Zawsze, gdy czytam List do Rzymian o obowiązkach chrześcijan, mam tak wiele wątpliwości. Jak mam być życzliwa wobec kogoś, kto właśnie wyrządził mi ogromną przykrość? Jak wspierać, kiedy ma się samemu mnóstwo problemów i tak wiele spraw na głowie? Co oznacza dla mnie czynienie dobra? Jak być gorliwym w pracy, gdy pensja tak mała? Te pytania są w jakimś stopniu zasadne, jednak po przeczytaniu „Bohaterów Auschwitz”, wydały mi się po prostu śmieszne. Zaczęły nachodzić mnie przeróżne przemyślenia. Czy umiałabym oddać życie za kogoś, kogo w zasadzie nie znam? Czy będąc głodną do granic możliwości (a raczej niemożliwości) umiałabym się podzielić z kimś piętką sczerstwiałego chleba? Czy tkwiąc w jakiejś przepaści wypełnionej po brzegi strachem, beznadzieją i żalem miałabym w sobie tyle siły, aby pocieszać innych? Nie sądzę.
O Auschwitz napisano wiele; czasem mam wrażenie, że aż za dużo. Bardzo ciężko jest czasem oddzielić ziarna od plew; w tym gąszczu historii różnej maści znaleźć naprawdę wartościowe pozycje, bez przekłamań, bez lukrowanych opisów; bez wielkiej miłości z komorami gazowymi w tle. I za taką właśnie, godną przeczytania, książkę uważam „Bohaterów Auschwitz”. Dzięki lekturze poznamy bliżej osiem niezwykłych osób, które swoją odwagą, niezłomnością i wiarą pokazali, że dobroć i miłość można nieść nawet wtedy, gdy ciemność zalewa oczy. Poznamy m.in. rotmistrza Witolda Pileckiego, który sam dał się złapać i zamknąć w obozie, aby oficjalnie potwierdzić, że to miejsce masowej zagłady; ojca Maksymiliana Kolbe, który dobrowolnie oddał swoje życie za innego człowieka; Stanisławę Leszczyńską – położną, która odbierała porody w warunkach uwłaczających ludzkiej godności czy Tadeusza „Teddy” Pietrzykowskiego - walczącego na śmierć i życie za siebie i innych z nierównymi przeciwnikami – Niemcami i głodem.
Książka została napisana bardzo konkretnie; oparto ją na świadectwach naocznych świadków; na opowieściach samych bohaterów (niektórzy przeżyli obóz), na dokumentach. Z tego też powodu język jest dość dosadny, jednak nie uważam tego za przywarę, a wręcz przeciwnie – to uwydatnia grozę tamtego miejsca i tamtych dni. Zawsze, gdy czytałam jakąś fabularyzowaną powieść, która miała miejsce w obozie koncentracyjnym, ta „straszność” i „nieludzkość” gdzieś się rozjeżdżała. Tu natomiast wszystko jest do bólu realne, niemal namacalne, a z kolejnych wersów bije przerażająca autentyczność.
Bohaterowie przedstawieni w książce nie byli mi całkowicie obcy. Wiele czytałam na temat rotmistrza Pileckiego (m.in. „Rotmistrza Pileckiego i jego oprawców” Tadeusza Płużańskiego), Stanisławy Leszczyńskiej (m.in. „Położną z Auschwitz”) czy Józefa Bellerta („Lekarz z Auschwitz”) i to, czego się o nich dowiedziałam , nie było dla mnie w żaden sposób szokujące, gdyż informacje te były mi znane. Jestem pewna, że gdybym zetknęła się z tą wiedzą po raz pierwszy, byłaby ona dla mnie co najmniej przerażająca. Mimo to książkę przeczytałam bardzo szybko i z ogromnym zaangażowaniem. Bardzo cieszę się, że trafiła w moje ręce, gdyż za każdym razem, gdy przypominam sobie sylwetki tych bohaterów; godną naśladowania postawę w tych mrocznych czasach, nabieram pokory; trochę inaczej staram się patrzeć na świat i cieszę się, że w gruncie rzeczy mam wszystko, co potrzebne mi do życia.
„Bohaterowie Auschwitz” to naprawdę emocjonująca książka, którą powinien przeczytać każdy. To opowieść o ludziach skrzywdzonych przez los, którzy mimo własnego bagażu cierpienia, potrafili znaleźć w sobie siłę i determinację do niesienia pomocy bliźniemu. To opowieść o ludziach w nieludzkich czasach; o ludziach, którzy „szli wyprostowani wśród tych co na kolanach wśród odwróconych plecami i obalonych w proch”. Serdecznie polecam!
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Teresa Kowalik, Przemysław Słowiński, „Bohaterowie Auschwitz”, Fronda, Warszawa, 2021.
Komentarze