Jest to połączenie opowieści detektywistycznej, humoru i popularnonaukowych ciekawostek. Całość skierowana jest głównie do młodszych czytelników (czytam ją mojej rocznej córeczce, ona zasypia, ja za to bawię się świetnie!). Myślę, że ta pozycja świetnie sprawdzi się bardziej u młodzieży (jakoś 7 klasa szkoły podstawowej), która rozpoczyna naukę chemii. Wspaniały jest sposób, w jaki Mirek „przemyca” wiedzę w fabule. Nic dziwnego, że przy tym nakładzie podkreśla się przede wszystkim oryginalne połączenie nauki z przygodą. Historia rozpoczyna się od zaginięcia kury Coco Rico – przyjaciółki bohaterów – a śledztwo prowadzi czytelników przez serię chemicznych zagadek, eksperymentów i naukowych tropów.
Współcześnie niewiele jest osób, które tak jak Adam Mirek popularyzują naukę. Autor nie ogranicza się do podawania suchych faktów – wiedza staje się częścią fabuły i napędza akcję. Bardzo polecam czytać ją na głos! Czytelnik uczy się mimochodem: poznaje działanie różnych substancji, nienachalnie uczy laboratoryjnej nomenklatury, odkrywa ciekawostki związane z roślinami czy chemią codziennych produktów, a przy tym rozwiązuje wraz z bohaterami kolejne zagadki. Dzięki temu książka nie przypomina szkolnego podręcznika, lecz angażującą przygodę.
Mnie „kręci” również dynamiczny styl Autora (choć może jako szczera jego fanka, jestem nieco nieobiektywna). Mirek korzysta z prostego języka, humoru i krótkich, energicznych scen, co sprawia, że książkę czyta się szybko i lekko. Pojawiające się eksperymenty, absurdalne sytuacje i charakterystyczni bohaterowie nadają historii komediowego tonu. Cenię go za to, że potrafi tłumaczyć trudniejsze zagadnienia naukowe w sposób obrazowy i przystępny nawet dla dzieci w wieku 9–12 lat.
Wspomniałam już nieco o wcześniejszych bestsellerach Adama Mirka, „Bebechy” i „Glutologia”, które polski rynek książki przyjął niemal owacją na stojąco. Fakt jest taki, że nowa książka rozwija znany już styl Autora: bardzo zgrabnie łączy edukację z zabawą, ale tym razem mocniej stawia na fabułę detektywistyczną i elementy podtrzymujące napięcie. Co według mnie istotne – ten nakład śmiało można czytać niezależnie od wcześniejszych publikacji, mimo pewnych powiązań stylistycznych i tematycznych.
Chciałabym podkreślić uniwersalność tej pozycji. Choć oficjalnie kierowana jest do młodszych odbiorców, to humor i ciekawostki naukowe mogą być świetną atrakcją dla starszych czytelników. To jedna z tych książek, które próbują zachęcać dzieci do zadawania pytań i rozwijania ciekawości świata, zamiast jedynie przekazywać gotowe odpowiedzi (prawdziwy unikat!).
O! Byłabym zapomniała, Mirek w przysłowiowym gratisie dorzucił nam kilka przepisów na „domowej roboty” doświadczenia laboratoryjne. Wiecie, jak w domowych warunkach wyizolować swoje DNA? A nawet je zobaczyć? Tak myślałam!
Mam nadzieję, że to odpowiedni argument, żeby sięgnąć po tytuł „Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna”. Daję gwarancję wyśmienitej lektury!
Klaudia Dydymska
Adam Mirek, „Ktoś tu kręci. Przygoda naukowo-detektywistyczna”, Wydawnictwo Znak Emotikon, Kraków, 2026.
Komentarze