W tej zwariowanej i pełnej stylu historii poznajemy Gabi, trzynastolatkę zakochaną w modzie i TikToku, która zdecydowanie wolałaby spędzać wakacje gdziekolwiek indziej niż u swoich „cringe'owych” babć. Wszystko zmienia się w momencie, gdy podczas pewnego protestu ginie luksusowa broszka Chanel. Rozpoczyna się śledztwo, które łączy pokolenia i wywraca wszystko do góry nogami. Do akcji wkracza niecodzienny zespół detektywów: babcie, Gabi, jej znajomy Antek oraz niezastąpiony pies Bigos. To wtedy właśnie nastolatka odkrywa, że prawdziwe przygody nie potrzebują Wi-Fi. Co przyniesie to niecodzienne śledztwo?
Już na pierwszy rzut oka ta książka robi wrażenie — zarówno pod względem estetyki, jak i przekazu. Jej intensywnie zielona okładka od razu przyciąga wzrok, jest w niej coś, co bardzo pozytywnie nastraja. Może i jest nieco infantylna, nieco nieuporządkowana, ale to właśnie zwiastuje jej przygodową narrację i nieoczywistą fabułę. Patrząc na nią z czysto technicznej perspektywy, jest poprawna. Posiada miękką okładkę i liczy niecałe 200 zadrukowanych stron. Tekst jest wizualnie bardzo przyjemny, dzięki czemu książkę czyta się dość sprawnie i przede wszystkim szybko — doprawdy nie zauważyłam, kiedy dotarłam na sam jej koniec!
Nie chciałabym zdradzać w tej recenzji zbyt dużo szczegółów, a pozostawić przestrzeń na to, żeby pobawić się trochę przygodową narracją i poddać tej wciągającej opowieści. To naprawdę bardzo lekka i przyjemna książka, pełna humoru, świata mody, rodzinnych i przyjacielskich relacji, a przede wszystkim dynamicznej akcji. Czytanie jej sprawiło mi dużo radości. To naprawdę ciekawa historia, która z pewnością przypadnie do gustu zarówno młodszym, jak i starszym odbiorcom. Główna bohaterka, Gabi, początkowo nie była zachwycona perspektywą wizyty u babć – uważała je za żenujące. Jednak to, co z początku wydaje się nudne czy „obciachowe”, może okazać się pełne niespodzianek. Moją szczególną sympatię zdobył pies o imieniu Bigos – już sama jego nazwa wywołuje uśmiech, a jego zaangażowanie w śledztwo dodaje fabule uroku i humoru. W tym momencie moja miłość do zwierząt nie miała sobie równych!
Ta książka z pewnością wywoła uśmiech u wielu czytelników. Pełna jest zabawnych momentów, dzięki czemu lektura staje się czystą przyjemnością. Relacja między Gabi, a jej babciami została przedstawiona w bardzo ciepły i uroczy sposób – doskonale się uzupełniały, co chwilami było nawet wzruszające. Szczególnie sympatyczną postacią okazał się Antek, przyjaciel Gabi z dawnych lat, który świetnie dogadywał się z babciami, a jego obecność wyraźnie wprawiała Gabi w zakłopotanie (ach, te nastoletnie relacje damsko-męskie!). To naprawdę udana historia, którą warto polecić zarówno młodszym, jak i starszym czytelnikom.
PS. Apeluję do młodszych czytelników o chwilowe porzucenie technologii, spędźcie trochę czasu z Dziadkami i… zobaczcie, co się stanie! :)
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Beata Lewicka, „Moje babcie nie ubierają się u CHANEL”, Wydawnictwo Skarpa Warszawska, Warszawa, 2025.
Komentarze