To sztuka, która udaje flirt, by po chwili zaprosić widza na rozmowę o sprawach najdelikatniejszych, najbardziej intymnych, takich, których zwykle nie wypowiada się przy stole na głos.
Opowieść koncentruje się wokół Jacques’a – enigmatycznego właściciela winiarni, który swoje życie zamknął szczelnie jak dobrze zakorkowaną butelkę. Jego uporządkowany świat zostaje nagle napowietrzony przez Hortense – nieokiełznaną aktywistkę spragnioną intensywnych doznań i emocjonalnych fermentów. Ona szuka smaku przygody, on marzy wyłącznie o ciszy i przewidywalności. Miłość? Wydaje się absolutnie poza kartą dań. Równowagę burzy pojawienie się Steve’a – młodego buntownika o energii przypominającej wstrząśnięte prosecco. To właśnie on uruchamia lawinę nieoczekiwanych zdarzeń, które zmuszają bohaterów do konfrontacji z własnymi lękami, pragnieniami i nadziejami. Tak rozpoczyna się szalona degustacja emocji: od wytrawnego humoru, przez ciepłe, nieoczywiste uczucie, aż po zaskakujące zwroty akcji.
Główny bohater, Jacques, w interpretacji Tomasza Schimscheinera jest jak dobrze dobrane wino: pozornie klasyczny, lecz z nutą nieoczekiwanej ostrości. Aktor buduje postać mężczyzny rozdartego między ambicją a bezradnością, między potrzebą kontroli a lękiem przed porażką. Jego Jacques jest ironiczny, momentami rubaszny, ale pod tą maską kryje się kruchość, która wybrzmiewa najmocniej w ciszy – w zawieszeniu gestu, w spojrzeniu, które nagle traci pewność siebie.
Hortense, grana przez Katarzynę Glinkę, to kobieta, która wchodzi na scenę jak zapach perfum: wyczuwalna, zdecydowana, ale nieoczywista. Aktorka bardzo precyzyjnie balansuje między komediowym nerwem a dramatycznym ciężarem postaci. Jej bohaterka jest jak porcelanowa filiżanka z pęknięciem – piękna, elegancka, lecz gotowa rozsypać się przy najmniejszym wstrząsie. Szczególnie poruszające są momenty, w których ważne tematy nie są wypowiadane wprost, a jedynie pulsują pod skórą dialogów.
Steve w wykonaniu Jana Butruka wnosi do spektaklu energię i rytm. To postać pozornie drugoplanowa, a jednak niezwykle istotna dla dramaturgii – niczym przyprawa, która zmienia smak całej potrawy. Butruk gra lekko, naturalnie, z dużym wyczuciem komizmu sytuacyjnego, ale potrafi też w jednej chwili zmienić ton na bardziej gorzki, pokazując cenę niespełnionych marzeń.
Andrzej Grabarczyk jako dr Milmont jest mistrzem precyzji. Aktor unika patosu, zamiast tego oferując spokojną, rzeczową obecność. Dzięki temu temat medycyny i dbania o swoje zdrowie nie staje się wykładem, lecz ludzką opowieścią o pragnieniu życia.
Guillaume grany przez Jacka Łuczaka pełni rolę katalizatora emocji. To bohater, który wprowadza do świata „Degustacji” nutę absurdu i dystansu, pozwalając widzowi złapać oddech. Łuczak z dużą swobodą porusza się między humorem a refleksją, tworząc postać barwną, ale nieprzerysowaną.
Reżyseria Jakuba Przebindowskiego prowadzi spektakl pewną ręką – jak sommelier, który wie, kiedy pozwolić winu oddychać, a kiedy dolać kolejny kieliszek. Tempo jest dobrze wyważone, a muzyka – również jego autorstwa – subtelnie podkreśla emocje, nigdy ich nie narzucając. Dźwięki są jak tło rozmowy w restauracji: obecne, lecz nienachalne.
„Degustacja” porusza trudne tematy i niespełnione ambicje. Robi to jednak bez moralizowania, z czułością i humorem. To spektakl o marzeniach, które czasem trzeba przeformułować, o żałobie, która nie krzyczy, i o nadziei, która – jak dobre wino – potrzebuje czasu, by dojrzeć. Wychodząc z teatru, widz nie dostaje gotowych odpowiedzi, ale coś cenniejszego: pytania, które chce zabrać ze sobą do domu.
Joanna Sieg-Ulanowicz
Jakub Przebindowski, „Degustacja”, styczeń 2026, Teatr Kwadrat w Warszawie.