Każdy pasażer i członek załogi znajdujący się wtedy na pokładzie to człowiek z własną historią. Choć filmowo i medialnie kojarzymy rejs Titanica jedynie z Jack’iem i Rose, autorka Anna Lee Huber skupiła się na nieco mniej znanych bohaterach, którzy uczestniczyli w rejsie legendarnego statku.
„Siostry z Titanica” to opowieść o trzech młodych dziedziczkach majątku rodziny Fortune. Każda z bohaterek zmaga się z własnymi rozterkami i pragnieniami. Alice nie potrafi pozbyć się przeczucia, że wkrótce wydarzy się coś złego. Flora, choć lada moment ma zostać żoną zamożnego bankiera, nie może zapomnieć o mężczyźnie, którego poznała na pokładzie. Mabel natomiast potajemnie zgłębia prawo wyborcze i reformy polityczne, które mają umożliwić kobietom udział w decyzjach społecznych, nawet jeśli miałoby to wywołać rodzinny konflikt. To tak pokrótce.
Autorka wplotła w historię sióstr zarówno tematy polityczne, społeczne, jak i obszerną wiedzę o Titanicu — jego budowie, parametrach i wystroju. Czytając, łatwo wyobrazić sobie majestat tego statku, a początkowe powolne tempo akcji sprawia, że czujemy się niemal jak jego pasażerowie. Chwila zderzenia z górą lodową i opis tonięcia wywołują wachlarz emocji, które sprawiają, że nie sposób oderwać się od lektury.
Myślę jednak, że ogromny wpływ (przynajmniej) na moją wyobraźnię miał film Camerona. Wiele z opisanych scen przypominało film, a postacie zdawały mi się znajome. Jestem skłonna twierdzić, że życie sióstr Fortune nie dostarczyło zbyt wielu wątków fabularnych, dlatego też autorka była zmuszona je ubarwić, sięgając po znane już wszystkim motywy. Wartościowym dodatkiem (ale i ogromnie dla mnie bolesnym!) był mało znany jak dotąd aspekt, nad którym pochyliła się Huber – los zwierząt pozostawionych na statku i trauma ocalałych, co z kolei stanowiło cenne uzupełnienie historii.
Książka wydana jest dość majestatycznie. Okładka przybiera dość nostalgiczny (żeby nie powiedzieć smutny) obraz, jest ona dodatkowo dość mroczna, a nawet odrobinę tajemnicza. Nie powiedziałabym jednak, że jakoś szczególnie się wyróżnia czy zwraca uwagę. Gabarytowo zdaje się być nieco większa od przeciętnego formatu zeszytu – no i jest co czytać, bo nakład liczy niemal 500 stron. Nie mam żadnych zastrzeżeń co do redakcji tekstu – styl, krój oraz wielkość czcionki są dla mnie bez zarzutu. Lubię także kiedy książki wydawane są na pożółkłym papierze, ponieważ mniejszy kontrast z czarnym drukiem jest bardziej komfortowy dla wzroku.
Czy polecam tę książkę? To zależy. Czytelnikom, którzy szukają mało popularnych ciekawostek wprost z zatopionego statku i kolekcjonują wszystko, co jest z nim związane, powinno się podobać. Ostrzegam jednak, że główną treść stanowią dialogi i rozterki młodych, nowobogackich bohaterów, a wspomnianych „smaczków” trzeba się naszukać. Przewidywalna jest także fabuła, chociaż właściwie – co innego mogłoby się tam wydarzyć? Niesmaczne było jednak wrażenie, że książka wydaje się kolejnym dziełem, które korzysta z popularności słynnego statku.
Recenzja tej książki zbiegła się z moją wizytą na wystawie artefaktów wyłowionych z wraku Titanica w Warszawie, co bezsprzecznie wzmocniło przekaz książki Anny Lee Huber. Odczuwałam tę smutną historię trzy razy bardziej, na wszystkich możliwych płaszczyznach, dlatego jeśli jednak miałabym podejść do jej oceny czysto emocjonalnie, to jest to opowieść przepełniona nostalgią, tęsknotą i delikatnym smutkiem, który porusza najwrażliwsze struny serca. Z subtelnym urokiem prowadzi nas przez historie pełne emocji, czarując i hipnotyzując.
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Anna Lee Huber, „Siostry z Titanica”, Wydawnictwo Skarpa Warszawska, Warszawa, 2024.
Komentarze