„Całuję. Mama” – recenzja

Recenzja książki „Całuję. Mama”.
„Trzy Siostry” przeniesione do współczesnego Krakowa.

Pierwsza myśl, która pojawiła się po przeczytaniu powieści, brzmiała mniej więcej tak: „ Wypisz, wymaluj Antoni Czechow!”. Uderzające podobieństwo do sztuki rosyjskiego dramaturga wydawało mi się wręcz namacalne. W dramacie z początku XX w. głównymi bohaterkami są Olga, Masza i Irina, które wydają się nie być zdolne do życia we współczesnym świecie. Kobiety nieustannie wracają pamięcią do dawnych czasów, a wspominanie lepszego świata w całości opanowuje ich myśli i uczucia. Podobnie sprawy się mają w powieści Moniki Orłowskiej. Trzy siostry – Beata, Joanna i Paulina przez pięć dni spotykają się w domu swojej zmarłej matki. Tam bez pamięci oddają się porządkowaniu rzeczy po nieboszczce. Codzienne spotkania stają się też okazją, aby powrócić do „kraju lat dziecinnych”.

Wspólnie spędzony czas to nie tylko błogie wspomnienia o PRL-owskich kolejkach, Peweksach, mysim jedzeniu, paczkach zza granicy i wymianie kafelków w łazience, ale także doskonała okazja do… kłótni. Dni w rodzinnym domu uwydatniają różnice między kobietami oraz pogłębiają wzajemną niechęć. Na jaw wychodzą żale sióstr, przyczyny wzajemnych oskarżeń, kompleksy i tłumiony przez lata gniew. Co więcej, rzeczywistość i problemy dręczące bohaterki, nie przychodziły z pomocą. Przeszłość, teraźniejszość i wizja przyszłości stały się zabójczą mieszanką, która uniemożliwiała im jakiekolwiek znalezienie kompromisu. Do czasu.

Po kilku dniach segregowania i przebierania rzeczy, siostry odkryły, że z mieszkania mamy zginęła cenna pamiątka – srebrna cukiernica. Zaczęło się wzajemnie obwinianie o jej brak, co pokazało kolejny problem w ich relacjach rodzinnych – brak zaufania. Dodatkowo tą i tak trudną sytuację, skomplikował tajemniczy telefon od pracownicy hospicjum, który pozwalał przypuszczać, że mama skrywała przed swoimi córkami jakiś sekret… Czy zbliży on rodzinę, czy sprawi, że ta rozsypie się jak sznur zerwanych pereł?

„Całuję. Mama” to w gruncie rzeczy przyjemna, cieplutka jak przyrządzane na parze kluseczki powieść,  która potwierdza, że „z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach”. Z drugiej strony zaś pokazuje, że w chwilach maksymalnego zwątpienia i braku nadziei to właśnie rodzina jest naszą ostatnią deską ratunku.

Książkę czytało mi się bardzo miło i przyjemnie, jednak miejscami była ona, najzwyczajniej w świecie, zbyt nudna. Zegar tykał, rodzinne rozkminy wlekły się niemiłosiernie, a ja czułam jak moja głowa mimowolnie opada na poduszkę… Trochę rozczarowałam się też rodzinną tajemnicą. Myślałam, chyba jak każda tropicielka mocnych wrażeń, że sekret okaże się tym czynnikiem, który sprawi, że powieść zwali mnie z nóg. Nie stało się tak. Rozwiązanie zagadki okazało się dla mnie mało szokującym przeżyciem, ale w sumie… pasującym do polskich realiów. Nie zmienia to faktu, że czułam się odrobinę rozczarowana takim obrotem sprawy.

Mimo kilku mankamentów, uważam, że książka jest naprawdę sympatyczną lekturą, która umili nam zimowe wieczory.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Monika Orłowska, „Całuję. Mama”, wyd. Replika, Zakrzewo, 2015 r



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat