Lawrence Osborne to brytyjski dziennikarz i pisarz, który na swym koncie ma ponad dziesięć książek, niestety tylko dwie przetłumaczone na język polski – obie dzięki wydawnictwu Znak. Z zamiłowania jest podróżnikiem i odkrywcą nowych państw, a z natury „wolną duszą”. Obecnie mieszka w Bangkoku, gdzie wiatr przywiał go po szeregu podróży odbytych do krajów Europy i Ameryki. Pragnienie poznawania nowych kultur i „światowe obywatelstwo” widać w jego najnowszej powieści pt. „Ballada o drobnym karciarzu”, w oryginale wydanej w 2014 roku, w Polsce zaś zaprezentowanej czytelnikom pod koniec marca bieżącego roku.
Do sięgnięcia po powieść skusił mnie ciekawy, choć po zakończeniu lektury uważam, iż nawet w połowie nie oddający wspaniałości historii opis, a także tematyka: hazard i obroty wysokimi kwotami na dalekim Wschodzie. W ostatnim czasie czytałam książkę... może nie podobną w bezpośrednim sensie, ale podobną klimatem, mianowicie „Prosto do piekła”, a zaraz potem po raz kolejny obejrzałam „Wilka z Wall Street”. Ponieważ spodobały mi się ostrość, dynamizm i moc obu dzieł, „Ballady o drobnym karciarzu” nie potrafiłam sobie odpuścić.
Nie wiem czemu, ale po przeczytaniu opisu umieszczonego z tyłu okładki spodziewałam się, że powieść będzie kryminałem, a relacja hazardzisty i call girl – to określenie nie pasowało mi zdecydowanie najbardziej – oprze się na tajemnicy lub planach popełnienia zbrodni. Szybko jednak zrozumiałam, że żadnej zbrodni nie ma i nie będzie, a historia w całości opiera się na studiowaniu wnętrza głowy człowieka uzależnionego od gry w kasynie. Ponieważ choroba ta opiera się na powtarzalności i niemożności odmówienia sobie wykonania jakiejś czynności, każdy rozdział opowiadał o tym samym. Teoretycznie. Praktycznie bowiem, dzięki świetnemu warsztatowi Osborne’a i wpleceniu w rzeczywiste wydarzenia mistycznej intrygi, książka posiadła zdolność do wprowadzenia czytelnika na wyższy poziom wtajemniczenia.
Choć chciałabym napisać o fabule więcej, nie mogę. Nie chcę zdradzić żadnego ze szczegółów, których odkrywanie na własną rękę sprawia niesamowitą radość. W „Balladzie o drobnym karciarzu” jest coś takiego, jak w „Magu” Johna Fowlesa. W pewnym momencie zastanawiamy się, co jest prawdą, co grą, a co wymysłem niepewnego bohatera.
Największym plusem powieści jest fakt, iż kończy się w sposób otwarty. Nie możemy poczuć się zawiedzeni, jak to często bywa, gdy cała książką jest dobra, a zakończenie okropne. Osborne zostawia nam możliwość postawienia własnej tezy i wysnucia własnych wniosków. Myślę, że wiele tu zależy od wieku, doświadczeń i sytuacji życiowej. Być może teraz odebrałam „Balladę o drobnym karciarzu” tak, a za kilka lat, gdy do niej wrócę – bo wrócę na pewno – odbiorę ją zupełnie inaczej. Za to wielki szacunek dla autora!
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Lawrence Osborne, Ballada o drobnym karciarzu, Kraków, Znak, 2016
Komentarze