„Niezwykle szlachetne stworzenia” – recenzja

Recenzja książki „Niezwykle szlachetne stworzenia”.
W literaturze lubię elementy zaskoczenia, które wynikają wprost ze zbudowanego wcześniej świata.

Kreacja postaci, styl narracji i spójność treści to elementy, które warunkują pozycję lektury na mojej osobistej liście „książek ulubionych”. Bardzo wysoko w rankingu pojawiła się ostatnio debiutancka powieść Shelby Van Pelt o zadziornym tytule „Niezwykle szlachetne stworzenia”.

Tova Sullivan jako główna bohaterka to energiczna emerytka, wdowa która po śmierci męża podejmuje pracę jako sprzątaczka w oceanarium. Kobiecie odpowiada pora nocnych dyżurów, ponieważ oprócz dbania o porządek, ma ona czas na przemyślenia. Tova często wraca myślami do rodzinnej tragedii sprzed trzydziestu lat, kiedy to zaginął jej jedyny syn Erik. Szczęśliwym przypadkiem pomiędzy bohaterką, a ośmiornicą mieszkającą w oceanarium tworzy się nić porozumienia. Tytułowym szlachetnym stworzeniem jest pokaźnych rozmiarów mięczak, który zdaje się znać tajemnicę zniknięcia Erika. Przyjaźń między kobietą, a ośmiornicą rozwija się, kiedy zwierzę na tyle, na ile potrafi postanawia jej pomóc.

„Niezwykle szlachetne stworzenia” interesuje szczególnie, bo osobiście nie znam choć trochę podobnej do niej powieści. To zabawne, ale i pouczające, że postać Marcellusa ośmiornicy olbrzymiej została w książce uosobiona. Autorka przyzwoliła jej na zabranie głosu, dlatego zwierzę dzieli się z czytelnikami przemyśleniami na temat ludzi. Jej spostrzeżenia wykazują się znaczącą empatią wobec codziennie odwiedzających ją turystów, wyróżnia się także głęboką wrażliwością, przy czym jej wypowiedzi nie pozostają pozbawione celnych, choć ironicznych, ocen. Wartości, jakie niesie za sobą ta lektura, współgrają z Marcellusem, który pomimo swojej szlachetności, posiada uczucia, świadomość, a przede wszystkim bardzo dobrze zdaje sobie sprawę z własnych ułomności.

Książka jest dla mnie bardzo uczuciowa i emocjonująca. Piękno i inteligencję ośmiornic niejednokrotnie pokazywano w kulturze – zarówno kinematograficznej, jak i literackiej. Za każdym razem rozczulający jest dla mnie wątek przyjaźni człowieka ze zwierzęciem (jakiekolwiek by ono nie było), w tej jednak powieści nabieram podziwu i swego rodzaju uznania dla niepozornych, choć często i przerażających ośmiornic.

Poza wspomnianą nutą zaskoczenia w treści, nieco tajemniczości ma w sobie także okładka powieści. Morska toń ze zwierzęciem w roli głównej zachowana w stonowanych barwach. To ładna książka, na którą chce się patrzeć, chce się ją dotykać, a przede wszystkim – chce się ją czytać. Od technicznej strony, jest to niewiele ponad 440 stronnicowa powieść, zamknięta w miękkiej okładce, której wnętrze… mój zachwyt nad tą pozycją nie ma końca!

„Niezwykle szlachetne stworzenia” to nietypowa lektura, która wywarła na mnie ogromne wrażenie. Dawno nie spotkałam tak wyśmienitego debiutu. Śledząc rozwijającą się fabułę i zgłębiając psychologię bohaterów na każdej kolejnej stronie, poczułam, że zawarłam nowe, literackie przyjaźnie. To naprawdę wyjątkowa, kreatywna i pełna nadziei podróż!

ATTENTION: Czytelniku, jeśli więc poszukujesz książki, która wyróżnia się spośród innych i której literacki głos (przynajmniej według mnie) powinien zdecydowanie przebić szum księgarnianych półek, nie można przejść obojętnie obok debiutanckiego dzieła Shelby Van Pelt.

Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)

Shelby Van Pelt, „Niezwykle szlachetne stworzenia”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2023



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat