„Anna. Gorzki smak miodu” – recenzja

Recenzja książki „Anna. Gorzki smak miodu”.
„(…) trudne czasy tworzą silnych ludzi, a silni ludzie tworzą dobre czasy”

Nie ukrywam, że na kolejną część „Wieku miłości, wieku nienawiści” czekałam z ogromną tęsknotą. Cykl ten recenzuję od pierwszego tomu i za każdym razem podkreślam niesamowitość tej opowieści i ogromny talent autorki. Kolejne tomy bierze się do rąk i po prostu czyta. Czyta czasem bez tchu, czasem ze łzami w oczach, czasem z ogromną złością, że losy ukochanej postaci potoczyły się tak, a nie inaczej. Z każdą skończoną częścią pojawia się żal, że to już koniec i niecierpliwość – kiedy kolejna część (poprzedzona oczywiście westchnieniami, tupaniem nogi i jedzeniem sernika – na pocieszenie).

Anna – bohaterka tej części - jest córką Marii Różyckiej, której odebrano ją siłą. Ojciec Anny – bezwzględny esesman Klaus – wmawia dziewczynce, że jej matka nie żyje. Mimo wielu jego zabiegów, rezolutna trzynastolatka nie jest w stanie zapomnieć o swoich polskich korzeniach. Maria zaś żyje i robi wszystko, co w jej mocy, aby odnaleźć córkę; nieustannie wierzy, że będzie dane im się spotkać.

Wojna już minęła; mogłoby się wydawać, że to, co najgorsze, jest już przeszłością. Okazuje się jednak, że dla niektórych, to, co najgorsze, może się dopiero zacząć. W 1945 roku na ziemie dawnych Prus wkracza Armia Czerwona, a Annie i jej rodzinie grozi śmiertelne niebezpieczeństwo. Dziewczyna musi ukrywać się w lesie; a w oczy zagląda jej głód i strach. Mimo że ma dopiero 13 lat musi stawiać czoła przeciwnościom losu, aby przeżyć.  Musi być sprytna, wytrwała, silna i umieć doskonale się kamuflować, aby dostać się do Wilna, gdzie mieszka jej rodzina. Czy Annie uda się dotrzeć do celu? Czy kiedykolwiek będzie jej dane ujrzeć matkę i dowiedzieć się prawdy o ojcu?

„Anna. Gorzki smak miodu” to wspaniała opowieść o kolejnej kobiecie z rodu Ostojańskich. Niejednokrotnie podczas lektury nachodziła mnie refleksja, że ja, będąc na miejscu Anny, jeśli nie zostałabym schwytana przez jakiegoś Sowieta, to zapewne popadłabym w depresję i „zakończyła swój żywot w ostępie leśnym” , podzielając tym samym los złej córki z baśni Charlesa Perraulta „Wróżki”. Anna jednak odznaczała się niezłomnością, pragmatycznością i ogromnym hartem ducha, a także szlachetnością, gdyż nie myślała tylko o sobie, ale niosła też pomoc innym. Mimo tych wielu pozytywnych cech postać Anny nie jest wylukrowana, „przedobrzona” czy nierzeczywista. Bohaterka była dla mnie tak realistyczna, tak spójnie skonstruowana, że aż chciało się poznawać ją dalej, a kartki powieści przewracały się w zasadzie same.

Chciałam na końcu napisać jakieś niesamowite podsumowanie, ale mam wrażenie, że wszystkie, nawet najpiękniejsze słowa pochwały bledną przy tej opowieści, stając się śmiesznymi, małymi listkami targanymi przez wiatr. Ta historia jest po prostu nieopisywalna, a we mnie samej kłębi się tak wiele emocji, że po raz pierwszy nie potrafię ich przelać na papier. Myślę, że każdy, kto przeczyta „Annę. Gorzki smak miodu” i poprzednie tomy serii będzie wiedział, o co mi chodzi. Wioletta Sawicka jest jak mityczny Pigmalion – nie tylko kunsztownie rzeźbi w słowach, ale ma też niesamowity dar ożywiania swoich postaci, które pozostaną ze mną już na zawsze. Dziękuję autorce za tą historię; za tę niewymuszoną płynność, za tak wiele emocji w smutne, jesienne dni. Umiejętność pisania, które porusza najczulsze struny serca, to naprawdę wielki dar.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Wioletta Sawicka, „Anna. Gorzki smak miodu”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2021



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat