Joanna Jax jest jedną z moich ukochanych pisarek. Pokochałam jej pióro od debiutu – „Piętna von Becków” – a następnie praktycznie każdą jej powieść czytałam z zapartym tchem, zapasem chusteczek i rozpaloną do czerwoności wyobraźnią. Pokochałam sagę „Zanim nadejdzie jutro”, jeszcze bardziej „Sagę Wołyńską” („Głód”, „Wojna”, „Exodus”) i dziwię się, że jeszcze żaden reżyser nie dostrzegł ogromnego potencjału tych powieści.
„Czas zapomnienia. O północy w Berlinie” to nowość od wydawnictwa Skarpa Warszawska. Powojenny Berlin, niewyjaśnione tajemnice, tancerka łamiąca serce – opis na okładce brzmiał niesłychanie zachęcająco. Jest 1947 r. Powojenny Berlin podzielony na strefy okupacyjne nie jest najlepszym miejscem do życia. Grabieże, mieszkanie w piwnicach, hodowanie ziemniaków na skwerach obok upadłych pomników dawnych wodzów, bieda i wzajemna podejrzliwość są na porządku dziennym. Właśnie tam zatrzymała się bohaterka, Ann – Katrin, która uciekła do Berlina przed…no właśnie przed czym? Przed kimś? Przed przeszłością? Dziewczyna czeka z utęsknieniem na wiadomość od znajomego lekarza. Jednak gdy przychodzi w umówione miejsce, okazuje się, że doktor padł ofiarą morderstwa. Wkrótce okazuje się, że nie jest jedynym przypadkiem…Wszystkie ofiary łączy zdjęcie oraz Kair. Co się kiedyś wydarzyło? Kto stoi za brutalnymi morderstwami w Berlinie?
Styl pisania pani Joanny znam doskonale. Pisarka z ogromną lekkością wplata losy fikcyjnych postaci w historię. Jest w tej powieści wszystko to, co u Joanny Jax znane i lubiane. Mimo wszystko w moim odczuciu książka napisana jest chaotycznie. Mamy mnóstwo zmian miejsc, zmian czasów, bohaterów, więc trzeba się bardzo pilnować, aby w gąszczu tych wątków się nie pogubić. Dodatkowo kompletnie nie rozumiem relacji Ann – Katrin i byłego oficera brytyjskiego wywiadu. Czy oni się kochają, czy nienawidzą? A może jedno i drugie?
Pani Joanna umie w swoich powieściach pięknie zrównoważyć wątki historyczne i obyczajowe. Tutaj chciała wprowadzić coś nowego, ale chyba nie do końca się to udało, bo ten dodatkowy wątek kryminalny okazał się tym woreczkiem, który okazał się za ciężki do udźwignięcia w tej konkretnej fabule. Mam też wrażenie, że za dużo tu gospodarki, polityki, gdybania.
Ostatnim zastrzeżeniem jest sposób wydania tej książki. Tu literówka pogania literówkę, a błąd siedzi na błędzie! Naprawdę nie jestem językowym świrem, sama też błędy popełniam, ale skoro mi już zaczęły przeszkadzać w odbiorze książki, to oznacza, że było ich bardzo dużo. Za dużo.
„Czas zapomnienia. O północy w Berlinie” to książka zaledwie poprawna przy innych, zniewalających powieściach Joanny Jax. Poczułam się po prostu rozczarowana. Tak jakbym poszła do ulubionej restauracji na najlepszego w mieście steka, a zamiast tego dostała gulasz z wątróbek. No niby to też mięso, ale…. Cóż. Książka nie spodobała mi się w ogóle. Na razie sięgam do kieszeni po żółtą kartkę i mam nadzieję, że kontynuacja tej powieści okaże się dużo lepsza.
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Joanna Jax, „Czas zapomnienia. O północy w Berlinie”, Skarpa Warszawska, Warszawa, 2024.
Komentarze