Autor oddaje w czytelnicze ręce 100 ponumerowanych stron, których kolejność jest zupełnie przypadkowa. Ustalenie właściwego ich porządku jest głównym zadaniem czytelnika. Rozwiązaniem „książki” jest sześć niezwiązanych ze sobą historii o sześciu różnych ofiarach i sześciu zidentyfikowanych mordercach. Dla fanatyków interpunkcji i urwanych zdań – nic z tego, mimo że na niektórych stronach znajdują się niedokończone zdania, brak ich kontynuacji na kolejnych kartkach. Nie pomaga również fakt, że tekst obfituje w przeróżne kombinacje aluzji literackich, gry słowne i ukryte wskazówki. Do tego większa część książki napisana jest po staropolsku…
Szczerze? Kiedy w moje ręce trafiła „Żuchwa Kaina”, zupełnie nie byłam świadoma jak duże bielmo będzie na mnie ciążyć. Abstrakcyjne było dla mnie wyrywanie kartek z książki, która… ma w sobie tyle bałaganu. Może to zabrzmi głupio, ale kiedy z samego początku ją przeglądałam, zadawałam sobie w myślach pytania „o co chodzi z tą książką, wszystko jest od czapy i nic nie ma sensu”. Naprawdę nieco naiwnie myślałam, że jest to kolejna książka łącząca swoją tematyką fakty historyczne, odrobinę anatomii i będącą ostatnio w modzie, antropologię. Otwarcie mówię, nie rozwiązałam zagadki, ale czekając na chwilę przestrzeni czasowej, mam zamiar poświęcić połowę wakacji, aby pogłówkować wieczorami przy herbacie. Zapowiada się niezła zabawa!
Klasycznie. W moich recenzjach nie może zabraknąć oceny wizualnej książki, choć przyznam, że perspektywa jej zniszczenia przyprawia mnie o ciarki, już w momencie kiedy patrzę na wykropkowaną linie w miejscu „gdzie powinnam ciąć”. Okładka „Żuchwa Kaina” nie zdradza nic. Na pierwszy rzut oka, tak jak wspominałam, byłam skłonna twierdzić, że to kolejna pozycja o antropologii i fazach rozkładu ludzkiego ciała, być może z nawiązaniem do biblijnego Kaina. Wiemy natomiast, że jej wnętrze zaskakuje. Oprawa książki jest miękka i wbrew pozorom bardzo estetyczna. Niewielki format sprawia, że jest ona wygodna i bardzo poręczna, mimo 100 stron jakie sobie liczy.
Czy poleciłabym? Niełatwo mi jednoznacznie odpowiedzieć, kiedy cała zabawa dopiero przede mną. Są ludzie, którzy zaczynają od przeczytania tej książki w sposób klasyczny, nie zważając na jej niestandardowy „sposób użytkowania”. Jest to z pewnością coś nowego, jak dotąd niespotykanego, dlatego śmiem polecić tę pozycję osobom, którym bliskie są zagadki kryminalne. Obstawiam również, że fanom escape room’ów i wszelkich detektywistycznych zajęć, również z „Żuchwą Kaina” będzie po drodze. Cóż mogę dodać – tego trzeba doświadczyć!
PS. Wydawnictwo Czwarta Strona ogłosiło konkurs, w której główną nagrodą jest voucher na 500 zł do wykorzystania w ich księgarni. Co należy zrobić? Uporządkować strony we właściwej kolejności. Kto by się spodziewał!
Klaudia Dydymska
(klaudia.dydymska@dlalejdis.pl)
Edward Powys Mathers, „Żuchwa Kaina”, Czwarta Strona, Poznań 2023
Komentarze