Sarah Perry, brytyjska pisarka urodzona w 1979 roku, tworzy głębokie powieści, łączące elementy literatury gotyckiej, psychologicznej i filozoficznej. Uznanie przez czytelniczą publiczność zdobyła dzięki książce „The Essex Serpent” (w Polsce wydana jako „Wąż z Essex"), która licznie nagradzana wybiła się na światowym rynku książki. Perry eksploruje ludzkie emocje oraz refleksyjne tematy, tworząc unikalny styl literacki.
„Melmoth” przenosi nas do współczesnej Pragi, gdzie z początku całą uwagę skupia na trójce znajomych prawniczce, badaczu i tłumaczce. Niejasna jest geneza ich znajomości i łącząca ich więź – są zupełnie różne charaktery, typy osobowości, mimo to jest coś, co przyciąga ich do siebie. Kiedy w narracji pojawiają się zupełnie nowe postacie, relacja tych troje znienacka się przewartościowuje. Niewyjaśnione okoliczności i zdarzenia dzieją się za sprawą poznania legendy o Melmoth, a także pogłoskach o pojawieniu się tajemniczej istoty, co niedługo przekształca się w uciążliwą obsesję.
Wiecie co w tej książce jest najciekawsze, a o czym nie miałam zielonego pojęcia, gdy ta książka trafiła w moje ręce? Tytułowa postać „Melmoth” nie jest przypadkiem czy fanaberią autorki. W literaturze i popkulturze „Melmoth” wywodzi się od XIX-wiecznej gotyckiej powieści Charlesa Maturina. Temat nawiązuje do faustowskiego paktu z diabłem i motywu Żyda Wiecznego Tułacza. Sarah Perry kontynuuje ten wątek, choć wprowadza w nim własne zmiany. W jej interpretacji Melmoth to kobieta, która zaprzeczyła zmartwychwstaniu Chrystusa i za karę skazana została na samotne, wieczne tułaczki. Nęka ją smutek, żal i poczucie winy za popełnione zbrodnie. Dąży do przyciągnięcia tych, którzy się do tego przyczynili, by towarzyszyli jej w jej wiecznym wygnaniu. Przerażające, prawda?
Przyznam szczerze, że nie była to dla mnie książka łatwa i kolorowa. Wywołała jakiś rodzaj strachu, bywały również momenty, w których zawiłość historii i ich enigmatyczny nastrój przerastał mnie na tyle, że potrzebowałam chwili wytchnienia z dala od tej lektury. Pomimo tego książkę czytało się wspaniale. Wracając jeszcze do jej technicznych aspektów, jest to nakład liczący sobie niespełna 300 stron. Okładka „Melmoth” współgra z tajemniczą atmosferą, która spowija czytelnika od pierwszych stron. Miękka i zachowana w ciemnej palecie barw okładka oddaje klimat, ale i przyciąga wzrok potencjalnego czytelnika. Liczy się przecież pierwsze wrażenie!
Powieść emanuje melancholijnym nastrojem, przypominającym klasyczne powieści gotyckie. Autorka zgrabnie posługuje się piórem, konstruując złożoną, lecz paradoksalnie prostą opowieść o wielu wątkach. Stopniowo odsłaniając warstwy tajemnicy, rozbudowuje historie poszczególnych postaci i skłania do refleksji nad ich losem, ale także własnymi uczuciami. Choć brak tu łatwych odpowiedzi, a sama autorka daje czytelnikowi dużo swobody, to subtelnie przemyca w treści wartościowe kierunkowskazy. Zachęcam do ich odkrywania.
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Sarah Perry, „Melmoth”, Wydawnictwo Marginesy , Warszawa 2023
Komentarze