„Dzieci getta” – recenzja

Recenzja książki „Dzieci getta”.
Nigdy więcej wojny. Nigdy więcej kłamstw o Polakach.

Po przeczytaniu „Dzieci getta” Magdaleny Łucyan mam dość ambiwalentne odczucia. Książka warsztatowo jest świetna, poruszająca oraz wstrząsająca – i tego nie można jej odmówić. Jednak tli się gdzieś tam – „ale”, taki mały (a może całkiem duży) zgrzyt, który nie pozwala mi na to, aby tworzyć na jej cześć peany. Mam nadzieję, że uda mi się to wyjaśnić.

Książka „Dzieci getta” zawiera pięć rozmów ze świadkami tamtych wydarzeń; wydarzeń, które ci ludzie najchętniej wygumkowaliby ze swojej pamięci i straszliwych snów nawiedzających ich do dziś. Krystyna Budnicka przez kilka miesięcy ukrywała w kanałach wraz z rodziną, z której finalnie przeżyła tylko ona; Marian Kalwary przeżył dzięki ogromnej odwadze i determinacji swojej matki, natomiast kolejna bohaterka – Katarzyna Meloch – dzięki swojemu wujkowi i ukochanej babci. Józef Lipman wraz z rodziną ciągle musieli zmieniać kryjówki i wielokrotnie otarli się o śmierć, a Zofia Lubińska – Rosset przebywała nie tylko w getcie, ale i w obozach koncentracyjnych.

Tylko pięć historii, a tak wiele przerażenia, grozy, strachu. Tak wiele niezabliźnionych ran, bólu i cierpienia. „[Getto] kojarzy mi się z dwoma słowami: strach i głód. Jedzenia było tak mało, że nie nazwałabym naszego istnienia życiem (…) Wszystko, co robiliśmy, robiliśmy po to, by je zdobyć.” – mówi jedna z rozmówczyń. „Codziennie rano, a nawet i w nocy ludzie wynosili trupy na ulicę. Kładli je gdzieś pod bramą, pod murami (…). W sumie ciężko nawet mówić, że to były ludzkie ciała. To były szkielety, w których można było rozpoznać każdą kość, policzyć każdy kręg, a oczodołami prawie zajrzeć do środka” – dodaje kolejny. Takie obrazy były dla bohaterów chlebem powszednim i – choć dziś może wydawać się niepojęte – stały się po prostu kolejnym elementem egzystencji. Z czasem do wszystkiego można się przyzwyczaić – nawet do sterty trupów na ulicach.

Książka jest naprawdę wstrząsającym świadectwem tamtych lat. Nam, młodszym, te czasy wydają się bardzo odległe i zamierzchłe, jednak wszystko działo się zaledwie osiemdziesiąt lat temu… Czymże jest ten czas w obliczu dziejów całego świata? Mgnieniem. Pokolenie, które przetrwało II wojnę, powoli wymiera, niewielu zostało świadków, którzy mogą opowiedzieć innym, co się z nimi działo, co czuli, jak żyli. Nasze dzieci będą poznawały tamten świat z książek, więc warto podsuwać im takie pozycje, które bez fałszu i zakłamywania rzeczywistości będą pokazywać, co się wtedy działo. „Dzieci getta” z pewnością do takich należą, jednak – tak jak wspomniałam na początku – czułam czasem zgrzyt. Może, aby zobrazować swój punkt widzenia, przytoczę kilka cytatów:

„Niemcy zachęcali Polaków do tropienia Żydów, którzy jakoś zdołali przetrwać (…) Za schwytanie Żyda obiecywali Polakom połowę znalezionego przy nim  „majątku”. Niestety, nie brakowało okrutnych ludzi, którzy skuszeni tą obietnicą z ogromnym zaangażowaniem „polowali”. Wyciągali ludzi z dorożek, legitymowali, patrzyli im głęboko w oczy i ich przepytywali. Zdarzało się, że podejrzanym mężczyznom ściągali spodnie i sprawdzali, czy nie są obrzezani. Byli też jednak tacy, którzy, ryzykując życie swoje i swojej rodziny, pomagali i ukrywali Żydów (…)”.

„Na miejscu jeszcze długo szliśmy przez lasy i łąki, aż moim oczom ukazał się niewielki domek. Całkowicie na uboczu, z dala od innych ludzi. Chyba nie muszę tłumaczyć, że w tamtych okolicznościach to była ogromna zaleta. Bo to niestety polscy sąsiedzi stanowili wtedy największe niebezpieczeństwo”

„W relacjach osób żydowskiego pochodzenia, którym udało się przetrwać wojnę, często pojawia się wątek strachu przed polskimi sąsiadami. Tego, że to oni stanowili największe zagrożenie, że to oni natychmiast wypatrzą nową osobę w okolicy (…)”

„Najczęściej [Niemcy] dowiadywali się, że ktoś jest Semitą, po tym, jak ktoś inny im go wskazał palcem. A najczęściej robili to Polacy”

„W okresie tuż przed wybuchem drugiej wojny antysemityzm w Polsce był niestety zjawiskiem doskonale znanym. Niechęć, a nawet nienawiść do osób żydowskiego pochodzenia była powszechna i z roku na rok coraz silniejsza.”

„Dziś w powszechnej świadomości brakuje wiedzy, że najczęściej Żydzi ratowali Żydów.”

Wyżej wymienione cytaty, choć przytoczyłam ich całkiem sporo, to nie jedyne zarzuty wobec Polaków, które padły na kartach książki. Niby krótkie informacje; niby podawane mimochodem, ale człowiek po przeczytaniu „Dzieci getta” ma wrażenie, że jednak ci Polacy byli źli; że wcale tak bohatersko nie pomagali. No owszem, niektórzy byli dobrzy, niektórzy dobrzy za pieniądze, ale wielu z nich było szujami i donosicielami – pomyśli niejeden przeciętny zjadacz chleba po lekturze tej książki.

Warto jednak pamiętać, że liczba Polaków uhonorowanych tytułem „Sprawiedliwi wśród narodów świata” jest największa ze wszystkich państw. Niektórzy historycy podają, że ponad milion obywateli polskich pomagało Żydom w czasie II wojny światowej, a większość z nich była pozytywnie neutralna (nie negatywnie). Zastanawiam się, czy w książce Magdy Łucyan tak po prostu się złożyło, czy książka bardzo delikatnie narzuca czytelnikom…. TVN – owską wizję świata z naczelnym hasłem o rzekomym polskim antysemityzmie. To właśnie ta telewizja dzieli Polaków najbardziej, powiela kłamstwa na ich temat i każe przepraszać ich za to, że są w ogóle Polakami. A Magda Łucyan w niej pracuje.

To nieprawda, że Polacy są antysemitami (homofobami, rasistami też), a mimo to wiele osób powiela te oszczerstwa. Nawet sama autorka książki  na swoim facebookowym profilu zamieściła negatywny komentarz jednej z internautek i tłumaczyła, że polski antysemityzm jest ogromnym problemem. Otóż warto dodać, że komentarz zamieszczony przez dziennikarkę pochodził od jakiejś niezbyt rozgarniętej osoby (wnioskuję to po licznych błędach i sposobie wysławiania się), gdyż przyzwoity człowiek tak by się nie wypowiedział. Poza tym – trudno dziwić się Polakom – że mają, najzwyczajniej mówiąc, dość Żydów; że wyrzucają kupę gruzu pod ich ambasadą. Wcale się nie dziwię. Po wielu afrontach ze strony Izraela, po „polskich obozach” w tamtejszej prasie (co jest dla mnie chyba najbardziej skandaliczne – m.in. prezydent Obama wypowiedział to z pełną świadomością), po kłamstwach Grossa na temat Marszu Niepodległości, kampanii „To nie Warszawa 1939 tylko Jerozolima 2021” i po domaganiu się od Polaków pieniędzy za niemieckie zbrodnie, dziennikarze dziwią się i oczekują, że będziemy Żydów przepraszać i nade wszystko – zapomnimy o historii własnego narodu. Łucyan, ze swoimi komentarzami o antysemityzmie, doskonale się wpisuje w tę narrację. Dodam, że Polacy byli również masowo mordowani przez Niemców i Sowietów (Palmiry, Katyń), a przez lata polska historia była za granicą obrzydliwie zakłamywana (choćby zakłamany niemiecki serial, gdzie Armia Krajowa jest współwinna ich zbrodni), natomiast Polak stał się sprzedawczykiem, szmalcownikiem w epatowanej latami żydowskiej tragedii. Dość.

Podsumowując – „Dzieci getta” – to naprawdę wstrząsający reportaż o ludziach, którzy przeszli traumę; którzy obrazy z getta noszą w sobie do dziś; którzy przeszli w swoim życiu przez piekło. Będę jednak z uporem maniaka dodawać – żydowska tragedia nie była jedyną tragedią, a przypisywanie całemu narodowi marginalnych zachowań, czyli antysemityzmu i sympatii nazistowskich jest co najmniej nie na miejscu. I z takimi zachowaniami trzeba zdecydowanie walczyć. Nie z wyimaginowanym antysemityzmem.

Anna Stasiuk
(anna.stasiuk@dlalejdis.pl)

Magda Łucyan, „Dzieci getta”, Znak, Kraków, 2021.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat