17 goździków… tyle kwiatów codziennie wysyłał minister spraw zagranicznych III Rzeszy Joachim von Ribbentrop kochance króla Edwarda VIII – Wallis Simpson. Czy miały być one symbolem wspólnie spędzonych nocy, czy też zwykłym wyrazem sympatii?
Joachim von Ribbentrop był niewątpliwie przystojnym, nienagannie ubranym i doskonale wychowanym mężczyzną z uroczym dołeczkiem w brodzie. Ale czy jego czar wystarczył, by pani Simpson zapomniała o spadkobiercy brytyjskiego imperium? A może młoda Amerykanka była szpiegiem i wtyczką Hitlera w Londynie? Na te oraz na wiele innych pytań, znany historyk Andrew Morton, stara się odpowiedzieć na łamach swojej najnowszej powieści.
Książka zawiera niepublikowane wcześniej fakty, korespondencje i dokumenty dotyczące rodziny Windsorów, a dokładniej Edwarda VIII – nieziemsko przystojnego księcia, którego okrzyknięto „pierwszym królewskim symbolem seksu epoki nowożytnej”.
Wyjątkowy przez samo pochodzenie książę, od najmłodszych lat był wychowywany w myśl surowej, dworskiej etykiety. Jego ojciec – Jerzy V był wobec niego bardzo wymagający, ale nie przydzielał swojemu spadkobiercy poważniejszych obowiązków. To rodziło w młodym człowieku ogromne napięcie, które zmieniło się w swego rodzaju weltschmerz. Edward VIII szukał potwierdzenia swojej wartości w licznych romansach. Wszystko zmieniło się, kiedy poznał Wallis Simpson – amerykańską kokietkę. Młody książe zakochał się w kobiecie i nawiązał z nią romans. Mimo usilnych zabiegów i próśb Edwarda, członkowie brytyjskiej rodziny nie zgodzili się na to, żeby ta „arcyawanturnica najgorszego rodzaju” została pierwszą damą. Z tego też powodu Edward VIII abdykował.
Od początku swojego istnienia, para była podejrzewana o nazistowskie sympatie. Ich ślub odbył się w willi należącej do Charles’a Bedaux , miłośnika Hitlera. Wkrótce po ślubie para udała się do Niemiec, gdzie została przyjęta przez Hitlera w Berchtesgaden. Sam Führer twierdził, że Wallis byłaby doskonałą królową, a Edward VIII – wspaniałym i otwartym królem… nazistowskiej monarchii brytyjskiej.
Co do planów Hitlera, nie ma wątpliwości, jednak nawet Morton nie rozwikłał tajemnicy Edwarda VIII. Czy był on państwowym zdrajcą, czy tylko prostodusznym naiwniakiem?
„17 goździków” jest to lektura, którą czyta się lepiej niż niejedną powieść sensacyjną. Mimo, że można zapisać ją w poczet literatury historycznej, czytelnik nie zostaje zasypany mnogością faktów, nazwisk i dat, z którymi kojarzy się nam ta nauka. Nic z tych rzeczy! Każdy kto chce ją przeczytać, niech przygotuje się na potężną dawkę emocji.
Co więcej, powieść ta nadała jakże dalekim nam, majestatycznym postaciom zwyczajne, ludzkie twarze.
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Andrew Morton, „17 goździków”, wyd. Albatros, Poznań, 2015 r.
Komentarze