Po nową książkę Jonasa Jonassona sięgnęłam w wyniku dostrzeżenia informacji umieszczonej niewielką czcionką na okładce. Głosiła ona, że autor jest jednocześnie autorem „Stulatka, który wyskoczył przez okno i zniknął”. W formie powieści nie miałam z tym dziełem do czynienia, ale film? Czysta rewelacja! Pomysł i cała historia tak absurdalne, że aż genialne. Przyznaję, że kiedy pierwszy raz zobaczyłam plakat filmu, nie byłam mu przychylna. W końcu jednak dałam za wygraną i... przyznałam aż osiem gwiazdek na Filmwebie, co wcale nie zdarza mi się często. A ponieważ książki zawsze są lepsze od ekranizacji, obiecałam sobie, że jak tylko zwolni mi się czas i będę miała trochę mniej materiału do recenzowania, „Stulatka” przeczytam dla przyjemności własnej. Stało się inaczej. Oto na mojej drodze niespodziewanie stanęła powieść „Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół”.
Już po okładce widać, że mamy do czynienia z komedią. Kryminalną, szpiegowską, mafijną, albo wszystkimi trzema naraz, bo po co się ograniczać? Sugestywne obrazki, przestępcy z pistoletami i workami pełnymi pieniędzmi, kościółek – jeszcze nie zaczęłam czytać, a już czułam się delikatnie rozbawiona.
Pierwsze zdania potwierdziły moje przypuszczenia odnośnie gatunku powieści. Na wstępie Jonasson przedstawia jednego z głównych bohaterów, opisując jego krótką historię życiową oraz genezę imienia. Bo przecież to niezbyt powszednie nazywać się Per Persson lub Jonas Jonasson, czyż nie? Dalej trafiamy na mniej przyjemnego typa, pana Andersa Mordercę, który wszelako wcale Anders się nie nazywa. Ani tym bardziej Morderca. Na końcu zapoznajemy się z Johanną Kjellander, od niedawna bezrobotną i bezdomną kobietą-pastorem. Tym sposobem mamy już komplet i możemy zaczynać historię właściwą.
Powieść dzieli się na trzy części, każda dotyczy innej działalności... „gospodarczej”, jak nazwał ją autor. Liczby rozdziałów podawać nie będę, bo są bardzo krótkie – każdy liczy dwie-trzy strony – za to mogę zdradzić, że czyta się je bardzo szybko. Nie tylko ze względu na umiarkowany rozmiar czcionki, ale również poprawność językową, lekkość pióra autora, dynamikę opowieści i dobry humor, który z każdym słowem robi się jeszcze lepszy.
Mam wrażenie, że „Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół” to taka książka, którą nie da się znudzić, ponieważ nie da się przewidzieć dalszych losów. Nie ma do rozwiązania żadnej sprawy, nie nagli nas żadna zagadka. Czytamy o losach ludzi, którzy sami nie wiedzą, co chcą w życiu robić, przez co wszystko wymyślają na bieżąco. A my musimy jedynie za nimi podążać, nie śmiejąc się zbyt głośno, by nie zdradzić swojej obecności i nie oberwać niefortunnie odbezpieczonym granatem lub nabojem przeznaczonym dla kogoś innego.
Oprócz żartobliwego wydźwięku powieść ma jeszcze jeden silny wątek, a jest nim... przyjaźń. Chociaż po przeczytaniu pierwszych rozdziałów, a nawet dwóch z trzech części możemy mieć odmienne zdanie, końcówka stawia sprawę jasno. Na przyjaźń nie ma recepty. Przyjaciele kłócą się na śmierć i rzucają w siebie nożami, ale i tak są dla siebie najważniejsi na świecie. Wydaje mi się, że tu właśnie tak jest. Z bardzo dziwnego i szytego grubymi nićmi układu wykluło się coś, nad czym cała trójka nie potrafiła zapanować: przyjaźń właśnie. Za ten szczegół dodatkowy plus dla Jonassona.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Jonas Jonasson, Anders Morderca i przyjaciele oraz kilkoro wiernych nieprzyjaciół, Warszawa, W.A.B., 2016
Komentarze