Książka ta nie była moim pierwszym spotkaniem z autorką, Izą Pietrzyk. Czytałam dwie komedie, który wyszły spod jej pióra, a mianowicie „Histerie rodzinne” oraz „Babskie gadanie”, których efekt był podobny – za każdym razem musiałam pędzić do łazienki, aby nie popuścić w majtki ze śmiechu. Tego samego spodziewałam się po „Drobnych grzeszkach”. I powiem (a raczej napiszę) szczerze, że moje oczekiwania zostały spełnione, ale tylko częściowo. Owszem, powieść jest zabawna, mnóstwo w niej sytuacji rodem z komedii, jednak są też elementy poważniejsze, zmuszające do zatrzymania się i refleksji. Nie znaczy to, że uważam ją za złą. Wręcz przeciwnie!
Głównymi bohaterkami powieści są Basia (matka) oraz Sandra zwana Zaderką (córka). Kobiety żyją sobie w Szczecinie, w którym Basia prowadzi salon fryzjerski, a Sandra poszukuje swojej ścieżki życiowej. Okazuje się, że wrodzony talent do prześwietlania ludzkich umysłów oraz dyplom znanej uczelni to za mało, aby zagrzać gdzieś miejsce na szczecińskim rynku pracy. Koniec końców Sandra dostaje pracę w jednym ze sklepów znanej marki odzieżowej i, co więcej, za namową mamy, postanawia z tym sklepem związać swoją karierę zawodową. Pech w tym, że na drodze do szczęścia stoi niejaki menago – wyjątkowo obleśny i despotyczny typ – którego trzeba będzie w dyskretny sposób usunąć…
Jednak sprawy zawodowe to jedno, a życie prywatne… cóż leży i kwiczy. Sandra w miłości po prostu nie ma szczęścia. „Ledwo łzy obeschły po siłownioholiku, co to wolał hantle od dziewczyny, pojawił się następny (…) Po nim nastał związkofil (…). Po związkofilu natrafiła na związkofoba (…). Dalszą sekwencję nieszczęść stanowili: syn marnotrawny, hazardzista, dusigrosz, pracoholik, zazdrośnik, mamisynek i na koniec topielec ginący w odmętach życia”. Oczywiście ten stan też nie trwa wiecznie i Sandra, rzecz jasna, znajdzie swój ideał. Co prawda będzie miał on jeden „mały” defekt, ale upartej dziewczyny z raz obranej trasy nie zawrócisz!
„Drobne grzeszki” to nie tylko kawał fajnej komedii, ale też kawał ciepłej opowieści o wzajemnej miłości matki i córki; o życiowych dylematach i niełatwych decyzjach. Mnie Izabela Pietrzyk tą książką oczarowała, chociaż została ona utrzymana w nieco innym tonie niż pozostałe pozycje autorki. Humor, jak wspomniałam, jest, jednak nie dominuje on opowieści autorki, a w doskonały sposób ją uzupełnia; a wręcz – uwypukla kwestie, na które autorka chce zwrócić naszą uwagę.
Polecam „Drobne grzeszki” każdej z was, bo… któż ich nie ma na swoim sumieniu?
Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)
Izabela Pietrzyk, „Drobne grzeszki”, Prószyński i S-ka, Warszawa, 2020
Komentarze