„Sny pachnące poziomkami” to książka pełna emocji, spokoju i natury. Porusza czytelnika, a momentami wzrusza, jest bardzo prawdziwa. Opowiada o młodej dziewczynie, niejakiej Lenie Szejnie. Chwilę po osiągnięciu pełnoletności, traci ojca leśniczego. Skazana na macochę i przybrane siostry dostaje ultimatum, aby w trzy miesiące opuścić przytulną leśniczówkę. Całkiem spodziewany zwrot akcji tej książki to moment, w którym w życiu Leny pojawia się Kamil. Starszy o 7 lat mężczyzna spłacając dług wdzięczności wobec zmarłego ojca dziewczyny postanawia jej pomóc. Treść jednak zaskakuje, bo bywają momenty, w których powątpiewałam w czyste intencje Kamila. Niepewność w tej dość skomplikowanej relacji pojawia się w momencie, w którym Lena wyjeżdża do Gdańska. Chcąc się usamodzielnić, przeprowadza się do Trójmiasta, jednak szybko doświadcza przygnębiającego dla niej uczucia zamknięcia i braku przestrzeni. Niełatwo jest się jej zaaklimatyzować w nowym miejscu, kiedy czuje się więźniem swojego niedużego lokum. Autorka zadbała jednak o wytchnienie i spokój dla Leny… Koniec książki sprawił, że całkowicie się rozpłynęłam, poddając się ukojeniu jakie zafundowała mi autorka.
Książka to przejmująca historia o stracie, przeżywaniu żałoby i radzenia sobie z emocjami, o samotności i miłości do drugiej osoby, ale także do samego siebie. Kojąca była dla mnie natura, która jako tło miała swój czynny udział w budowaniu fabuły i sprzyjającej mu klimatowi. Nie obraziłabym się, gdyby w niedalekiej przyszłości pojawiła się kontynuacja nieco nostalgicznej bohaterki. Zachowanie Leny, jej spokój w kontakcie z naturą i rozdrażnienie w dużym mieście zwróciły uwagę, na tak modne ostatnie romantyzowanie życia i łapanie chwil. „Sny pachnące poziomkami” to przepiękna opowieść, która z jednej strony relaksuje, z drugiej jednak wprowadza czytelnika w niepokój związany z niepewnym losem głównej bohaterki. Mi osobiście spodobała się ta skrajność, powodując jednocześnie że książka ta nie była dla mnie kolejną, „mydlaną” i sielankową lekturą.
Tytuł zachęcił mnie poziomkami. Uwielbiam te owoce i gdyby nie to, że jest to recenzja mogłabym rozpisać całą stronę o ich wspaniałości. Oczywiście poszłam także za głosem mojej artystycznej natury zachwycając się nad zmysłową i dziewczęcą okładką. Pierwsza strona jest delikatna, naturalna i po prostu przyjemna. Chce się ją wziąć do ręki, chce się oglądać, czytać i wyeksponować na książkowym regale. Lektura Piaseckiej to stosunkowo niedługa książka zawierająca niecałe 370 stron, napisana w łatwym i nieskomplikowanym dla czytelnik języku. Poręczna i klasycznie wymiarowana powieść, którą z przyjemnością „połyka się” w kilka wieczorów.
Żartobliwie podsumowałabym, że książka „Sny pachnące poziomkami” jest przyjemna z dwóch względów – snów i poziomek. Pozostawienie jedynie takiego komentarza nie byłoby fair w stosunku do autorki. Pani Wioletto oczarowała mnie Pani i przekazała w treści pewien niewytłumaczalny dla mnie spokój, za co jestem ogromnie wdzięczna.
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Wioletta Piasecka, „Sny pachnące poziomkami”, Skarpa Warszawska, Warszawa 2023
Komentarze