„Bóg liczy łzy kobiet” – recenzja

Recenzja książki „Bóg liczy łzy kobiet”.
Odważna książka, która traktuje o tym, co przemilczała historia. Czy aby na pewno...?

Podana na przodzie okładki informacja: „Prawdziwa historia kobiety zgwałconej przez sowieckiego »oswobodziciela«, która zdecydowała sie [sic!] wbrew wszystkim wychować jego dziecko”, umieszczona na tyle obietnica: „Pierwsza autobiograficzna opowieść ukazująca skrywany przez pół wieku dramat gwałtów Armii Czerwonej na polskich kobietach”, a także poruszający i mocny opis książki – oto trzy elementy, na podstawie których zdecydowałam się sięgnąć po dzieło Małgorzaty Okrafki-Nędzy, w którym spisała historię wyznaną przez jej babcię na łożu śmierci. Byłam ciekawa, jak wypadnie na tle obejrzanego kilka dni wcześniej filmu „Niewinne” oraz innych książek o gwałtach Sowietów, o których w ostatnim czasie opowiedziała mi znajoma.

W dniu, w którym książka „Bóg liczy łzy kobiet” trafiła w moje ręce, po raz pierwszy pomyślałam, że mogłam się pomylić. Jej okładka była, delikatnie mówiąc, przekombinowana i nieatrakcyjna, kiczowata. Trochę powojennych zdjęć, jakaś współczesna dziewczyna słabo udająca załamanie i jej wypielęgnowane paznokcie z doklejonymi kryształkami. „Książki nie ocenia się po okładce” – powiecie. W porządku, macie rację. Z tego powodu otworzyłam ją i przeczytałam parę stron, walcząc z niechęcią, która coraz bardziej we mnie wzbierała. Czcionka użyta w tytule była straszna, a rozmiar tekstu chronił owo wątpliwe dzieło przed zakończeniem się po dziesiątej stronie. Zresztą nie tylko rozmiar czcionki służył sztucznemu wydłużeniu tekstu, bo i opisy autorki. Była jak polski Coelho, siląc się na filozoficzne metafory i opisując piękno błyszczącej w słońcu kropli rosy, która sprawiła, że los ludzki wydał się odrobinę lżejszy. Coś okropnego!

„Bóg liczy łzy kobiet” została opatrzona wstępem Joanny Wieliczki-Szarkowej, w którym krótko i rzeczowo została opisana przemilczana przez historię tragedia gwałconych przez okupantów i oswobodzicieli kobiet, w tym Niemek, Polek i Rosjanek. Wstęp ów był esencją tego, po co sięgnęłam po książkę. Potem niestety było tylko gorzej. Opowieść głównej bohaterki – Pelagii – zajmowała może ćwiartkę objętości książki, podczas gdy reszta składała się z ozdobników. I to „przeozdobionych” ozdobników.

Mojej uwadze nie uszedł również fakt, że zapowiedzi i opis książki nijak mają się do treści. Gwałt Sowietów na kobietach, który miał być głównym motywem, stanowił jedynie wzmiankę. Ponadto książka nie była autobiografią, ale luźną formą biografii. Pelagia nie była „wiele”, ale „kilka” dni gwałcona, a potem nie „udało jej się” wydostać, tylko gwałciciel ją wypuścił. Po urodzeniu córki z kolei wcale nie „szukała rozpaczliwie” mężczyzny, który zastąpiłby jej dawnego ukochanego. Ba, ona w ogóle nikogo nie szukała, za każdym razem spotykała mężczyznę przypadkiem, a wiązała się z nim, bo on o to zabiegał. Nie wiem, jak wydawca mógł dopuścić do takich błędów i przekłamań w opisie. Ostatecznie „Bóg liczy łzy kobiet” jest wyłącznie historią Pelagii, opowieścią o jej życiu. O nieudanych związkach i trudach, jakie musiała znosić, ale nie mają one wiele wspólnego z historycznym kontekstem gwałconych kobiet.

Na koniec jeszcze kilka zdań o posłowiu napisanym przez Kaję Godek. Dla mnie pozostaje ono niezrozumiałe, bulwersujące i niedopuszczalne. W kilkudziesięciu zdaniach Godek podsumowuje historię wszystkich gwałtów dokonanych na świecie, odbierając kobietom prawo do „mordowania” dzieci, czyli przerywania wynikającej z gwałtu ciąży. Na przykładzie jednej Pelagii pokazuje, że ta kobieta, która zdecyduje się urodzić, zostanie bohaterką i będzie jej w życiu łatwiej, natomiast każda, która dokona aborcji, będzie do końca życia tego żałować. Jakim prawem pisze coś takiego? Jakim prawem osadza się w sytuacji każdej zgwałconej kobiety, ignorując przy okazji pozostałe bohaterki książki, które nie chciały donosić ciąży? Zgoda na umieszczenie takiego posłowia w książce tym bardziej przekreśla w moich oczach jej pozytywny odbiór.

„Bóg liczy łzy kobiet” jest tworem idealnie wpasowującym się w katolicko-konserwatywno-prawicową ideologię przedstawianą przez wydawnictwo Fronda, literacko jednak niedomagającym.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Małgorzata Okrafka-Nędza, Bóg liczy łzy kobiet, Warszawa, Fronda, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat