Fabuła jest pozornie prosta: oto para z siedmioletnim stażem wpada na tytułowy „genialny” plan, który ma ożywić związek i dodać życiu rumieńców. Problem w tym, że każdy z bohaterów inaczej rozumie słowo „ożywić”. Zamiast romantycznej iskry dostajemy lawinę nieporozumień, przebieranek i improwizowanych historii, które trzeba podtrzymywać przy życiu kolejnymi, coraz bardziej absurdalnymi wyjaśnieniami. Spektakl opowiada więc o kryzysie w relacjach, o tęsknocie za ekscytacją i o tym, że prawda, choć mniej efektowna, bywa jednak wygodniejsza niż najbardziej finezyjne kłamstwo.
Największą siłą przedstawienia jest tempo. Dialogi są ostre jak brzytwa, riposty padają szybciej, niż widz zdąży pomyśleć „to się nie może udać”, a drzwi trzaskają z częstotliwością godną farsy najwyższej próby. Reżyser wyraźnie zaufał tekstowi i aktorom, dzięki czemu humor nie jest wymuszony – on po prostu wynika z sytuacji.
Wojciech Brzeziński w potrójnej roli Cedrica/Thomasa/Julesa daje popis aktorskiej ekwilibrystyki. Zmiany postaci są tak płynne, że chwilami można odnieść wrażenie, iż na scenie występuje trzech różnych aktorów: różniących się nie tylko głosem i gestem, ale też tempem myślenia. Jego Cedric jest pewny siebie do granic samozachwytu, Thomas nieco zagubiony, a Jules uroczo nieporadny. Brzeziński bawi się konwencją, mruga do widowni i ani na moment nie traci kontroli nad tym scenicznym chaosem.
Paulina Chapko jako Marion tworzy postać z krwi i kości. Kobietę rozdwojoną między rozsądkiem a pragnieniem przygody. Jej komediowy timing działa bez zarzutu, a każda mina i każdy przewrócony oczami komentarz trafiają w punkt. Chapko potrafi w jednej scenie być zmysłowa, w kolejnej bezradna, a za chwilę absolutnie zdeterminowana, by doprowadzić swój plan do końca, nawet jeśli plan właśnie rozsypuje się jak domek z kart.
Jacek Bończyk w roli Arnauda wnosi do spektaklu elegancki dystans i lekko ironiczny ton. Jego bohater wydaje się najbardziej racjonalny z całej czwórki, co oczywiście czyni go idealnym kandydatem do wpadnięcia w sam środek absurdu. Bończyk z wyczuciem buduje napięcie między powagą a komizmem, a jego reakcje na kolejne rewelacje wywołują salwy śmiechu.
Joanna Jeżewska jako Catherine to z kolei mistrzyni scenicznej precyzji. Jej bohaterka jest czujna, bystra i nie daje się łatwo zbyć półprawdami. Jeżewska gra spojrzeniem. Jedno uniesienie brwi wystarcza, by publiczność zrozumiała, że ktoś właśnie wkroczył na bardzo cienki lód. Jej obecność nadaje całej intrydze dodatkowego smaku.
Scenografia jest funkcjonalna i sprzyja dynamicznym wejściom oraz wyjściom, a kostiumy subtelnie podkreślają cechy postaci. Wszystko podporządkowane jest rytmowi farsy – tu nie ma miejsca na przestoje. Każda minuta pracuje na kolejną puentę.
„Genialny pomysł” to komedia, która nie udaje niczego więcej, niż jest: inteligentną rozrywką na wysokim poziomie. A jednak pod warstwą żartów kryje się całkiem serio pytanie: czy w związku naprawdę potrzebujemy fajerwerków, czy raczej szczerości? Spektakl nie moralizuje, lecz z wdziękiem pokazuje, że najbardziej genialne rozwiązania bywają najprostsze. A jeśli przy okazji można się pośmiać do łez to tym lepiej.
Joanna Sieg-Ulanowicz
Wojciech Adamczyk, „Genialny pomysł”, Teatr Capitol, Warszawa, 2026.
Komentarze