To wydanie jest przede wszystkim o Jugyeong, której niełatwo przychodzi ten etap życiowy: presja związana z egzaminami, rozterki związane z własną tożsamością i mniej lub bardziej udane próby zdefiniowania siebie na nowo – już nie tylko poprzez makijaż, lecz także poprzez świadome wybory. Jej życie zaczyna się dzielić na role: pilnej uczennicy, uczestniczki kursów, a jednocześnie młodej kobiety uczącej się rozumieć, czym dla niej jest miłość. Szczególnie uwidacznia się to w momentach, kiedy mierzy się z podejmowaniem decyzji – zarówno tych edukacyjnych, jak i emocjonalnych. Twórczyni sagi daje jej jednak czas na oswojenie „nowego” i przystosowanie się. Prowadzi jej rozwój powoli i naturalnie, pokazując realistyczny obraz dorastania, mówienia o własnych uczuciach i potrzebach.
Fabuła koncentruje się na relacjach. Związek Jugyeong i Suho wchodzi w fazę napięcia – pełną niepewności, prób zbliżenia i przeszkód, które nieustannie stają im na drodze. Gdy Suho znika z życia bohaterki, pojawia się przestrzeń na refleksję nad kruchością więzi i tym, jak łatwo można utracić coś ważnego, jeśli zabraknie odwagi do szczerej rozmowy (co w dzisiejszych czasach jest bardzo wartościowym przekazem!). Życie uczuciowe bohaterki komplikuje się jeszcze bardziej, kiedy coraz większe znaczenie zyskuje w jej oczach Seo-jun, dotąd pozostający w tle. Jego obecność i subtelność kontrastują z burzliwymi emocjami Jugyeong i Suho, a rodzące się między nim napięcie rozwija się powoli, lecz wyraźnie. Ten wątek wywoływał u mnie ciarki – cóż za emocje!
Autorka, podobnie jak poprzednio, porusza w tej części tematy związane z akceptacją własnego wyglądu (lub jej brakiem), oczekiwaniami wobec młodych ludzi i trudnościami w pogodzeniu własnych pragnień z wymaganiami otoczenia. Autorka nie moralizuje, lecz ukazuje zmagania bohaterów z perspektywy, w której liczy się autentyczność i stopniowe odkrywanie siebie. Nie ocenia, a pozwala im we własnym tempie wysnuwać wnioski i uczyć się na błędach. Jugyeong nadal traktuje makijaż jako formę ekspresji, ale jednocześnie uczy się funkcjonować bez ukrywania się za nim, co wnosi do historii ważny głos o samoakceptacji. Juhu!
Zazwyczaj w recenzjach lubię przyczepić się do oprawy wizualnej – czy to do jakości wydania, czy do technicznych niedociągnięć. W przypadku całej serii „True Beauty” nie mam jednak żadnych zastrzeżeń. Od strony graficznej komiks utrzymuje wysoki poziom. Kreska pozostaje szczegółowa i ekspresyjna, a emocje oddane są z wyjątkową wrażliwością. W wielu momentach to ilustracje – mimika, gesty, światłocień czy symboliczne kadry – mówią więcej niż same dialogi, potęgując dramatyzm kluczowych scen. Nie znajdziemy tu ani problematycznej czcionki, ani zbyt delikatnej okładki. To bez wątpienia jedna z najbardziej dopracowanych i wizualnie zachwycających powieści graficznych, jakie miałam okazję poznać.
„True Beauty 5” nie jest jedynie kontynuacją – to pogłębienie historii. Wydarzenia prowadzą do zmian, niektóre relacje zostają zachwiane, a część z nich zaczyna rozwijać się na nowo. Zakończenie zostawia czytelnika z uczuciem niedosytu i przeczuciem, że najważniejsze konflikty emocjonalne dopiero nadejdą. To tom, który stawia pytania o dojrzałość, akceptację i miłość – zarówno do innych, jak i samego siebie.
Pani Yaongyi – czekamy na więcej!
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Yaongyi, „True Beauty 5”, Wydawnictwo Jaguar, Warszawa, 2025.
Komentarze