Czy zastanawialiście się kiedyś jak wygląda droga na tamten świat? Może wygląda jak ciemny tunel, na końcu którego widać światło? A może to wielka, nieznana otchłań oświetlona gwiazdami – taka jak w piosence Dżemu?
Nasz świat jest do bólu realny. Twardo stąpamy po ziemi. Postrzegamy go w sposób empiryczny i nie mamy ani czasu, ani ochoty na jakieś kosmiczne bajania. Mam wrażenie, że wszystko to, co niewyjaśnione staramy się za wszelką cenę w racjonalny sposób udowodnić, poddać naukowej obróbce, znaleźć dowód. Jeżeli to się nie udaje, to tajemnicę spychamy na dno świadomości, staramy się o tym zapomnieć. Wszakże nikt nie chce żyć z łatką wariata. A gdyby tak okazało się, że jest inaczej?
Patricia Pearson – znana, amerykańska dziennikarka w swojej najnowszej książce podjęła trudną tematykę przeżyć z pogranicza śmierci. Kobieta opisała wiele przypadków, w których ludzie doświadczyli tego, co można określić jako „metafizyczne”. Poruszane zagadnienia dotyczyły między innymi: wiadomości wysyłanych przez umierających, śmierci klinicznej oraz obecności osób trzecich. Opowieści jej bohaterów zostały uzupełnione badaniami prowadzonymi przez neurochirurgów i lekarzy, statystykami oraz rysem historycznym. Swoim doświadczeniem podzielili się wszyscy, którzy zetknęli się ze śmiercią: lekarze, naukowcy, personel hospicjów. Sama pisarka z wrodzoną sobie dociekliwością analizuje te przypadki starając się znaleźć dla nich wspólny mianownik. Za wszelką cenę chce pokazać, że świat nie posiada tylko ziemskiego wymiaru; że jest dużo bogatszy i dziwniejszy niż nam się wydawało. Jej książka wydaje się być potwierdzeniem szekspirowskiej myśli, że „są rzeczy na ziemi i niebie, o których się filozofom nie śniło”.
„Drzwi do nieba” to lektura, która ukazuje jak niezwykłą istotą jest człowiek. Ta niesamowita mieszanina żywiołów, kalejdoskop uczuć i sterty doświadczeń to właśnie my – ty i ja. Nikt nie jest w stanie tego ogarnąć – ani nauka, ani badania. Zbyt wiele pracuje w nas mechanizmów i nic dziwnego, że działania niektórych z nich nie potrafimy wytłumaczyć. Nic dziwnego, że szczególnie te pracujące na poziomie umysłowym, czasami zbaczają z obranego zazwyczaj toru. To jest właśnie cud życia, oznaka człowieczeństwa. Jeżeli będziemy zaprzeczać istnieniu duchowego wymiaru naszego jestestwa, ograniczymy samych siebie i już na zawsze zostaniemy więźniami „tu” i „teraz”.
Ja sama nie wierzę w to, że jesteśmy tylko ludźmi. To niemożliwe, żebyśmy byli tylko kupą krwi, mięśni i kości albo splotem neuronów i kombinacją genów. Niemożliwe, że miłość i dobro, które z nas płynie to tylko siła sprawcza wytwarzanych przez organizm hormonów. Wtedy nic nie miałoby sensu, bo skoro „serce jest tylko mięśniem, to cóż po urodzie wszechrzeczy?”
Anna Kantorczyk
(anna.kantorczyk@dlalejdis.pl)
Patricia Pearson, „Drzwi do nieba”, wyd. Muza S.A., Warszawa, 2016 r.
Komentarze