zaginięcia kury Coco Rico – przyjaciółki bohaterów – a śledztwo prowadzi czytelników przez serię chemicznych zagadek, eksperymentów i naukowych tropów.

Współcześnie niewiele jest osób, które tak jak Adam Mirek popularyzują naukę. Autor nie ogranicza się do podawania suchych faktów – wiedza staje się częścią fabuły i napędza akcję.  Bardzo polecam czytać ją na głos! Czytelnik uczy się mimochodem: poznaje działanie różnych substancji, nienachalnie uczy laboratoryjnej nomenklatury, odkrywa ciekawostki związane z roślinami czy chemią codziennych produktów, a przy tym rozwiązuje wraz z bohaterami kolejne zagadki. Dzięki temu książka nie przypomina szkolnego podręcznika, lecz angażującą przygodę.

Mnie „kręci” również dynamiczny styl Autora (choć może jako szczera jego fanka, jestem nieco nieobiektywna). Mirek korzysta z prostego języka, humoru i krótkich, energicznych scen, co sprawia, że książkę czyta się szybko i lekko. Pojawiające się eksperymenty, absurdalne sytuacje i charakterystyczni bohaterowie nadają historii komediowego tonu. Cenię go za to, że potrafi tłumaczyć trudniejsze zagadnienia naukowe w sposób obrazowy i przystępny nawet dla dzieci w wieku 9–12 lat.

Wspomniałam już nieco o wcześniejszych bestsellerach Adama Mirka, „Bebechy” i „Glutologia”, które polski rynek książki przyjął niemal owacją na stojąco. Fakt jest taki, że nowa książka rozwija znany już styl Autora: bardzo zgrabnie łączy edukację z zabawą, ale tym razem mocniej stawia na fabułę detektywistyczną i elementy podtrzymujące napięcie. Co według mnie istotne – ten nakład śmiało można czytać niezależnie od wcześniejszych publikacji, mimo pewnych powiązań stylistycznych i tematycznych.

Chciałabym podkreślić uniwersalność tej pozycji. Choć oficjalnie kierowana jest do młodszych odbiorców, to humor i ciekawostki naukowe mogą być świetną atrakcją dla starszych czytelników. To jedna z tych książek, które próbują zachęcać dzieci do zadawania pytań i rozwijania ciekawości świata, zamiast jedynie przekazywać gotowe odpowiedzi (prawdziwy unikat!).

O! Byłabym zapomniała, Mirek w przysłowiowym gratisie dorzucił nam kilka przepisów na „domowej roboty” doświadczenia laboratoryjne. Wiecie, jak w domowych warunkach wyizolować swoje DNA? A nawet je zobaczyć? Tak myślałam!

Mam nadzieję, że to odpowiedni argument, żeby sięgnąć po tytuł „Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna”. Daję gwarancję wyśmienitej lektury!

Klaudia Dydymska

Adam Mirek, „Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna”, Wydawnictwo Znak Emotikon, Kraków, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat