„Lokatorka Wildfell Hall” – recenzja

Recenzja książki „Lokatorka Wildfell Hall”.
Co może sprawić, że kobieta zaczyna bać się miłości bardziej niż samotności? Anne Brontë w „Lokatorce Wildfell Hall” pokazuje, że czasem za zamkniętymi drzwiami małżeńskiego domu kryje się znacznie więcej niż pozory szczęścia.

Najmłodsza z rodzeństwa Brontë, podobnie jak jej siostry, zabiera nas w podróż do XIX-wiecznej Anglii, do sielskiej wsi, w której każdy żyje własnym tempem, a życie mieszkańców zdaje się płynąć według od dawna ustalonego porządku. To właśnie tam poznajemy historię tytułowej lokatorki, Helen Graham, dzięki listom wysyłanym przez Gilberta do przyjaciela oraz pamiętnikowi kobiety.

Wildfell Hall, do tej pory zapomniane i opuszczone od lat, zyskuje nową lokatorkę – panią Graham, która przybywa do posiadłości wraz z synem. W ponurym wnętrzu znów można usłyszeć śmiech dziecka, a ogród powoli powraca do swojej dawnej świetności. Jednak pojawienie się tajemniczej kobiety wzbudza zainteresowanie mieszkańców. Kim właściwie jest pani Graham? Dlaczego przybyła do Wildfell Hall? I co sprawia, że tak bardzo strzeże swojej przeszłości?

Musimy pamiętać, że przenosimy się do czasów, w których w kościele rodziny miały swoje własne ławy, każda nieobecność była od razu zauważana, a jednym z najciekawszych tematów do rozmów były plotki o sąsiadach, nawet jeśli nie miały one żadnego poparcia w rzeczywistości. A może jednak miały? Wątpliwości pojawiają się i przemijają, a my wraz z Gilbertem coraz bardziej chcemy poznać całą prawdę o życiu Helen Graham.

Mimo że książka zawiera wątek romantyczny, nie przesłania on ważniejszych i niezwykle wartościowych treści. Anne Brontë pokazuje nam realia, moralność i konwenanse panujące w XIX-wiecznej Anglii. Poprzez swoich bohaterów podejmuje krytykę alkoholizmu i przemocy domowej, a także zwraca uwagę na prawa kobiet oraz ich zależność od mężów. Uważam, że właśnie ta bezpośredniość jest jedną z największych zalet powieści. Brontë nie romantyzuje zachowań, które często mogłyby zostać usprawiedliwione jako cechy epoki.

Szczególnie mocno wybrzmiewa tutaj pytanie o małżeństwo. Co dzieje się z kobietą, która zamiast bezpieczeństwa i szacunku znajduje w nim cierpienie? Jak bardzo można zawieść się na drugiej osobie? Co zrobić, by ponownie zaufać? Historia Helen pokazuje, że uczucie nie zawsze oznacza szczęście, a miłość nie powinna wymagać od człowieka rezygnacji z własnej godności.

Choć bardzo doceniam tematykę powieści, nie wszystkie fragmenty czytało mi się z takim samym zainteresowaniem. Początkowe partie historii są znacznie spokojniejsze i skupiają się na religijności oraz spotkaniach towarzyskich, a pełne znaczenie wydarzeń poznajemy dopiero później. Podoba mi się przedstawienie budowania relacji między Gilbertem a Helen. Brak pochopnych decyzji i wzajemna ostrożność sprawiają, że ich uczucie rozwija się powoli, dzięki czemu z czasem nabiera prawdziwej siły i pasji.

„Lokatorka Wildfell Hall” jest więc czymś więcej niż romansem osadzonym w XIX-wiecznej Anglii. To odważny głos krytykujący patriarchalne społeczeństwo i pokazujący, jak ograniczone były możliwości kobiet. Anne Brontë przypomina, że kobiety przez wieki walczyły o równość, szacunek i przede wszystkim o to, by zostać wysłuchanymi.

I chyba właśnie dlatego ta książka, mimo że powstała w XIX wieku, nadal potrafi być tak aktualna. Możemy być dumne z naszych przodkiń i jednocześnie pamiętać, że świat wciąż można zmieniać na lepsze. Bo nasza opinia ma znaczenie.

Patrycja Skałka

Anne Brontë, „Lokatorka Wildfell Hall”, Wydawnictwo MG, Kraków, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat