Czas przeszły zawsze będzie czasem niedoskonałym. W minionym życiu każdego z nas istnieje coś, co chcielibyśmy zmienić, zrobić inaczej. Ileż razy słyszę: „Gdybym mógł cofnąć czas…”; ileż razy myślę, że jeżeli miałabym szansę przeżyć życie jeszcze raz, wszystko rozegrałabym zupełnie inaczej. Nie te studia, nie ta praca, nie to miejsce.
Wydawałoby się, że Damianowi Baxterowi tego typu rozterki są obce. Osiągnął chyba wszystko. Jest bajecznie bogaty, mieszka w pięknym domu i może spełniać każdą swoją zachciankę. Mimo, że nigdy nie należał do arystokracji, daleko było mu do parweniusza. Potrafił odnaleźć się w każdym towarzystwie. „W obejściu bywał rozluźniony i beztroski, ale nigdy bezczelny albo butny”. Nic zatem dziwnego, że wysoko postawione dziewczęta chętnie zapraszały go do swoich łóżek. On jednak nie zagrzał miejsca u żadnej z nich na dłużej – ożenił się dopiero przed czterdziestką.
I wtedy spadł na niego deszcz klęsk. Małżeństwo skończyło się szybciej niż zaczęło. Okazało się, że jest bezpłodny. Ostateczny cios zadała mu wiadomość o rychłej śmierci. Damian umiera i cały czas dręczy go pytanie: czy pozostawił po sobie dziedzica? Kogoś, kto mógłby przejąć po nim całą schedę?
Poszukiwania, w które angażuje swojego kolegę, cofają nas do barwnych lat sześćdziesiątych – do niezwykłego Londynu o wielu obliczach, do wystawnych przyjęć i do balów, na których brylowały piękne dziewczęta w długich sukniach. Do świata, po którym dziś zostało tylko wspomnienie.
Po przeczytaniu tej powieści mam dość mieszane uczucia. Fabuła wydaje się być dość banalna. Ot, cwaniaczek i podrywacz jakich wielu, za młodu rozsiewał spermę, gdzie popadło, a na starość zbiera żniwa swoich czynów. Dopiero, kiedy otrzymuje list, a śmierć zagląda mu w oczy, puka się w czoło i przypomina sobie, że rzeczywiście może mieć dziecko. Co prawda nie wie z kim, nie wie gdzie, no ale od czego są pieniądze i znajomości? Bohater pokroju Damiana – wyrachowany, ukrywający swoją podłość pod maską życzliwości i tapetą wdzięku, nie wzbudził ani mojej sympatii, ani litości.
Jednak „Czas przeszły niedoskonały” to nie tylko losy Damiana Baxtera, ale przede wszystkim imponujący fresk społeczny, portret arystokracji – ówczesnego targowiska próżności opartego na zakłamaniu i anachronicznych zasadach. To środowisko, gdzie blichtr i wysokie urodzenie wynagradza każdą podłość, a debiuty młodych panienek z dobrych domów sprowadzają się do polowań na męża z odpowiednim statusem i majątkiem. Nic zatem dziwnego, że trzymane w złotej klatce dziewczęta, dawały się zwieść Damianowi. Był on dla nich namiastką upragnionej wolności i swobody.
O ile sama fabuła nie powaliła mnie na kolana, to sposób narracji – owszem. Narrator, który jest pisarzem poszukującym potomka umierającego Baxtera, snuje swoją opowieść jak rasowy gawędziarz. Ma w sobie to „coś” – błyskotliwość i elegancję w wyrażaniu myśli. Pozwala sobie na dygresję, ale robi to na tyle umiejętnie, aby nie stracić z oczu głównego wątku. W jego opowieści można z jednej strony wyczuć nutkę nostalgii i tęsknoty za czasem, który bezpowrotnie minął, a z drugiej – sarkazm i pewną krnąbrność w ocenie środowiska, w którym sam się obracał.
„Czas przeszły niedoskonały” mimo fabuły, która nie przypadła mi do gustu jest powieścią, która stanowi niezbity dowód, że jej autor jest człowiekiem naprawdę wielkiego talentu. Polecam.
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Julian Fellowes, „Czas przeszły niedoskonały”, wyd. Marginesy, Warszawa, 2017 r.
Komentarze