„Błędnik” – recenzja

Recenzja książki „Błędnik”.
Niektóre powieści są jak wino – im starsze, tym lepiej smakują.

Uwielbiam literaturę, ale ta sklasyfikowana jako „piękna” czy „klasyczna”, zajmuje w moim sercu szczególne miejsce. Panuje jakieś dziwne, społeczne przekonanie, że klasyka; że powieści, które powstały 100, 200 lat temu są niekatulane, nudne, trudne w odbiorze. Krynolina, świece, różaniec i zapach stęchlizny. Czerń i biel. Dla większości klasyka to „Pan Tadeusz”, wiersze Słowackiego i „Nad Niemnem”, a to przecież malutki ułamek tego, co kryje się pod tym pojęciem. Klasyka to Dostojewski, Austen, Prus ; to Szekspir, siostry Brönte, Tołstoj; to Hobbit, Sherlock Holmes, Dracula i trzej Muszkieterowie. To cała plejada autorów i postaci, które na stałe wryły się w ludzką świadomość. Gdy byłam licealistką, też nie potrafiłam docenić smaku niektórych powieści – ta dojrzałość przyszła z czasem. Teraz, gdy przekroczyłam magiczny próg 30 lat, coraz częściej sięgam po tytuły, które swoją premierę miały długo przed moimi narodzinami.

Ostatnio w moje ręce wpadła (a następnie została na dłużej) powieść „Błędnik”, która została wydana w  1872 r. Powieść, mimo że na liczniku ma 150 lat, jest zaskakująco klarowna w odbiorze i zdumiewa swoją ponadczasowością.

Głównymi bohaterami powieści są dwaj bracia – Adam i Karl Andinnian. Starszy – Adam – jest wyraźnie faworyzowany przez matkę, mimo że nie grzeszy pracowitością, a ponadto ma porywczy charakter. Młodszy - Karl – wyróżnia się sumiennością, lojalnością i prawością oraz służy jako porucznik w królewskiej armii. Nie może on liczyć jednak ani na pieniądze, ani na wsparcie swojej matki, która traktuje go jak czarną owcę. Pewnego dnia Adam staje w obronie dziewczyny napastowanej przez niechcianego adoratora. Niestety, sytuacja wymyka się spod kontroli i przeciwnik ginie z rąk starszego Andinniana, który zostaje skazany na dożywocie. Zrozpaczona matka nie może pogodzić się ze stratą i postanawia uwolnić syna z więzienia. Niestety, nie wszystko idzie tak, jak zaplanowano…

Powieść ta znacznie odbiega od książek, które ostatnio czytałam. Z początku ciężko było mi „wejść” w narrację autorki (tak Henry Wood jest kobietą!), niektóre dialogi mnie wręcz śmieszyły, a rozterki bohaterów momentami wydały mi się infantylne. Jednak z biegiem akcji coraz bardziej zatapiałam się w całej historii i czytałam ją z wypiekami na twarzy aż do ostatniej strony. Historia została tak skonstruowana, że nie ma w niej mowy o nudzie. Oczywiście bohaterowie są dość stereotypowi i kontrastowo ze sobą zestawieni – mamy dwóch braci – tego dobrego i złego – nadopiekuńczą matkę, głupiutką Rose czy nieco naiwną Lucy, więc o pogłębionych portretach psychologicznych nie ma tu mowy. Nie ma tu również akcji pędzącej na łeb na szyję czy trzymających w napięciu scen. Czytając tę powieść jednak można poczuć klimat XIX – wiecznej Anglii, poznać panujące wtedy konwenanse no i poznać historię rodziny, która nie potrafi ze sobą rozmawiać.

„Błędnik” to naprawdę doskonała powieść, w której znajdziemy i wątek miłosny, i kryminalny, i przygodowy. W dobie książek po brzegi wypełnionych seksem, bylejakimi bohaterami, trupami – ta jest miłą odskocznią. Poza tym jest naprawdę zaskakująco aktualna… „Ależ pusto w głowie mają te dzisiejsze dziewczyny! Jak tylko pojawi się jakaś niedorzeczność, mkną ku niej jak ćmy do świecy. " Czy trzeba tu coś dodawać? Polecam i życzę miłego czytania!

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Henry Wood, „Błędnik”, Zysk i S-ja, Poznań, 2021.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat