„Bezsilna” – recenzja

Recenzja książki „Bezsilna”.
Krzyk, którego nie da się uciszyć.

Są książki, które się czyta. I są książki, które uderzają – w żołądek, w gardło, w sumienie. „Bezsilna” Piotra Kościelnego należy bez wątpienia do tej drugiej kategorii. To powieść, która nie pozwala zachować komfortowego dystansu. Nie daje chwili wytchnienia. Nie głaszcze po głowie. Zamiast tego chwyta czytelnika za ramiona i zmusza, by patrzył – nawet wtedy, gdy bardzo chce odwrócić wzrok. To jedna z tych historii, po których trudno wrócić do codzienności. Bo coś w środku zostaje poruszone. Coś pęka.

Tytuł „Bezsilna” nie jest ani metaforą, ani literacką ozdobą. To słowo-klucz. Stan. Doświadczenie, które Kościelny rozbiera na czynniki pierwsze, pokazując je w najbardziej bolesnej, obnażonej formie. Bezsilność wobec systemu. Bezsilność wobec przemocy. Bezsilność wobec zła, które bywa bardzo dobrze zakamuflowane.

Komisarz Tomasz Sokołowski po latach pracy we wrocławskiej policji trafia do znacznie spokojniejszej Wschowy. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że w tym małym mieście największym wyzwaniem będą drobne kradzieże i lokalne zatargi. Ten pozorny spokój szybko jednak pęka. Niespodziewane samobójstwo młodej kobiety sprawia, że w miasteczku zaczyna narastać zło i przemoc. Miasteczko mające być oazą spokoju, okazuje się miejscem, gdzie rodzi się dramat. Ja tę powieść nazwałabym „Bezsilni”, bo taki też jest każdy z bohaterów. Bezsilny wobec choroby, bezsilny wobec silniejszego, bezsilny wobec przemocy, bezsilny wobec swoich uczuć.

Postacie stworzone przez Kościelnego nie są bohaterami w klasycznym sensie. To ludzie z krwi, nerwów i blizn – często takich, których nie widać na pierwszy rzut oka. Ich decyzje bywają złe. Ich reakcje – spóźnione. Ich siła – ograniczona. Ale właśnie dzięki temu są tak prawdziwi. Autor z ogromną wrażliwością pokazuje, jak trauma deformuje sposób myślenia, jak strach odbiera głos, jak długo potrafi trwać milczenie, zanim ktoś w ogóle spróbuje je przerwać. Bohaterowie „Bezsilnej” nie zawsze potrafią się bronić, nie zawsze wiedzą, co zrobić. I to boli najbardziej – bo w ich zagubieniu łatwo odnaleźć cząstkę siebie lub kogoś, kogo znamy. To książka, w której cierpienie nie jest tłem, lecz rdzeniem opowieści.

Język Kościelnego jest ostry, momentami niemal reportażowy. Autor nie ucieka w poetyckie metafory, gdy trzeba nazwać przemoc, strach czy upokorzenie. Pisze wprost. Czasem brutalnie. Czasem boleśnie prosto. Dzięki temu „Bezsilna” ma siłę rażenia, której próżno szukać w wygładzonych thrillerach czy kryminałach. Dialogi brzmią naturalnie, emocje nie są tłumaczone – one po prostu są. Czytelnik nie dostaje instrukcji, co powinien czuć. Kościelny ufa, że wystarczy pokazać prawdę, a reszta wydarzy się sama. I ma rację.

To nie jest powieść, po której czuje się satysfakcję. Nie przynosi ukojenia. Nie zamyka wszystkich wątków w bezpieczną klamrę. „Bezsilna” zostawia czytelnika z ciężarem – i robi to świadomie. To książka, która każe zapytać: Gdzie kończy się obojętność? Jak wiele zła dzieje się dlatego, że ktoś był „bezsilny” – albo tylko tak się usprawiedliwiał? Czy naprawdę nie możemy nic zrobić, czy tylko boimy się spróbować?

„Bezsilna” Piotra Kościelnego to mocna, poruszająca, emocjonalnie wyczerpująca powieść, która zostaje z czytelnikiem na długo. To książka trudna, momentami niewygodna, ale potrzebna. Taka, która nie pozwala przejść obok niej obojętnie – ani w trakcie lektury, ani po jej zakończeniu.

Anna Stasiuk

Piotr Kościelny, „Bezsilna”, Czarna Owca, Warszawa, 2025.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat