„Agencja złudzeń” – recenzja

Recenzja książki „Agencja złudzeń”.
Naciągane rozkminy amerykańskiego malkontenta.

Po przeczytaniu tej książki, nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że oto właśnie przeczytałam amerykańską wersję „Dnia świra”. O ile nasza polska produkcja w formie filmu okazała się dość zabawna i lekkostrawna, o tyle życiowe nieudacznictwo pracownika agencji reklamowej okazało się całkiem w złym guście. Ba! Żeby to był tylko jeden dzień z życia Finbara Dolana, to może bym jakoś to przeżyła, ale ponad tygodniowe monotonne i beznadziejne użalania bohatera były już wyczynem ponad moje siły. Powiem szczerze, że końcówkę powieści czytałam już piąte przez dziesiąte, bo najzwyczajniej w świecie miałam jej dość.

Finban Dolan to koleś, który ma prawie czterdziestkę na karku, ale mimo to nadal zachowuje się jak cipuś i maminsynek. Odtrącił swoją rodzinę i zapomniał o swoich marzeniach, aby w całości poświęcić się karierze w agencji reklamowej. Karierze? Dobrze, niech będzie karierze, o ile można tak nazwać pełzanie pomiędzy projektami i kolejne „fantastyczne” pomysły, które de facto okazują się być tak błyskotliwe jak blondynki z dowcipów.

Zbliżają się kolejne Święta Bożego Narodzenia, które nasz bohater miał spędzić sam w podróży do egzotycznego kraju. Nic z tego. Okazuje się, że ojciec, którego nie widział od lat, poważnie zachorował, a on sam został zaprzęgnięty w służbę korporacji do błyskawicznego zmontowania spotu dla producenta pieluch. Zamiast upragnionego spokoju, w życiu bohatera zapanował chaos. I w tym życiowo – uczuciowym chaosie Finban zaczyna poznawać prawdę o sobie, którą czytelnik znał już właściwie od początku. Bohater uświadamia sobie, że tak naprawdę nikogo nie kocha, ani nikt nie kocha jego; że jego życie jest puste; że nic w nim nie osiągnął. Brawa dla inteligencji! Uważam, że Finban Dolan to parodia prawdziwego mężczyzny. Bo prawdziwy mężczyzna powinien umieć pokazać, że ma jaja bez opuszczania spodni.

Mimo wielu wad, z których najpoważniejszą jest główny bohater, powieść ma dość pozytywny wydźwięk. Nie brakuje w niej wątków satyrycznych obnażających przeróżne niedoskonałości współczesnego świata oraz historii obrazujących złożoność ludzkiego życia. „Agencja złudzeń” pokazuje jak łatwo można stracić kontrolę nad sobą, jeżeli zanadto odda się pracy. Praca to bardzo ważna rzecz w życiu każdego z nas – wszakże spędzamy w niej prawie połowę każdego dnia. Jednak kiedy niewłaściwie ustawimy listę życiowych priorytetów, z pracą na jej szczycie – możemy pewnej nocy obudzić się z ręką nocniku i tą paskudną myślą, że jesteśmy sami. A tego nie życzę nikomu, nawet wrogom.

Czy powieść warto przeczytać? Nie polecam. Bynajmniej nie jako lekturę na Święta Bożego Narodzenia, które po jej przeczytaniu mogą zbrzydnąć nawet największym miłośnikom radosnego kolędowania.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

John Kenney, „Agencja złudzeń”, wyd. Bukowy Las, Wrocław, 2016 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat