Podobno rodzeństwo to jeden z najpiękniejszych prezentów, jakie można dostać od życia. Kto ma brata albo siostrę, ten zapewne dodałby do tego zdania kilka drobnych przypisów. Na przykład taki, że wspomniany prezent regularnie wchodzi bez pukania do pokoju, zabiera nasze rzeczy, wtrąca się w absolutnie nie swoje sprawy i z niewinną miną przekracza wszystkie granice cierpliwości. Wendy i Marine, bohaterki dwudziestego tomu serii „Sisters”, znają ten układ doskonale.
Starsza Wendy próbuje mierzyć się ze sprawami właściwymi dla nastolatki – własnymi emocjami, związkiem z Maksem i codziennymi problemami, które w tym wieku potrafią urosnąć do rozmiarów katastrofy naturalnej. Młodsza Marine ma natomiast niezwykły talent do pojawiania się dokładnie tam, gdzie nikt jej nie potrzebuje. Wtrynia nos w cudze sprawy, zajmuje każdy dostępny centymetr życiowej przestrzeni siostry, a do tego dysponuje dziecięcą szczerością, która mogłaby służyć jako broń masowego rażenia. Oczywiście wszystko robi z miłości. A przynajmniej tak można sobie tłumaczyć sytuację, kiedy po raz kolejny doprowadza Wendy na skraj załamania nerwowego.
„Ja pierwsza!” nie opowiada jednej rozbudowanej historii. Album składa się z krótkich scenek, najczęściej zamkniętych na pojedynczej stronie, dzięki czemu przypomina trochę podglądanie codzienności dwóch sióstr przez dziurkę od klucza. Każda kolejna sytuacja przynosi drobną katastrofę, nieporozumienie albo siostrzaną potyczkę, a humor opiera się przede wszystkim na świetnych dialogach, sarkazmie i zderzeniu zupełnie różnych charakterów bohaterek. Format tego albumu przywiódł mi na myśl klasyczne paski komiksowe, chociażby te z Garfieldem – krótka scenka, szybkie budowanie sytuacji i idealna puenta.
Do tego dochodzi charakterystyczna, pełna ekspresji kreska Williama Maury'ego i przyjemna pastelowa kolorystyka. Bohaterki nie muszą nawet niczego mówić, żebyśmy doskonale wiedzieli, co za chwilę się wydarzy – czasami jedna mina Wendy wystarcza, by zrozumieć, że Marine właśnie zrobiła coś, za co starsza siostra najchętniej wysłałaby ją na drugi koniec planety. Najlepiej z biletem w jedną stronę.
Pod całym tym komediowym chaosem bardzo dobrze uchwycono jednak coś, co w relacjach między rodzeństwem jest niezwykle prawdziwe. Wendy i Marine potrafią doprowadzać się do szału, walczyć o przestrzeń, uwagę i święty spokój, ale jednocześnie nie ma większych wątpliwości, że są ze sobą bardzo mocno związane. I właśnie dlatego ten komiks może bawić nie tylko najmłodszych. Rodzice zapewne bez trudu rozpoznają w bohaterkach własne pociechy roznoszące dom w ramach kolejnego „drobnego nieporozumienia”, a starsi czytelnicy mogą niespodziewanie dostać małą porcję nostalgii.
Tak było ze mną. Czytając kolejne potyczki Wendy i Marine, przypomniałam sobie własne dzieciństwo i kłótnie z rodzeństwem, które kiedyś wydawały się sprawami najwyższej wagi. Dzisiaj wiele z nich zapewne trudno byłoby mi nawet odtworzyć, za to doskonale pamiętam tę potrzebę ciągłego zaczepiania, dokuczania i „urozmaicania” sobie nawzajem życia.
Komiks „Sisters. Ja pierwsza!” jest lekki i zabawny, ale pod warstwą siostrzanych docinków kryje zaskakująco celny obraz rodzinnej bliskości. Można się pokłócić, obrazić, trzasnąć drzwiami i przysiąc, że „już nigdy więcej”. A potem minie dziesięć minut i trzeba przecież sprawdzić, co robi siostra. Najlepiej oczywiście wtrącając nos w absolutnie nie swoje sprawy.
Katarzyna Chober
Christophe Cazenove, William Maury, „Sisters. Ja pierwsza! Tom 20”, Story House Egmont, Warszawa, 2026.
Komentarze