W powieści poznajemy losy trzech sióstr stojących u progu dorosłości. Najstarsza, Luci, pragnie stabilności i założenia rodziny – chce zostać przykładną żoną. Najmłodsza, Joe, jest niepoprawną romantyczką śniącą o namiętnej miłości. Tytułowa bohaterka z kolei jest niezależna. Pragnie od życia czegoś więcej niż roli żony, marzy o karierze pisarki i bezczelnie kwestionuje świat, w którym kobieta jest uzależniona od mężczyzny. Każda z tych dziewcząt reprezentuje zupełnie inne podejście do życia, przez co czytelnik może z różnych perspektyw obserwować, jak ówczesne społeczeństwo próbowało wtłoczyć młode kobiety w sztywne, z góry narzucone ramy.
Ogromną zaletą tej książki jest oddanie klimatu epoki. Autorka z wielką dbałością kreśli świat, w którym kobiecy intelekt jest zbędnym dodatkiem. Wątek Julii bardzo dobrze ukazuje wewnętrzną ewolucję bohaterki. Nie jest rewolucjonistką, jedynie zwykłą dziewczyną, która odmawia siedzenia w kącie i sama chce się utrzymać, zamiast być uzależnioną od mężczyzny. Całymi dniami przelewa swoje myśli na papier, a jej jedynym towarzyszem jest rudy kot Rupert. Autorka stawia przed nami pytanie: czy kobieta w XIX wieku mogła się zakochać, jednocześnie nie rezygnując z własnych marzeń?
Obok losów Julii dążącej do spełnienia ambicji, obserwujemy dzieje jej sióstr. Luci demaskuje mit o szczęśliwym małżeństwie i pokazuje, jak bolesne bywa zderzenie dziewczęcych wyobrażeń z brutalną rzeczywistością i uległością wobec męża. To właśnie jej wątek uświadamia czytelnikowi, że salonowe życie i wystawne bale były często tylko fasadą, za którą kryły się ludzkie dramaty i samotność. Z kolei Joe doświadcza samych nieszczęśliwych zauroczeń w nieodpowiednich mężczyznach, co idealnie obrazuje naiwność zakorzenioną w czytanych przez nią klasycznych romansach.
Wadą tej książki jest duża ilość historycznych i bardzo szczegółowych objaśnień, a sami bohaterowie w dialogach potrafią brzmieć jak profesorowie podczas prowadzenia wykładu. Zamiast naturalnej wymiany zdań postacie momentami wygłaszają długie przemowy, co nieco dekoncentruje i utrudnia pełne wczucie się w opowiadaną historię.
Całość jednakże czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Opowieść ma w sobie dużo ciepła i specyficzny klimat opowieści historycznej przypominający leniwe popołudnie spędzone przy filiżance dobrej herbaty.
„Pragnienia panny Julii” to poprawna powieść obyczajowa, która dobrze ukazuje realia wiktoriańskiej Anglii, choć dla mnie okazała się lekturą dość neutralną. Choć spędziłam z nią miły czas, nie wywołała we mnie głębszych emocji – ani zachwytu, ani rozczarowania. To po prostu spokojna, niezobowiązująca książka na jeden lub dwa wieczory, która jednak nie zagości w mojej głowie na dłużej.
Natalia Gdeczyk
Weronika Banasik, „Pragnienia panny Julii”, Wydawnictwo Novae Res, Gdynia, 2026.
Komentarze