„Nigdy nie zostanę zasraną kurą domową” – powiedziałam kiedyś do mamy, polerując panele przed Bożym Narodzeniem. Pot ściekał mi z twarzy, a moje ręce były pomarszczone jak rodzynki. „A co ty, może jeszcze mi powiesz, że nie ugotujesz mężowi obiadu?” – zapytała mama. „Oczywiście, że nie. Tak rozkręcę swoją karierę, że będzie mnie stać na codzienne jadanie w restauracjach. Poza tym nie chcę mieć męża.” – odparłam oburzona.
Z uśmiechem wracam do tamtych chwil, w których byłam głupią i totalnie oderwaną od życia nastolatką. Dziś pracuję zawodowo, sprzątam, gotuję (i to całkiem nieźle), a co najważniejsze – za dwa miesiące wychodzę za mąż. Jestem zadowolona ze swojego życia. Z jednej strony zarabiam pieniądze i posiadam pełną należność finansową, a z drugiej - spełniam się w roli pani domu i zadowolonej narzeczonej. Uważam, że mam wyjątkowe szczęście.
Takiego szczęścia jak ja nie miały siostry Callaghan. Chociaż kobiety były do siebie bardzo podobne, różniło je wszystko inne. Sam prowadziła życie prawdziwej celebrytki i spełnionej pisarki. Dnie spędzała na bankietach i spotkaniach z fanami. Sporo zarabiała, dlatego też stać ją było na mieszkanie w londyńskim apartamencie. Miała narzeczonego, ale za każdym razem odrzucała jego oświadczyny, gdyż nie potrafiła odnaleźć się w swoich uczuciach. Z kolei jej siostra Eve prowadziła tryb życia typowej gospodyni - zajmowała się domem i dziećmi. Miała również partnera Liama, który mimo wielu lat spędzonych razem z nią, nie spieszył się oświadczynami. Ponieważ tryb życia kobiet diametralnie się od siebie różnił, siostry postanowiły przeprowadzić mały eksperyment i na kilka dni zamienić się miejscami. Co z tego wynikło? Dowiesz się ostatnia. A właściwie na ostatnich stronach, gdyż autorka bardzo skrzętnie skrywa całą tajemnicę. Tytuł przecież nie wziął się znikąd.
Powieść Melissy Hill jest dość typową, aczkolwiek niezwykle poruszającą obyczajówką dla kobiet. Znajdziemy tu problemy, które w jakimś stopniu dotyczą każdej z nas: trudne relacje damsko – męskie, wychowywanie dzieci, niemożność pogodzenia obowiązków z własnymi marzeniami, niespełnione uczucia. Książka wciąga od pierwszej strony i nie pozwala o sobie zapomnieć..
„Dowiesz się ostatnia” to powieść o wielu odcieniach czerni, bieli i szarości. Przedstawia dość skomplikowana historię, która mimo wielowarstwowości ma swoją logikę i jasny cel, do którego zmierza. Melissa Hill ma niezwykłą lekkość wyrażania myśli, przelewania na papier emocji swoich bohaterów. Akcję prowadzi bardzo sprawnie – mogłabym powiedzieć, że ta sztuka udała jej się aż za dobrze, gdyż takiego finału, jaki zafundowała swoim czytelniczkom naprawdę się nie spodziewałam. Gorąco polecam na romantyczne wakacje!
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Melissa Hill, „Dowiesz się ostatnia”, wyd. Prószyński i S-ka, Warszawa, 2017 r.
Komentarze