Ostatnią, która została wydana już po śmierci autorki, są „Perswazje”. Twierdzi ona w niej, iż „W moim pojęciu dobre towarzystwo to towarzystwo ludzi mądrych; ludzi światłych, którzy potrafią prowadzić rozmowę. To nazywam dobrym towarzystwem.” Słusznie. Miło jest spędzić dwa wieczory w towarzystwie przenikliwej książki, która odkrywa przed nami ukryte motywy działania ludzi.
Panna Anne Elliot ma już 27 lat i nadal pozostaje samotna, mieszkając na angielskiej wsi z ojcem-bufonem i nadętą starszą siostrą. Z pierwszych kart utworu dowiadujemy się, iż miała kiedyś starającego, którego bardzo kochała. Jednak jako posłuszna młoda dziewczyna początków XIX w. zerwała zaręczyny z mężczyzną, który nie był dość bogaty. Jednak nadal nie może o nim zapomnieć. Szczęśliwy los daje jej możliwość odzyskania serca dawnego absztyfikanta. Jak potoczą się losy tych dwojga?
Książkę rozpoczyna zestaw dość suchych informacji. Następuje bowiem wyliczenie osób z rodu Elliotów z Kellynch. Na początku w skrócie zostają omówione wcześniejsze losy głównych i pobocznych bohaterów. Niestety, czuje się niedostatek dialogów, które – wstawione w miejsce opisów – ożywiłyby znacznie te pierwsze rozdziały. Poznajemy siostry Elliot, czyli 29-letnią chlubę ojca, Elisabeth, mizerną Anne oraz najmłodszą Mary, która wyszła za mąż poniżej oczekiwań ojca.
Powieść napisana jest (a może przetłumaczona) dość współczesnym językiem. Wnikliwe spojrzenie na problemy zamożnych pań i panów z wyższej sfery, którzy nie umieją ograniczyć swoich wydatków, choć wydaje się to konieczne, brzmią zadziwiająco trzeźwo. Gdyby zmienić dekoracje i przenieść akcję, mogłaby ona dziać się w obecnych czasach, co dowodzi, że ludzie wcale się nie zmieniają (mimo upływu stuleci).
Problem w tym, że powieść sprawia wrażenie pierwszej wersji, która powinna zostać dopracowana. Skrótowe potraktowanie niektórych kwestii, mocno opisowy suchy język użyty do wyjaśnienia konwenansów panujących w brytyjskim społeczeństwie miesza się romantycznymi uniesieniami i domysłami głównej bohaterki, a pod koniec książki także jej wybrańca. Niektóre stronice zawierają sporo opisów typu „zdarzyło się to i to”, „bohater cechuje się tym i tamtym”.
Główną siłą Jane Austen jako pisarki jest wnikliwość i doskonała umiejętność obserwacji - efekty przeniosła na swoje dzieła. Charakteryzowała ją żywa inteligencja, dlatego na bohaterki swoich utworów wybierała osoby podobne do siebie. I właśnie dlatego warto przeczytać Perswazje. Gorzej wygląda nakreślenie całego tła powieści. Nie wiemy, czy bohaterka nosiła suknię zieloną, czy różową, wolała rostbef czy jagnięcinę, co właściwie robili ludzie z towarzystwa oprócz codziennego spotykania się, spacerów i ewentualnie czytania itd. Brak jest drobnych detali, które tworzą cały klimat opowiadanej historii.
Drażnić może fakt, że prawie każdy z drugo- i trzecioplanowych bohaterów jest odstręczający. Jedynie główna bohaterka to ideał; ładna, miła, uprzejma, dobrze wychowana, cierpliwa, stała w uczuciach, skromna. Ma dużą inteligencję i zmysł obserwacji, ale się z tym nie obnosi. Jest tak dobra, że nawet tłumaczy i wychwala osobę, która wyperswadowała jej zamążpójście z ukochanym mężczyzną. Na szczęście pod koniec książki zaczyna okazywać trochę więcej werwy i zdecydowania. Rzadkie przez prawie cały utwór bezpośrednie kontakty głównych dwojga bohaterów intensyfikują się pod koniec, co dobrze robi powieści.
Najnowsze wydanie charakteryzuje się ładną, utrzymaną w klimacie starego romansu okładką autorstwa Tobiasza Zyska. Staranne wydanie uprzyjemnia lekturę. Dość duża interlinia ułatwia śledzenie perypetii bohaterów. Ta powieść, choć nieco trąci myszką, ma swój romantyczny, sentymentalny urok. Dobrze czasami przenieść się do innego świata, który już nigdy nie wróci i wyobrazić sobie, jak by to było…
Iwona Radomska
(iwona.radomska@dlalejdis.pl)
Jane Austen, Perswazje, Wydawnictwo MG 2022
Komentarze