„Ciągle za mało stary” – recenzja

Recenzja książki „Ciągle za mało stary”.
„Trzeba słuchać, nie słyszeć. Czasu wiele nie ma”

„Wszystko jest poezją”. Poznajecie ten cytat? Chyba każdy go zna. Poezja to wnętrze naszego serca i dno duszy. To surowa plejada gór zanurzona w porannej mgle, uśmiech dziecka, szum potoku, metaliczny posmak kluczy. Poezja pomaga zrozumieć widzialny i niewidzialny świat, uwalnia człowieka od postrzegania i czucia w ograniczony sposób oraz mówi o tym, o czym milczy życie. Dla każdego z nas poezja ma swój własny i niepowtarzalny koloryt, dlatego opis tego tomiku potraktuję nie jako hobby, nie jako pracę, ale jako osobiste zwierzenie.

„Ciągle za mało stary” - to zbiór niepublikowanych dotąd wierszy jednego z najbardziej cenionych przeze mnie polskich poetów – Ernesta Brylla. Został on wydany z okazji  80-tych urodzin tej zasłużonej dla polskiej literatury postaci.

Już na pierwszy rzut oka książka zachwyca oprawą graficzną stylizowaną na stary pamiętnik z burzliwych czasów międzywojnia lub na dotkniętą zębem czasu papeterię przeznaczoną do zapisków miłosnych wyznań. Zawarte w niej wiersze zostały podzielone na cztery rozdziały: „Ktoś potargał korale”, „Prawie nie potrafimy kochać”, „Roraty” i „Szara godzina”. Mimo, że rysunkiem przewodnim tomiku jest klucz, to ciężko mi znaleźć takowy, według którego ułożono poszczególne utwory.

Bryll na kartach tej niezwykłej książki tworzy swój intymny, poetycki mikroświat człowieka. Jego naszkicowany portret nie jest bez skazy, a wręcz przeciwnie - posiada wszystkie ograniczenia, bolączki i pragnienia, które niesie za sobą człowieczeństwo. Autor raz po raz stara się rozwikłać problemy, które dręczą ludzkość od zarania dziejów; zadaje pytania o sens cierpienia i naszej ludzkiej egzystencji. „Ktoś porąbał drogowskazy”, „ W zapomnianym/ Żyjemy./ Bo miła nam ciemność”, „Zmykamy w zdrady, otępienia”. To my, pogrążeni w pysze, niechceniu, bez barier i bez uczuć jesteśmy winni takiego stanu rzeczy. Poeta z każdym wersem stara się nam uzmysłowić, że bez zmiany siebie, nie zmienimy innych; że jeśli zaniedbamy to, co duchowe spowodujemy nieodwracalne zmiany w świecie, na który tak przecież narzekamy.

Mimo ogromu bólu i cierpienia, poeta znajduje remedia na palące problemy ludzkości, a łagodne słowa niczym balsam wciera w zbolałą duszę czytelnika. Pokazuje nam wiele sytuacji z codziennego życia, których nie dostrzegamy, ponieważ uważamy je za mało istotne. Modlitwa, gwiazdy na niebie, cichutki szum wiatru, radość z obecności drugiego człowieka mogą przynieść nam ocalenie, kiedy nadejdzie „Szara godzina”.

Wiele wierszy jest poświęconych Bogu oraz szeroko pojętej tematyce patriotycznej. Bryll traktuje Boga jak prawdziwego ojca, powiernika ludzkich śmiesznostek, kogoś kto kocha „pomimo” nie „za”.  Poeta stara się kroczyć jego ścieżką, gdyż wie „że dzień powszedni czeka na niego w Nadziei”.

Tomik uważam za kwintesencję twórczości poety. Nie wiem czemu, ale szukając adekwatnego określania, które obejmowałoby całą książkę, przyszły mi na myśl perły i opowieść o małżu. Małż, do którego wpadnie piasek, traktuje go jako coś obcego i stara się pozbyć ze swojego wnętrza. Jednak kiedy okazuje się to niemożliwe, owija piasek kokonem, który następnie przekształca w perły. I taką właśnie perłą jest jego poezja. Nie tylko zdobi, nie tylko pięknie się prezentuje, ale przede wszystkim powstaje z ziarnka uwierającego piasku otoczonego wielką miłością. Do literatury, do sztuki, do człowieka.

Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)

Ernest Bryll, „Ciągle za mało stary”, wyd. Zysk i S-ka, Poznań, 2015 r



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat