„Blog niecodzienny” – recenzja

Recenzja książki „Blog niecodzienny”.
Po co każdego dnia męczyć się czytaniem blogów, które nie wnoszą do naszego życia niczego cennego? Przecież dobry blog może być również... niecodzienny.

„Niecodzienny” – czy można było znaleźć piękniejsze lub sprytniejsze określenie? To bowiem wskazuje na charakter bloga, którego „niecodzienność” oznacza wymyślność, niezwykłość i elegancję, a jednocześnie podkreśla fakt, iż nowe wpisy nie pojawiają się na nim codziennie. Autorka, Maria Czubaszek, pozostawia sobie bowiem swobodę: raz publikuje kilka tekstów w ciągu doby, drugim razem funduje czytelnikom tydzień przerwy, nazywając go „Tygodniem bez Marii Czubaszek”. I jak tu nie być pod wrażeniem?

Książka „Blog niecodzienny”, która nakładem wydawnictwa Prószyński i S-ka pojawiła się właśnie w księgarniach, jest zbiorem najciekawszych, najśmieszniejszych, ale również najbardziej trafnych blogowych publikacji Marii Czubaszek z lat 2006-2014, czyli od początku powstania bloga, aż do dziś. Czytając je, odnajdziemy lawinę odniesień do polityki – lepiej dla nas, jeśli będziemy znali kontekst przedstawianych przez autorkę wydarzeń, humor w czystej postaci oraz krytyczne spojrzenie na polskie społeczeństwo. Wszystko to napisane zostało wspaniałą poprawną polszczyzną, gdzie niejedno zdanie można odczytać na różne sposoby, jako że Czubaszek zdecydowanie upodobała sobie grę słów.

Początkowo zastanawiałam się, do kogo adresowana jest ta książka. Przecież stali czytelnicy znają owe wpisy na pamięć, niejednokrotnie je komentując i wdając się z autorką w wirtualne dyskusje, osoby nieznające bloga zaś mogą nie być nim zainteresowane. Uczciwie przyznaję, że sięgając po „Blog niecodzienny” należałam do tej drugiej grupy. Naturalnie znałam autorkę i jej poglądy, ale nie miałam pojęcia, że publikuje w Internecie. Najbardziej zaciekawiło mnie więc to, jak ja odbiorę owe „wybrane teksty”, przygotowane na dodatek w formie blogowej, a więc zupełnie innej, niż chociażby gazetowa, na papierze.

Lekki stres i niepewność opuściły mnie już po pierwszych kilku kartkach. Byłam pod wrażeniem nie tyle opisanych przez Czubaszek wydarzeń, szczególnie politycznych, które śledzę tak rzadko, że prawie nigdy, ale jej zdolności posługiwania się słowem. Jak ja uwielbiam ludzi, którzy potrafią pięknie pisać! A autorka „Bloga niecodziennego” zdecydowanie do nich należy. Poza odkryciem nowej fascynacji zrozumiałam również, dla kogo jest ta książka. Odpowiedź brzmi: dla wszystkich. Dla stałych czytelników, którzy teraz będą mogli postawić tę swoistą esencję bloga na swojej półce, dla sporadycznych wizytatorów, którzy dzięki papierowej wersji nadrobią straty, a także dla zupełnie „zielonych” miłośników literatury, którym patrzenie na doskonale ukutą treść mentalnie zrobi dobrze.

Jeśli zatem macie ochotę na literacki orgazm, a ośmiusetstronicowa (!) cegła nie przyprawia was o lęki, powinniście szybko opatulić się w ciepły szalik, zarzucić na barki kurtkę i skierować się do księgarni. Ewentualnie, jeśli naturą przypominacie leniwego i ciepłolubnego kota, książkę możecie zamówić przez Internet. Polityka podana w sosie z dobrego humoru już na was czeka.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Maria Czubaszek, „Blog niecodzienny”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2014



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat