„Deszczowa Pani” – recenzja

Recenzja książki „Deszczowa Pani”.
Krótka opowieść o Kobiecie, klatka z życia, kartka z pamiętnika - jak kto woli. Oto, czym jest „Deszczowa Pani” Anny Szałwoni.

Czy wszystko w życiu kobiety kręci się dookoła miłości? Chciałoby się powiedzieć, że nie. Jest jeszcze przecież praca, nauka, samorozwój, są bliscy, znajomi, sąsiedzi... ale gdyby tak spisać każdy swój dzień, szczerze odnotować nawet najkrótszą i najbardziej błahą myśl, okazuje się, że życie Kobiety - postaci będącej przedstawicielką każdej z nas - rzeczywiście w dużym stopniu opiera się o poczucie bycia kochaną, o potrzebę wsparcia ze strony drugiej połówki, o samą jej obecność u naszego boku. Bohaterka Szałwoni ma bowiem wszystko, co Kobiecie do szczęścia potrzebne - rodzinę, w tym wypadku dzieci, lubianą pracę, przyjaciół, własny kąt, a do tego odnosi ona sukcesy, czuje się pewna siebie i... poszukuje. Cokolwiek robi, wciąż wypatruje kogoś, z kim mogłaby to szczęśliwe życie dzielić. Zarejestrowała się na portalu randkowym, by wymieniać z nowo poznanymi mężczyznami e-maile, sms-y, prowadzić krótkie rozmowy, a nawet spotykać się z nimi w rzeczywistości. To z kolei stało się punktem wyjścia do dalszych rozważań.

Koncepcja książki oparta jest na przekazaniu czytelniczkom wycinka z rzeczywistości. Przybiera ona formę pamiętnika, w którym rozdziały dzielą się na przemyślenia bohaterki, zapiski jej rozmów telefonicznych i sms-ów oraz wiernie oddane wiadomości z czatów na owym portalu randkowym, który wprowadził do jej życia pewien zamęt. W opisie przeczytać możemy, że „nie jest jednak powieścią wyłącznie dla pań”. Moim zdaniem jest. Klimat, w jakim została napisana, zdecydowanie nie przemówi do mężczyzn. Chyba, że sięgną po nią, by znaleźć „instrukcję obsługi” Kobiety, nie zaś po to, by poznać samych siebie. Ponadto historia, którą możemy w „Deszczowej Pani” przeczytać, w zasadzie historią wcale nie jest. Nie ma ani początku, ani końca. To tylko fragment życia, przyciętego w dowolnych momentach, by można go było zamknąć w formie książki. Papier wymaga bowiem i jakiegoś startu, i zakończenia. Możemy się jednak domyślać, że zarówno wcześniej, jak i później, bohaterka nadal wiedzie swoje zakręcone życie, oparte na miłości, czy też jej poszukiwaniu.

Z racji swych rozmiarów, książkę czyta się bardzo szybko. Wciąga, bo jest opowieścią, którą mogłaby napisać każda z nas. To luźne, optymistyczne refleksje na temat codzienności. Sięgając po nią, na kilka chwil wchodzimy z własnymi butami do czyjegoś świata, mogąc porównać go z własnym. „O, też tak mam!”, „o, też tam byłam!”, „o, ja też bym tak chciała!”. Bo w gruncie rzeczy, pomimo różnych charakterów, sytuacji życiowych, zajmowanych stanowisk, zarabianych pieniędzy i planów na przyszłość, gdzieś tam u podstaw wszystkie jesteśmy takie same. I wszystkie potrzebujemy kogoś, kto by nas wspierał. Drugą zaś rzeczą, która ma szansę przyciągnąć nas do powieści, jest przepiękna okładka projektu Wojciecha Żulińskiego, którą określę jako „esencję kobiecości” i wyraz „kobiecego ducha”. Jeśli więc brak wam drugiej połówki, chcecie poczuć, że nie jesteście w swych poszukiwaniach - czegokolwiek! - same, albo po prostu macie ochotę oprawić sobie w ramkę coś ładnego, śmiało sięgajcie po „Deszczową Panią” Anny Szałwoni. Szybko rozwieje ciemne, deszczowe chmury na waszym błękitnym niebie i pomoże spojrzeć na jutro z optymizmem.

Olga Kublik
(olga.kublik@dlalejdis.pl)

Anna Szałwoni, „Deszczowa Pani”, Warszawa, Warszawska Firma Wydawnicza, 2014.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat