Saga o Alvinie Stwórcy to sześć tomów powieści, dwa opowiadania i jedna książka w zapowiedzi. „Siódmy syn” – pierwsza jej część – została wydana w roku 1987, przetłumaczona na język polski zaś w 1993. Kolejne tomy ukazywały się w Polsce co kilka lat, aż do roku 2004. Potem nastąpiła przerwa, w której Orson Scott Card – autor – pracował nad innymi tematami, ponieważ jest on znany z podzielności uwagi i umiejętności godzenia, uczestniczenia w kilku światach jednocześnie.
O sadze znów zrobiło się głośno, a wszystko za sprawą wydawnictwa Prószyński i S-ka, które wzięło się za odnawianie starych dzieł Carda. Najpierw zmianie uległy okładki sagi o Enderze, którą kocham całym sercem, później pokrewnej sagi Cienia, teraz zaś ze świata sci-fi i dalekiego kosmosu przenieśliśmy się do historii. Obserwujemy stare dzieje, alternatywne zdarzenia, walkę Białego i Czerwonego człowieka o zieloną krainę.
Kiedy sięgnęłam po „Siódmego syna”, po tak wielu przeczytanych powieściach sci-fi Carda, trudno było mi się przestawić na fantasy. Opowieść była interesująca, ale nie bardziej od tej ukazanej w sadze kosmicznej. I zdecydowanie nie podobało mi się zakończenie. Historia urwała się jakby w połowie, a ja nie wiedziałam, ile przyjdzie mi czekać na kolejny tom. Byłam poirytowana, bo pierwsza część przypominała tylko trochę bardziej rozbudowane opowiadanie.
Na szczęście na kolejną część – „Czerwonego Proroka” – nie musiałam długo czekać. Jego okładka była piękna i zdecydowanie pasuje do mojej Cardowej kolekcji (po raz kolejny brawa dla Dariusza Kocurka). Pierwsze rozdziały wprowadziły do historii wielu nowych bohaterów, w tym Napoleona obdarzonego tajemnymi mocami i dwóch indiańskich braci, których decyzje stanowiły oś opowieści. Głównym bohaterem pozostał oczywiście Alvin.
Nie spodziewałam się, że „Czerwony Prorok” tak mnie wciągnie. Ponieważ parę miesięcy wcześniej uznałam, że wolę Carda w wariancie sci-fi, wątpiłam, czy w ogóle warto sięgać po kolejne tomy sagi fantasy i ochłodzić swój stosunek do uwielbianego autora. Tak się jednak złożyło, że książka wpadła mi w ręce sama. I bardzo dobrze. Dzięki niej odkryłam, że Card sprawdza się dobrze w obu wersjach – i kosmicznej, i magicznej.
Obecnie z niecierpliwością czekam na tom trzeci. Wiem, że teraz skolekcjonuję całą sagę wzbogaconą o nowe okładki nie po to, by ją mieć i „bo głupio przerwać, jak już się przeczytało dwie”, ale dlatego, że historia niezwykłego chłopca naprawdę mnie interesuje.
Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)
Orson Scott Card, Czerwony Prorok, Warszawa, Prószyński i S-ka, 2016
Komentarze